Quantcast
Channel: Białczyński
Viewing all 2512 articles
Browse latest View live

Góra Wielka Sowa – kolejny szczyt zdobyty przez Kalifat Watykański!

$
0
0

Wielka_Sowa_in_2014Piękna czysta Wielka Sowa w masywie Gór Sowich

Inwazja Kościoła Katolickiego w Przestrzeń Wspólną Polaków trwa nieustannie. Każdego dnia. Oto kolejny jej przykład. Kolejna góra w oczywisty sposób związana z Wiarą Przyrodzoną Słowian, góra emanująca dobrą i czystą energię astralną i elektromagnetyczną jest zaśmiecana przez Czarną Sotnię obiektem, który neutralizuje jej ochronne pole i czyni dziurę w jej astralu.  Pod pretekstem postawienia tutaj małej kapliczki klechy ze Świdnicy walą na szczycie kolejną czarną kupę, stertę obcych kamieni i wylanego betonu, czyli tak zwany  kościół, a w istocie katakumbę kultu śmierci, obiekt magiczny który ma odczynić naturalną moc i zniwelować dobrą energię tego miejsca. Miejsce które będąc symbolem i ziemskim wcieleniem Sił Mądrości chroniło dotąd Polskę przed wpływami Reptilów ma przejść w ręce tychże Reptilian, Sługów Ciemności, Orędowników Ludzkiego Zniewolenia, Umysłowego i Fizycznego Niewolnictwa.

CB

201410193818

 

Tam ich jeszcze nie było…. Zawłaszczanie przez kk wspólnej przestrzeni na swoje interesy trwa. Na bardzo atrakcyjnym szczycie górskim w Górach Sowich, czyli na Wielkiej Sowie, 1015 m. n. p. m., którą przy pięknej pogodzie odwiedzają setki turystów, od kilku tygodni trwa budowa katolickiej kapliczki.

Jest tam piękna wieża widokowa, oczywiście wieża z antenami telefonicznymi, i … teraz dojdzie kaplica katolicka. Dołączam zdjęcia.

Góra znajduje się na terenie gminy Pieszyce.

Wg tablicy informacyjnej, inwestorem jest Świdnicka Kuria Biskupia

Budowa, wg tablicy: kapliczka wraz z instalacją elektryczną

 

201410193819Nadesłał: Jacek M. Kwiatkowski

 

I jeszcze niespodzianka w skrzynce mailowej – takie niespodzianki dostają nasi współpracownicy z Sobótki/Sulistrowic/Sulistrowiczek/ ogólnie spod Ślęży:

ze skrzynki pocztowej

 

Wielka Sowa (niem. Hohe Eule, po 1945 przez krótki okres pol. Góra Sowia[1], 1015 m n.p.m.)[2] – najwyższy szczyt Gór Sowich w Sudetach Środkowych, z najbardziej zniszczonym ekologicznie drzewostanem w tych górach, należy do Korony Gór Polski; położony jest w województwie dolnośląskim.

1280px-Rozciszow_001Widok z Wielkiej Sowy z wieży widokowej na Masyw Ślęży

Góra leży w dorzeczu Odry, a dokładniej na granicy między dorzeczami jej dopływów – Bystrzycy i Nysy Kłodzkiej.

Góra zbudowana jest ze skał metamorficznych z prekambru.

Zbocza Wielkiej Sowy są znakomitymi terenami narciarskimi. Znajduje się tu wyciąg orczykowy i trasy zjazdowe.

Na szczycie znajduje się wysoka na 25 metrów kamienna wieża widokowa wybudowana w roku 1906. Z racji położenia w środkowej części Sudetów jest wspaniałym punktem widokowym. W drugiej połowie XIX wieku zainicjowano budowę pierwszej drewnianej wieży widokowej na wierzchołku góry. Jej uroczyste oddanie do użytku odbyło się w lipcu 1886 roku. Konstrukcja ta znajdowała się około 30 metrów na południe od miejsca, gdzie obecnie stoi żelbetowa wieża. Drewniana konstrukcja przetrwała jednak tylko do 1904 roku. Jeszcze w tym samym roku powstał plan wzniesienia nowej, drewnianej konstrukcji. Ostatecznie stało się inaczej.

Prezes dzierżoniowskiego Towarzystwa Sowiogórskiego Richard Tamm przeforsował ideę budowy trwałej kamienno-żelbetowej wieży. Prace przy jej wznoszeniu rozpoczęły się w lipcu 1905 roku, a uroczyste otwarcie, które odbyło się 24 maja 1906 roku, zgromadziło tłumy ludzi. Wieży nadano wówczas imię Otto von Bismarcka (Bismarckturm). Na tarasie widokowym podziwiano panoramy od Śnieżnika po Śnieżkę oraz od Wzgórz Trzebnickich po Broumovské stěny. Po II wojnie światowej wieży nadano imię Władysława Sikorskiego, a 27 września 1981 polskiego turysty i krajoznawcy Mieczysława Orłowicza. Wizerunek wieży stał się symbolem Pieszyc, znajduje się w herbie tego miasta.

Masyw położony jest w Parku Krajobrazowym Gór Sowich.

 

GórySowie_wieża_widokowa_na_Wielkiej_Sowie_46Góra ta nigdy nie była własnością katolików – i nie powinna być, Śląsk znajdował sie pod wpływem Wiary Przyrodzonej Słowian i ewentualnie Ewangelików, którzy nie mają takiego głupiego zwyczaju by wszystkie góry zabudowywać katakumbami Pustynnej Religii – Oni stawiali wieże widokowe dla wszystkich, a nie Reptiliańskie Domy Czarnej Magii i Kultu Śmierci.

Czy III RP jest już państwem wyznaniowym – Kalifatem Watykańskim?! Pozwolimy im na to?



Stanislav – Figurki z Nomoli (Afrykańskie tajemnice sprzed tysięcy lat)

$
0
0

Rzeźba wykonana przez człowieka czy naturalna formacja skalna? Na to pytanie próbował odpowiedzieć zamieszczony na tym blogu ponad miesiąc temu artykuł poświęcony tajemniczemu odkryciu znajdującemu się w środkowo- zachodniej Afryce:

 

https://bialczynski.wordpress.com/2014/08/25/niesamowite-zagadki-150-metrowy-posag-kobiety-w-mali-czy-naturalny-utwor-skalny/

 

mali-la-dame

http://www.foutapedia.org/prefectures/photos/mali-la-dame.jpg

 

Wszystkich którzy jeszcze tego tekstu nie przeczytali gorąco zachęcam do lektury a ja chciałbym skoncentrować sie teraz na odkryciach towarzyszących Damie z Mali- figurkach Nomoli.

 

Kamienne figurki zostały odkryte na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku w miejscach związanych z wydobyciem diamentów. Klaus Dona, znany tropiciel pradawnych tajemnic, twierdzi, że znajdowane były one na głębokości od 12 do nawet 50 metrów a ich wiek to od 2500 lat p.n.e. do nawet 17 000 lat p.n.e. Analizy wieku posążków miały być rzekomo przeprowadzone przez Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu. Oto kilka granitowych figurek:

 

1-2-nomolihttp://treborok.files.wordpress.com/2013/06/79kd.gif

 

 

 

Tutaj widzimy wspaniałe kamienne prace przedstawiające tajemniczą postać na słoniu, figurki są podobno bardzo ciężkie:

 

 

80kdhttp://treborok.files.wordpress.com/2013/06/80kd.jpg

 

 

Znaleziono również artefakty pokazujące ludzi z gadzimi głowami, trzymające w ręku coś w rodzaju garnka.:

 

81kdhttp://treborok.files.wordpress.com/2013/06/81kd.gif

 

 

Kolejne znaleziska to postaci ludzkie z bardzo dziwnymi twarzami:

 

nomoli figurkihttp://ufo-phenomenon2011.blogspot.com/2013/04/le-scoperte-straordinarie-del-professor.html

 

5-6-nomolihttp://mayaegitto.altervista.org/wp-content/uploads/2013/12/5-6-nomoli.jpg

 

 

Z kolejnym artefaktem związana jest przedziwna historia. Jej odkrywca, profesor Pitoni zauważył, że wydaje ona dziwny dźwięk więc prześwietlił posążek i znalazł w jego środku małą, czarną kulkę. Jej analiza wykazała (według pana Pitoniego) że jest ona wykonana ze stali chromowanej. Jest to o tyle ciekawe, że oficjalnie stal chromowaną wyprodukowano po raz pierwszy w Austrii na początku XX wieku. Poniżej zdjęcie tego artefaktu, posążek został otworzony po prześwietleniu rentgenowskim, wcześniej nie posiadał widocznego na zdjęciu otworu.

82kd

http://treborok.files.wordpress.com/2013/06/82kd.jpg

 

 

Niektóre z tych posągów są rzekomo przechowywane w muzeach w Londynie i Paryżu. Ponieważ jednak nie udało się dopasować ich do żadnej znanej afrykańskiej kultury trafiły do magazynów.

 

 

Podsumowując- mamy tutaj aż trzy tajemnice: 150-metrowy posąg, niebieski kamień z którego został wykonany oraz posążki. Jeśli datowanie ich na kilkanaście tysięcy lat p.n.e. jest prawidłowe oznacza to, że musimy zrewidować dotychczas uznawane za pewnik poglądy o początkach cywilizacji. Czy kiedykolwiek poznamy odpowiedź na pytanie kto jest autorem tych artefaktów i jaki był cel ich stworzenia?


Młodzi z Komitetu „Kraków – Przeciw Igrzyskom” wezmą Kraków?! 4. dzień mgły i smogu w Krakowie. Nic nie widać panie Prezydencie Majchrowski!

$
0
0

30 10 2014

 4. dzień nieprzerwanej mgły i smogu w Krakowie. Nic nie widać panie Prezydencie Majchrowski!

Panie prezydencie Majchrowski – Czwarty dzień w Krakowie trwa Smog Wawelski. Końca nosa nie widać kiedy człowiek wpada na ulicy pod czyjś rower albo samochód!  Normy zagazowania są przekroczone 2,5 raza w stosunku do tych z Auschwitz! Tam stosowano Cyklon tutaj stosuje się Benzopiren.

Piszę do Pana bo to pan rządzi w Krakowie już 20 lat niemal i wciąż nie udało się panu załatwić tej sprawy.

Zamiast tego w ramach Igrzysk dla Ludu zbudował pan dwa potężne stadiony i Arenę Sportową które zieją pustką. Czy te miejsca są przygotowywane przez pana ekipę jako lazarety dla zagazowanych Krakowian?!

 Czy uważa pan, benzopiren za humanitarne narzędzie, które  Ostatecznie Rozwiąże Problem Ledwie Zipiących Krakowian?

Panie prezydencie, a idź pan już do Diabła i oddaj władzę Młodym z Komitetu „Kraków – przeciw Igrzyskom!”

z Braterskim Pozdrowieniem w ramach KAMPANII – Na wpół uduszony już Autor Nowych Przygód Smoga Wawelskiego i Baltazara Gąbki oraz Jego Kompanii

nowe przygody okładkaKsiążka jest do nabycia tutaj: Slovianski Sklepik

27 paź, 16:10

Mgła w Krakowie? To „smoke and fog”, czyli smog

Od nie­dzie­li w Kra­ko­wie nie­wie­le widać, bo wszyst­ko prze­sła­nia gęsta mgła. Choć jak się oka­zu­je, nie do końca cho­dzi tylko o mgłę. – To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog – wy­ja­śnia An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

Mgła Smog Kraków
Foto: Norbert Litwiński / Onet Mgła Smog Kraków

Je­sien­na słota i coraz niż­sza tem­pe­ra­tu­ra to wy­raź­ne znaki po­cząt­ku se­zo­nu grzew­cze­go w Kra­ko­wie. A pod Wa­we­lem ozna­cza to jedno – po­wrót smogu. Przy ta­kiej po­go­dzie jaką mamy obec­nie, smog staje się nie tylko wy­czu­wal­ny, ale i wi­dzial­ny.

- To co mamy za okna­mi, to w dużej mie­rze smog. To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog. To taki nie­przy­jem­ny kok­tajl – mamy złe wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne, do tego lu­dzie od­pa­li­li piece i efekt jest jaki jest – mówi An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

KAS już od dłuż­sze­go czasu wal­czy o czy­ste po­wie­trze w Kra­ko­wie, a także stara się uświa­da­miać miesz­kań­ców na temat za­gro­że­nia dla życia i zdro­wia, jakie nie­sie ze sobą smog. Kra­ków jest bo­wiem jed­nym z miast z naj­bar­dziej za­nie­czysz­czo­nym po­wie­trzem na świe­cie. Wpływ ma na to głów­nie niska emi­sja, bę­dą­ca efek­tem pa­le­nia wę­glem czy śmie­cia­mi w pie­cach do ogrze­wa­nia.

Głów­nym skład­ni­kiem smogu są pyły za­wie­szo­ne PM10 i 2.5, czyli benzo(a)piren. Norma śred­nio­do­bo­wa to 50 mi­kro­gram (µg) na metr sze­ścien­ny. Tej je­sie­ni w Kra­ko­wie jest ona już nie­raz prze­kra­cza­na dwu­krot­nie. – Ponad 100 µg/m3 PM10 śred­nio­do­bo­wo w in­nych mia­stach by­ło­by już po­wo­dem do ogło­sze­nia alar­mu smo­go­we­go. A u nas cie­szy­my się, że norma jest tylko dwu­krot­nie prze­kro­czo­na. To marne po­cie­sze­nie, bo to war­to­ści po­wo­du­ją­ce re­al­ne za­gro­że­nie dla życia i zdro­wia – do­da­je An­drzej Guła.

Żeby po­czuć po­pra­wę w ja­ko­ści po­wie­trza, cał­ko­wi­cie mu­sia­ły­by być wy­eli­mi­no­wać źró­dła ni­skiej emi­sji smogu. – Je­że­li mamy ok. 50 tys. pa­le­nisk wę­glo­wych we­dług sza­cun­ków mia­sta, a w ciągu ostat­nich dwóch lat wy­mie­nio­no 1,5-2 tys. pa­le­nisk, to wciąż je­ste­śmy na po­cząt­ku drogi. Nie spo­dzie­waj­my się więc, że bę­dzie le­piej od razu. Trze­ba jed­nak za­chę­cać do ko­rzy­sta­nia miej­skie­go pro­gra­mu do­płat na wy­mia­nę pie­ców. Zwłasz­cza, że jest on jak na razie bar­dzo atrak­cyj­ny – mówi pre­zes KAS.

Po­mi­mo uchy­le­nia przez sąd ad­mi­ni­stra­cyj­ny uchwa­ły sej­mi­ku wo­je­wódz­kie­go o za­ka­zie pa­le­nia wę­glem w Kra­ko­wie, wła­dze mia­sta nie re­zy­gnu­ją z pro­gra­mu wy­mia­ny pie­ców w Kra­ko­wie. Jest on cały czas roz­bu­do­wy­wa­ny, a miesz­kań­cy są za­chę­ca­ni do prze­cho­dze­nia na eko­lo­gicz­ne sys­te­my grzew­cze. W nie­któ­rych przy­pad­kach można uzy­skać nawet 100 proc. do­pła­ty na wy­mia­nę pa­le­ni­ska.

Warto przy­po­mnieć, jak smog ne­ga­tyw­nie wpły­wa na nasze zdro­wie. Co roku miesz­ka­niec Kra­ko­wa przyj­mu­je z po­wie­trzem ra­ko­twór­cze sub­stan­cje, któ­rych ilość od­po­wia­da wy­pa­le­niu 2,5 tys. pa­pie­ro­sów. Przez za­tru­te po­wie­trze zwięk­sza się także za­cho­ro­wal­ność na no­wo­two­ry zło­śli­we.

Na­ra­że­ni są wszy­scy, ale przede wszyst­kim osoby z cho­ro­ba­mi ukła­du od­de­cho­we­go, osoby z astmą, aler­gi­cy, a także ko­bie­ty w ciąży, dzie­ci oraz osoby star­sze. W skali ogól­no­pol­skiej na astmę oskrze­lo­wą cho­ru­je 6 proc. dzie­ci. W Kra­ko­wie pra­wie trzy razy tyle – aż 16 proc.

(NZ)


01. 11. 2014 – Muzeum-Ośrodek Słowiańszczyzny i Polski – Pałac Kultury i Nauki! (Propozycja dla wszystkich Słowian – Polaków)

$
0
0

z5247328XPałac Dziejów Słowian – Polaków

 

Kilka dni temu (dokładnie 28 października 2014) Rafał Orlicki zgłosił w jednym z wpisów na naszym blogu, w związku z otwarciem Muzeum Historii Żydów Polskich oraz ślimaczącym się od 25 lat brakiem organizacji takiego muzeum jak Muzeum Historii Polski i Dziejów Polaków, projekt przekształcenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w gigantyczne Muzeum Polski i Słowiańszczyzny.

 

Jest to oczywiście proponowana nazwa robocza, która ma oddać ideę oraz zarysować koncepcję zawartości wnętrza gmachu. Stworzyć ramy dyskusji jakie konkretnie galerie powinny się tam znaleźć. Od lat nie wiadomo jak traktować ten gmach. Jedni chcą go burzyć inni go bronią, różne pomysły na jego zagospodarowanie już były, różne projekty przekształcenia także. Rzeczywiście jest tak, że III RP cierpi na niemożność powołania do życia Muzeum Historii Polski.

 NowaWileńska-panorama-Solidarności1Muzeum Słowiańszczyzny i Polski

Na początek proszę zapoznajcie się z propozycją Rafała Kopko Orlickiego, czyli z jego roboczym wpisem na naszym blogu  i jego argumentacją:

 

MUZEUM HISTORII SŁOWIAN I POLSKI – PKiN

Zamiast dzielić Polaków powinniśmy się dzisiaj zgodnie zająć tematem braku „Muzeum Historii Słowian i Polski”, gdy otwarto właśnie „Muzeum Historii Żydów Polskich – Polin”. Żaden inny naród poza naszymi prasłowiańskimi przodkami, nie zbudował naszej państwowości, tylko My sami! Z udziałem wielu przybyszów, ale w oparciu o nasz wiodący, etnos słowiański! I to znacznie wcześniej niż miał miejsce chrzest Mieszka. To jest temat, wymagający wielkiej zgody i zjednoczenia. Inaczej, dla Świata, będzie wyglądało to tak, jakby Polska narodziła się dzięki tej czy innej nacji, co będzie kłamstwem z winy naszego zaniedbania i przemilczenia oraz celowej niechęci polityków.

Dlatego uważam, że w centrum Warszawy, powinno stanąć Wielkie Muzeum Historii Słowian i Polski! Jedni bez drugich nie zaistnieli. Jesteśmy wielką, słowiańską rodziną i państwowość każdego narodu słowiańskiego wywodzi się z tej wspólnoty. Aby takie Muzeum przebiło liczne kłamstwa, musi być wielkie, bo mamy znacznie większą historię i jeszcze więcej milionów zgładzonych współplemieńców, przez najazdy; Franków, Rzymu, Germanów, niestety i Rosjan, w tym obozy zagłady dla Polaków i Rosjan, zsyłki milionów na Sybir.

Proponuję, aby w tym celu przekształcić Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Cały, na taki właśnie cel! Np. Jest tam muzeum techniki. Niech to będzie Muzeum wynalazczości i odkryć Słowian, z podziałem na narodowości. I tak dalej. Sal ledwo wystarczy w tym dużym gmachu, na wszystkie wystawy i tematy! Nie potrzebne jest nam osobne Muzeum II wojny światowej, tylko podobnie, w tym jednym budynku. Po to, aby wszyscy cudzoziemcy odwiedzający Warszawę, mieli to, co jest ważne dla naszej historii, na miejscu! Zjednoczmy się teraz, chociaż w tym jednym celu!
Kto jest za?!

Rafał Kopko – Orlicki
adres kontaktowy: wiarygodni@op.pl

Zapraszam do odwiedzenia ciekawych stron i zapisywania się:

https://pl-pl.facebook.com/RedutaDobregoImienia
https://www.facebook.com/RedutaDobregoImienia/photos/a.147163995442096.32618.147151028776726/148672925291203/?type=1
http://reduta-dobrego-imienia.pl/
http://www.eprudnik.pl/spotkanie-reduta-dobrego-imienia-polska-liga-przeciw-znieslawieniom/
http://www.eprudnik.pl/wp-content/uploads/2013/02/cropped-baner_RDI_PLAD1.jpg

 

2011_11_11_-_005_-_Warszawa_-_wiezowce_w_centrumMuzeum Słowiańskie – Muzeum Historii Polski

Ja osobiście podpisuję się pod tym projektem obiema rękami, ale zaznaczam – na razie tylko ja osobiście.

Wydaje mi się, że ten pomysł rozwiązuje wszystkie problemy PKiN i staje się Osią Łączącą nie tylko Polaków w Jedność, ale także ma szansę zaspokoić oczekiwania innych Słowian, w tym również  na przykład Rosjan względem tego budynku. Przecież był to prezent ZSRR i jego Narodów, a więc nie tylko Rosjan ale i innych narodów które były częściami ZSRR, takich jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Litwa, Łotwa, Estonia, Gruzja, Kirgizja. Był ich darem dla zrujnowanej Warszawy i dla Polski.

 Sam w sobie budynek ten musi się kojarzyć polskim patriotom z upokarzającym stanem 45 letniej zależności od ZSRR po II Wojnie Światowej. Ale kiedy jego wnętrze wypełni Muzeum Słowian i Polaków, Muzeum Słowiańszczyzny i Polski, w tym galerie takie jak Słowiańskiej Nauki i Wynalazczości, Kultury Słowiańskiej i Polskiej, Polskiej i Słowiańskiej Sztuki Ludowej, czy inne muzea, dla których obecnie ani nie ma lokalizacji, ani nie ma budynków,  ani często nawet koncepcji, to jestem pewien, że ten ładunek koncepcyjny zawarty w Idei i Wnętrzu budowli tchnie w nią zupełnie innego ducha, Ducha Słowiańszczyzny XXI Wieku, Ducha Słowiańszczyzny i Polski Nowoczesnej, wreszcie Ducha Słowiańszczyzny Zjednoczonej.

warszawa_001Muzeum Słowiańskie i Polskie

 Jest to idealne miejsce na odbywanie kongresów, prezentacji zdobyczy słowiańskiej i polskiej nauki i techniki, kultury i sztuki. Posiada PKiN Salę Kongresową i sale kinowe, posiada zaplecze magazynowe i niezbędną infrastrukturę. To wszystko wymaga odnowienia, a nowoczesne myślenie o muzealnictwie pozwoli stworzyć z tego obiektu w Sercu Warszawy Ośrodek promieniujący na wszystkie kraje Słowian. Tak był ten pałac pomyślany i tak był nazwany: Pałacem Nauki i Kultury. Niech pełni swoje funkcje w Nowy Sposób i niech będzie teraz nazywany Pałacem-Muzeum Słowiańszczyzny i Polski.

Rozważcie proszę bardzo starannie ten projekt, jest on bowiem pomysłem dla uczczenia  Wszystkich Pokoleń Słowian i Polaków. Z tego powodu składamy przed Wami ten projekt w dniu Święta Pamięci Naszych Przodków – 1 listopada 2014 roku.

 

Jesteśmy winni szacunek naszym Przodkom , naszym Dziadom.Wyrażanie owego szacunku nie może polegać na pustych deklaracjach ludzi rządzących obecnie Polską. Do nas należy zmusić ich do działania zgodnie z Wolą Narodu Polskiego, zgodnie z Naszą Wolą, jeżeli im samym takiej woli brakuje.

W przeddzień Święta Zmarłych, Święta Pamięci Naszych Przodków – POLAKÓW, zgłaszam pod rozważenie ten projekt wszystkim Słowianom i wszystkim Polakom w Polsce i zagranicą. Postawię też tę sprawę na najbliższym Pierwszym Zjeździe i Pierwszym Wiecu Zrzeszenia Słowian, zaraz po jego formalnej rejestracji. Mam nadzieję, że uczyni to ze mną w imieniu Wiarygodni.pl pomysłodawca Rafał Kopko Orlicki i inni, którzy się przyłączą.

 

Warszawa-Kraków 01. 11. 2014 roku

 z6427011Q,W-mysl-planu-Park-Swietokrzyski-ma-byc-poszerzony-Pałac Dziejów – Kultury i Nauki Słowian

 Uzupełnienie – 1. listopada 2014

1. Droga do Unii Słowiańskiej, do Polski Nieśmiertelnej, Wolnej i Sprawiedliwej jest tak długa, że niejeden z nas jej ziszczenia nie dożyje. Ta droga wymaga pracy wielu osób, bo to jest – jak wszyscy chyba widzą – praca u podstaw, która zaczyna się od oczyszczenia pamięci. Dla mnie ta droga trwa odkąd pamiętam, odkąd stałem się dorosłym facetem. Dzielenie Polaków zapalonych do idei Słowiańskiej i wykopywanie rowów z powodu różnic światopoglądowych między nimi zupełnie kładzie ideę tworzenia takiej Polski o jakiej marzymy – Która Jest Domem Dla Każdego Kto Ma Polskę w Sercu.

2. Walczmy z Kalifatem Watykańskim który ZAWŁASZCZA ale nie z wyznawcami chrześcijaństwa, czy judaizmu, czy islamu , czy buddyzmu czy ateistami, którzy chcą Wolnej Polski dla Wolnych Polaków i są Słowianofilami, chcącymi tejże Unii Słowian. Warunkiem by było Nam po drodze z Nimi i Im po drodze z Nami – jest Wolna Polska dla Wolnych Ludzi – czyli Polska Wolnych Plemion Światopoglądowych – Miejsce dla Wszystkich Polaków i w perspektywie dla Wszystkich Wolnych Słowian w jednej Słowiańskiej Unii. Tę Wolność Słowiańską możemy roznieść po całym Świecie wszędzie gdzie żyją Polacy – bo Naszą Ojczyzną i Macierzą jest teraz cała Matka Ziemia i cały Ojciec Kosmos, którego sięgamy.

3. Trzeba by wokół tej idei – tak jak wokół idei Muzeum/Ośrodka – jednoczyć Polaków, a nie dzielić. Muzeum – jak mam nadzieję dosyć jasno napisałem – nie ma być skansenem, jak np. Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest nowoczesne i żywe, i buduje wokół siebie postawy patriotyczne poprzez różne akcje i pomysły ożywiające, ale jest klasycznym choć nowoczesnym muzeum.

<strong>4. To co proponuje Rafał Orlicki z Grupy Wiarygodni to ma być w zasadzie Ośrodek Słowiański, ma być bardziej Pałacem Kultury i Nauki Słowian, a w tym Polaków, ale też być Muzeum Dziejów Słowian i Polski i Polaków. Pałacem Kultury i Nauki, czyli Ośrodkiem Kultury i Nauki jakim miał być według nazwy, a jakim nigdy nie był! </strong>

A więc ma być miejscem współczesnym, zawsze żywym, miejscem kongresów, spotkań Słowian i Myśli Słowiańskiej, miejscem prezentacji współczesnych osiągnięć czy też przeglądów w różnych dziedzinach nauki i kultury, np. miejscem wystawy AKTUALNYCH osiągnięć i Kongresu Słowian w sprawie Wolnej Energii i Energetyki Przyszłości. Czy np. Zjazdu Genetyków Genealogicznych ze świata i przeglądu idei na jej obecnym etapie rozwoju.

5. NOWOCZESNOŚĆ i WSPÓŁCZESNOŚĆ oraz PRZESZŁOŚĆ i PRZYSZŁOŚĆ w Jednym Ośrodku Słowiańskim. To wymaga zupełnie nowego podejścia. Bo np. pojęcie „zjazdu” dzisiaj nie tyle wymaga fizycznej obecności ludzi z tej dyscypliny ze świata – co Inicjacji w Ośrodku Słowiańskim i spotkania na wielu liniach telekomunikacyjnych w jednym czasie.

6. Pałac Kultury jest dosyć duży by można było na jednym piętrze pomieścić Muzeum Dziejów Słowiańszczyzny, czyli wszystkich słowiańskich narodów, także tych których już między nami nie ma, na innym Muzeum Dziejów Polski i Polaków. Jest dosyć duży by pomieścić np. siedziby Wspólnoty Polskiej i Kongresu Kongresów Polonii z poszczególnych państw świata, czy innych związków słowiańskich, czyli działających teraz i dla przyszłości organizacji społeczności Słowiańskiej i Polskiej.

7. Nawet jeżeli mamy świadomość że to się stanie za trzy pokolenia to trzeba to zacząć i działać. Nie ma na co czekać. Inni nie czekają.  

8. Zaczyna się czas w którym możemy Odzyskać Polskę. Co to znaczy? Dam przykład z wczoraj. Polacy przestali kupować w portugalskiej sieci – Biedronce. Była warta na giełdzie 10 miliardów euro a w ciągu roku straciła 5 miliardów wartości jako sieć globalna, z powodu kłopotów w Polsce. Powinniśmy myśleć o jej wykupieniu przez Polaków. PKO BP wykupił bank który był w obcych rękach bodajże Nordea, czy jakiś inny. Włosi chcą zamknąć fabrykę samochodów, czy jedną czy drugą linię produkcyjną – trzeba by to wykupić i zacząć produkować te nostalgiczne własne samochody, które się projektuje (nowe Warszawy, nowe Syreny i co innego) – bo mamy linie produkcyjne których tamci nie chcą a postawili je u nas – dali nam know how, wiedzę i narzędzie, którego nie mieliśmy, zbudowali to od podstaw. NA TYM POLEGA PROCES ODZYSKIWANIA POLSKI DLA POLAKÓW. TO WYMAGA WSPARCIA PAŃSTWA POLSKIEGO.

9. Wytyczanie DRÓG PRZYSZŁOŚCI  i WIZJI ROZWOJU Technologii – To jest zajęcie dla Działu tego Muzeum-Pałacu-Ośrodka, który już tam jest i nazywa się Muzeum Techniki i Wynalazczości. To kwestia nowoczesnego podejścia do funkcji tzw „muzeum” które nie ma być skansenem, ale żywą instytucją mającą przegląd tego co było, gdzie jesteśmy teraz i tworzącego wizję co robić dalej!  TO MUSI WESPRZEĆ PAŃSTWO POLSKIE.

10. To wszystko co napisałem to są cele dla nas Wszystkich – dla Starych i Młodych, przede wszystkim dla Młodych. Czas żeby brali sprawy w swoje ręce, bo na co tu czekać. Na pewno Zrzeszenie Słowian też nie zrobi wszystkiego tylko może zainicjować procesy. Jak choćby proces odzyskiwania dla wiary przyrody Świętych Gór, proces odkłamywania przeszłości, proces budowania wspólnoty międzynarodowej kultury i nauki Słowian.

11. Pod Wzgórzem Wawelskim stoi kopia Świętowita – przyjdzie czas że przeniesiemy go na Święte Wzgórze i tam na placu obok katedry odbędą się obrzędy uświęcenia tego Palwanu według Słowiańskiej Wiary, tak jak widzieliśmy na filmie u Południowych Przyjaciół, a jednocześnie odbędą się Postrzyżyny i Zapleciny tysięcy polskich dzieci i pójdzie w miasto Wiosenny Pochód z Jaryłą i Jaruną.

12. Nie wchodzimy w konflikt z wyznawcami chrześcijaństwa i nigdy w taki konflikt nie wejdziemy (chyba że oni zaczną nas nawracać i odbierać nam prawo do życia w zgodzie z naszymi zasadami), ale będziemy pokazywać czym jest chrześcijaństwo i katolicyzm, czym było w dziejach i jakie jest obecnie wszędzie tam gdzie czyni ono szkody, choćby poprzez rozpasanie swoich pośredników korporacyjnych Kościoła Katolickiego i ich uzurpację np. wpływania na politykę państwa w myśl ich krucjaty. W Polsce nie będzie się odbywać żadna krucjata przeciw innowiercom czy niewierzącym, ale ktoś (MY) musi tego dopilnować, zadbać o to by była równowaga. My robimy swoje, a chrześcijanie którzy zrozumieją, że światopogląd naukowy jest bardziej racjonalny niż ten chrześcijański i tak odejdą od Pośredników, którzy pędzą żywot pasożytniczy ich kosztem.

13. Pokazujmy ludziom prawdę i zakłamanie tam gdzie ono występuje, ale przecież to oni wybierają w co wierzą a w co nie. Tak ma być. Na tym polega Wolność, bycie Wolnym Człowiekiem, na tym polegać ma Wolna Polska.

 Niech Pałac Kultury i Nauki w Warszawie stanie się Oś-RODkiem, Osią RODu Słowian, prawdziwym twórczym Ośrodkiem Kultury i Nauki Słowian i Polaków, w którym Przeszłość połączy się w Teraźniejszości z Przyszłością!

WARSZAWA – KRAKÓW 1 . 11. 2014 r.

 

Niniejszy artykuł znajdzie się w Zimowym numerze Kwartalnika „Słowianić nr 7″.


Dziady 2014 – Wiara Przyrodzona Słowian – O kapralu Wojtku oraz o polskich żołnierzach II Wojny, w ramach Święta Dziadów

$
0
0

Film, produkcji Telewizji Polskiej – wstrząsający, wzruszający, piękny. Poświęcam ten wpis pamięci Wszystkich Zmarłych, w szczególności ofiar tamtej strasznej wojny, ale także pamięci ofiar Majdanu i Wojny na Ukrainie, Wojny w Syrii i Iraku, w Kurdystanie, Wojny w Palestynie i Izraelu, wojen i zarazy w Afryce. Pamiętajmy o nich wszystkich. To są ofiary nieludzkiego XX i XXI wieku. Czy XXI wiek także będzie nieludzki?


Szomorú vasárnap (Mroczna niedziela), Zaduszki niejazzowe – Miklós Sebő, Rezső Seress, László Jávor, Węgry

$
0
0

Sistańska hudba (granie) miesiąca – listopad 2014 –

Egy szomorú, de jól végződő igaz történet:)

Gloomy Sunday is a song written by the Hungarian self-taught pianist and composer Rezső Seress in 1933
and it was performed by many other singers.

Rezso_SeressRezső Seress

wymowa: ˈrɛʒøː ˈʃɛrɛʃ; (właściwie Rudi Spitzer) (ur. 3 listopada 1889 w Budapeszcie, zm. 11 stycznia 1968 w Budapeszcie) – węgierski kompozytor muzyki rozrywkowej i pianista żydowskiego pochodzenia.

Początkowo był akrobatą w cyrku w Komarnie. Po upadku z wysokości studiował aktorstwo i przez szereg lat pracował jako aktor w teatrach rozrywkowych. Tam nauczył się grać na pianinie i zaczął występować jako muzyk. Wielki sukces przyniosła mu piosenka Még egy éjszaka… (Jeszcze jedna noc…) napisana w 1925 roku. Rzucił wtedy teatr i zaczął występować w restauracjach, początkowo Kukoricza, a następnie Kulacs.

Podczas wojny został wcielony do oddziałów pracy przymusowej, gdzie spędził cztery lata. Uratował go niemiecki oficer pamiętający Seressa z występów w restauracji Kulacs.

Po wojnie Seress otrzymał zaproszenie do Stanów Zjednoczonych i występu w Carnegie Hall, lecz odmówił wyjazdu. Wraz z komunizacją Węgier jego utwory zostały zakazane. Gdy pozwolono mu grać, występował w restauracji Kispipa w Budapeszcie, którego właściwie nie opuszczał do końca życia. Zmarł śmiercią samobójczą, skacząc z balkonu.

W latach 1923–1933 napisał teksty do ponad czterdziestu utworów innych kompozytorów i sześćdziesięciu własnych. W 1933 roku napisał libretto i muzykę do operetki pod tytułem Szerelem az egész vonalon (Miłość na całej linii). Nie udało mu się jednak doprowadzić do jej wystawienia i rękopis jej zaginął.

Utwory Seressa są melancholijne i zwykle opowiadają o nieszczęśliwej miłości. Najsłynniejszym utworem Seressa jest Szomorú vasarnáp (Gloomy Sunday, Smutna niedziela). Słowa do niej napisał László Jávor, reporter kryminalny gazety 8 Órai Újság. Utwór powstał w 1933 roku i wywołał falę samobójstw. Złowieszczą nieco popularność utworu ilustruje fakt, że jedynie w okresie 13-24 listopada 1935 roku pojawiło się na jego temat 278 artykułów we francuskich niemieckich, szwajcarskich i włoskich gazetach.

Otto Klemperer powiedział o Seressu „to nie muzyk – to geniusz”. Seress nigdy nie nauczył się dobrze grać na pianinie ani zapisywać swoich utworów: gwizdał je, a zapisywali inni.

Smutna niedziela

Utwór Szomorú vasárnap przetłumaczono na dwadzieścia osiem języków. Liczni artyści włączyli go do swoich repertuarów. Utwór wykorzystywano również w filmach – m.in. Gloomy Sunday – Ein Lied von Liebe und Tod Rolfa Schübela.

https://www.youtube.com/watch?v=55FP1LfkkVQ

The Hungarian Suicide Song – Gloomy Sunday

It’s true. The song is named „Gloomy Sunday”. It’s a theory that if anyone listens to this song, he or she will immediately commit suicide afterwards. I personally do not believe in this theory, but the composer himself, his wife, and hundreds of other people commit suicide right after listening to this song. That was why it was banned (not now). You can Google-check this if you like…

Megasztár 5 döntő: Kökény Attila és Tóth Vera – Szomorú vasárnap

To jedna i ta sama piosenka skomponowana 75 lat temu przez węgierskiego kompozytora Rezso Seressa. Wokół owego utworu narósł mit piosenki dla samobójców, bowiem miała ona wywołać na Węgrzech falę samobójstw. Wydaję się nieprawdopodobne, jednak fakty są co najmniej dziwne. Kompozytor napisał piosenkę po tym jak opuściła go żona (co wyjaśnia jej ponury nastrój), no ale to jeszcze nic. Później ta kobieta popełniła samobójstwo zostawiając list pożegnalny o treści „Gloomy Sunday”. Samautor zabił się w 1968 roku skacząc z balkonu. Ponoć wiele osób miało po jej wykonaniu ze sobą skończyć. Piosenka szybko zyskała złą sławę, a wiele stacji radiowych zdecydowało się w ogóle jej nie emitować. W latach 40. powstała angielska wersja utworu, którą spopularyzowała Billie Holiday. Od tego czasu powstała niezliczona ilość bardzo różnych interpretacji, jednak to ta należąca do Billie Holiday jest wciąż tą najpopularniejszą. Holiday dodała do swej wersji trzecią zwrotkę, łagodzącą nieco posępny przekaz utworu.

Billie Holiday – Gloomy Sunday (Okeh Records 1941)

„Gloomy Sunday” is a song composed by Hungarian pianist and composer Rezső Seress and published in 1933, as „Vége a világnak” („End of the world”). Lyrics were written by László Jávor, and in his version the song was retitled „Szomorú vasárnap” (Hungarian pronunciation: [ˈsomoruː ˈvɒʃaːrnɒp]) („Sad Sunday”). The song was first recorded in Hungarian by Pál Kalmár in 1935. „Gloomy Sunday” was first recorded in English by Hal Kemp in 1936, with lyrics by Sam M. Lewis, and was recorded the same year by Paul Robeson, with lyrics by Desmond Carter. It became well known throughout much of the English-speaking world after the release of a version by Billie Holiday in 1941. Lewis’s lyrics referred to suicide, and the record label described it as the „Hungarian Suicide Song”. There is a recurring urban legend that claims that many people committed suicide with this song playing.

There have been several urban legends regarding the song over the years, mostly involving it being allegedly connected with various numbers of suicides, and radio networks reacting by purportedly banning the song. However, most of these claims are unsubstantiated.

Press reports in the 1930s associated a number of suicides, both in Hungary and America, with „Gloomy Sunday”, but most of the deaths supposedly linked to it are difficult to verify. The urban legend appears to be, for the most part, simply an embellishment of the high number of Hungarian suicides that occurred in the decade when the song was composed due to other factors such as famine and poverty. No studies have drawn a clear link between the song and suicide.

In January 1968, some 35 years after writing the song, its composer Rezső Seress did commit suicide. He survived jumping out of a window in Budapest, but later in the hospital choked himself to death with a wire.

The BBC banned Billie Holiday’s version of the song from being broadcast, as being detrimental to wartime morale, but allowed performances of instrumental versions. However, there is little evidence of any other radio bans; the BBC’s ban was lifted by 2002.

Billi’s accompanied by Emmett Berry (tp); Jimmy Hamilton (cl) & (ts); Hymie Schertzer (as); Babe Russin (ts); Teddy Wilson (p); Albert Casey (g); John Williams (b); and J C Heard (ds). Recorded August 7, 1941. (Okeh Records) 31005-1

Sunday is gloomy my hours are slumberless
Dearest the shadows I live with are numberless
Little white flowers will never awaken you
Not where the black coach of sorrow has taken you
Angels have no thought of ever returning you
Would they be angry if I thought of joining you?
Gloomy Sunday

Gloomy is Sunday with shadows I spend it all
My heart and I have decided to end it all
Soon there’ll be candles and prayers that are sad I know
Let them not weep let them know that I’m glad to go
Death is no dream for in death I’m caressing you
With the last breath of my soul I’ll be blessing you
Gloomy Sunday

Dreaming, I was only dreaming
I wake and I find you asleep in the deep of my heart dear
Darling I hope that my dream never haunted you
My heart is telling you how much I wanted you
Gloomy Sunday

Szomorú vasárnap (Gloomy Sunday) –

Hernádi Judit

https://www.youtube.com/watch?v=Z2PI7fSZeSE


Niedziela jest ponura

Me godzinny bezsenne

Najdroższa, niezliczone cienie

Otaczają mnie

Małe białe kwiaty

Nigdy nie obudzą cię

Tam gdzie zostałaś zabrana

Przez ciemne powozy smutku

Anioły nie mają intencji

By kiedykolwiek cię zwrócić

Czy pogniewają się

Jeśli rozważę dołączenie do ciebie?

Ponura niedziela

Ponura jest niedziela

Wśród cieni znoszę to wszystko

Wraz z mym sercem

Zdecydowaliśmy skończyć to

Wkrótce pojawią się świecę

I smutne modlitwy, wiem

Lecz niech nie płaczą,

Lecz wiedzą, że dobrze miz tym

Śmierć nie jest marzeniem

Poprzez śmierć mogę pieścić cię

Ostatnim mym tchnieniem

Pobłogosławię cię

Ponura niedziela

Śniłem, to był tylko sen

Budzę się, i znajduję cię śpiącą

W głębi mego serca

Miła, mam nadzieje

Że mój sen niezaniepokoił cię

Me serce powie

Jak bardzo cię potrzebuję

Ponura niedziela

László Jávor was a Hungarian poet who wrote the poem that was the basis for the jazz standardGloomy Sunday„, composed by Rezső Seress, later also notably recorded by Billie Holiday.He died on 21 Dec 1956 from heart attack.

The poem in Hungarian as the follows:

Szomorú vasárnap száz fehér virággal vártalak kedvesem, templomi imával. Álmokat kergető vasárnap délelőtt, bánatom hintaja nélküled visszajött; azóta szomorú mindig a vasárnap, könny csak az italom, kenyerem a bánat… Utolsó vasárnap, kedvesem gyere el, pap is lesz, koporsó, ravatal, gyászlepel. Akkor is virág vár, virág és – koporsó, virágos fák alatt utam az utolsó; Nyitva lesz szemem, hogy még egyszer lássalak, Ne félj a szememtől, holtan is áldalak…

He died later with a minor heart attack on 21Feb 1956 Seress has continued (transliterated) it:

Ősz van és peregnek a sárgult levelek, Meghalt a földön az emberi szeretet. Bánatos könnyekkel zokog az őszi szél, Szívem már új tavaszt nem vár és nem remél. Hiába sírok és hiába szenvedek, Szívtelen rosszak és kapzsik az emberek… Meghalt a szeretet!

Vége a világnak,vége a reménynek Városok pusztulnak, srapnelek zenélnek. Emberek vérétől piros a tarka rét. Halottak fekszenek az úton szerteszét. Még egyszer elmondom csendben az imámat: „Uram, az emberek gyarlók és hibáznak…” Vége a világnak!


Z Lamusa (marzec 2010): Pelazgowie, czyli Połyskowie-Pałożgłowie lub inaczej Pyłożgłowie-Pyłozłotogłowi z Łyskogór (dziś: Gór Świętokrzyskich).

$
0
0

Teksty z Lamusa przypominamy gdy są ku temu ważne powody, na przykład ich ciągła aktualność i ważne wskazówki do postępowania w nich zawarte, a także ponieważ większość z nich nie była udostępniana na FB a powinna.

 

Na początek przypis 77 do Taji 19:

[77] Pyłozłotogłowi (Pyłożgłowie, Pąłożgłowie, Połyskowie, Połyskowice, Płajskowie, Pelazgowie) – pierwotni mieszkańcy Skryty – w istocie skołoccy Połuczanie, którzy tu przyszli z Gór Pałuki – Świętogór-Łyskogór, połączeni z Czarnym Ludem miejscowym, zwani przez Romajów Pelazgami. Miano niewytłumaczalne w językach romajskich ma oczywiste znaczenie w skołockich, słowiańskich i istyjskich językach. Mieli włosy koloru czarno-złotego pyłu wulkanicznego, albo nawet złote czy rude.

Ten przypis i sama Taja 19, jest  – z wyjątkiem nielicznych modyfikacji różnych innych fragmentów (ale akurat nie tego fragmentu) – gotowa i możliwa do wydania drukiem, od roku 2007, dokładnie od od sierpnia owego roku.

Poniżej zacytuję tekst z TARAKI – niezbyt lubianej przeze mnie, choć bardzo profesjonalnej, pożytecznej, wręcz niezastąpionej, jako zbiornica opracowań antropologicznych poświęconych Wierze Przyrodzonej w różnych jej postaciach. TARAKA nie jest przeze mnie lubiana, bo podaje wiedzę z nieznośną wręcz pewnością siebie, bez żadnego „być może” i bez tolerancji na inne sądy. Jest też TARAKA siedliskiem allochtonistów, z którymi nigdy się nie zgadzałem, opierając mój sąd o Nadwiślańskich Korzeniach Słowian głównie na przesłankach językowych, etymologicznych i archeologicznych. Myślę, że allochtoniści czuli się zbici z tropu argumentami o tzw. Pustce Osadniczej między Późnym Okresem Rzymskim a Wczesnym Średniowieczem, czyli od II wieku Nowej Ery do V wieku, a także peszyło ich wyraźne cofnięcie się technologiczne plemion udokumentowanych w kronikach jako Słowianie (tak zwani Słowianie-Bez-Wątpienia).

Nie chcąc stać w poprzek aktualnej wiedzy archeologicznej końca XX wieku (może trochę z racji swoich naukowych etatów, czy zawodowych związków z archeologią albo uniwersytetami), allochtoniści ulegli germańskiej propagandzie, która była przecież przez Niemców i wychowanków niemieckich uniwersytetów uprawiana od 200 lat. Była to propaganda służąca podporządkowaniu – po prostu germanizacja, której skutki nad Łabą znamy [patrz: dział Pamięci Łużyc i Połabia] – całkowite zabicie języka drzewiańskiego i zabicie słowiańskiej świadomości Wędlandczyków, dogorywanie świadomości słowiańskiej w dzisiejszych Łużycach łącznie z dobijaniem resztek języka serbo-łużyckiego, czy odmawianiem Związkowi Polaków i w ogóle Polakom praw mniejszości narodowej – zupełnie jakby nadal w Niemczech trwał hitleryzm.

Trudno było rzeczywiście oprzeć się temu zmasowanemu atakowi, zwłaszcza jeśli się chciało uchodzić za naukowca o nowoczesnych poglądach, a nie za zatwardziałego wstecznika. Sam byłem nie jeden raz bliski załamania i gotów do uległości pod naporem niezliczonych dowodów rzucanych przez naprawdę wielkie naukowe autorytety, a przecież znajdowałem się poza środowiskiem naukowym, w krainie literatury – gdzie dużo więcej wolno (ale wcale nie wszystko). Tym łatwiej było naukowcom zlekceważyć moje poglądy, choć wiem, że nie zlekceważyli ich do końca, ponieważ śledzę tę powolną, mozolną ewolucję, zmierzającą jednak we właściwą stronę. W nauce polskiej – i nie tylko polskiej – niestety także panuje korupcja, panoszy się agentura. Zapewniam was, że wszędzie starzy piewcy marksizmu mają się dobrze. Było mi tym trudniej się opierać, że poza wszystkim, miło jest w zamian za łatwą zgodę – że to wszystko co sądzę o Słowianach jest OK, ale dopiero od V wieku n.e. – okupować etat gazecianego mądrali czy telewizyjnego „eksperta” dla tłumów. Wystarczyło wszak się zgodzić z tym jednym tylko, i już można było wskoczyć na „oficjalny” pokład – czyli być tolerowanym.

Allochtoniści poddali się presji, mieli zbyt miękkie kręgosłupy jak na tak ciężkie czasy, ale jak się okazuje mają może część racji – poczekamy zobaczymy.

Będzie jeszcze wiele zwrotów akcji, bo już widać oto kontrofensywę „naukową” z Zachodu, który momentami zdaje się ignorować oczywiste wnioski płynące z nowych odkryć genetyki i stara się ratować za wszelką cenę podkopane poczucie własnej, dziedziczonej w genach, wartości historycznej. Ale wróćmy do tematu.

Czas Realnego Socjalizmu, a mówiąc wprost 50 lecie sowieckiej niewoli, było jednak  – dla takich osób jak ja i wielu podobnych mi niedowiarków – wyjątkową lekcją niewiary w to co mówią jakiekolwiek autorytety i jakiekolwiek media. Myślę, że w innych warunkach, gdyby kłamstwo nie było tak masowe, oficjalne i upowszechniane drukiem przez „marksistowskich uczonych” – nie wyrosło by nigdy w Polsce pokolenie takich niedowiarków jak my – którzy nie wierzyliśmy nikomu i nie wierzyliśmy w nic z tego co mówią, piszą i pokazują. My dawaliśmy wiarę tylko temu co sami sprawdziliśmy, albo co sprawdzili ludzie z ewidentnego marginesu – Wyrzutki Poza Nawias Kariery Socjalistycznej, czyli osoby, które System uznał za wrogów i skazał je na Publiczny Niebyt, nie bacząc na ich zasługi dla Polski czy posiadaną wiedzę. Byli skazani na niebyt całkowity – a ich dzieci (bo niebyt miał ich objąć do n-tego pokolenia) nie raz skazane były również razem z nimi – gdyż serwowano im zakaz przyjęcia na jakiekolwiek studia wyższe i uniemożliwiano zdobycie jakiegokolwiek dyplomu wyższej uczelni.

O tych praktykach „szczęśliwego” okresu Polski Ludowej jakoś się milczy, nie widziałem filmów dokumentalnych o osobach prześladowanych w ten wyrafinowany subtelny sposób, który nie polegał na ich mordowaniu, lecz na spychaniu na społeczny margines przez odbieranie możliwości uprawiania zawodu, jakiejkolwiek pracy, wykształcenia dzieci itp. Jakoś nie chcą produkować takich filmów telewizje należące do Zwolenników Idei Wszechwybaczenia. No, może były ze dwa takie filmy, ale puszczono je po godzinie 23.30 – znowu muszę się przywołać do porządku i wrócić do tematu.

Żeby dojść prawdy o Słowiańszczyźnie trzeba było zignorować tzw. brak ciągłości  między II a V wiekiem n.e. – uznać, że badania są niekompletne, a poza archeologią istnieją inne wskazówki – zwłaszcza językowe, etymologiczne, kronikarskie (trzeba było uwierzyć Kronikarzom, a nie obalać ich przekazy, wyszydzać i śmiać się z ich ograniczenia umysłowego) i że są też wskazówki po prostu – logiczne. Te logiczne, najprostsze to choćby takie, jak fakt, że garstka Śmieciuchów z Lasu  nie może pokonać Cesarstwa Rzymskiego Wschodniego  i Zachodniego, a jeżeli nawet tego dokona, to na pewno nie ma prawa narzucić 60%  populacji Europy swojej prymitywnej „pseudo-pre-cywilizacji” rolno-ziemiankowej, bez garnka na kole, nie znającej pisma, radła, religii, rzeźby, malarstwa, ni kultury wina. Teraz wiemy, że nie znając pisma zdołała tę Europę zdominować także językowo.

Poniższy artykuł jest autorstwa człowieka, który wyróżnia się ostrożnością sądów i stara się ich nie kategoryzować z taką dosadnością, jak reszta tamtejszych, TARAKOWYCH – wyjątkowo pewnych siebie – autorów. To tekst Wojciecha Jóźwiaka, którego całą działalność popularyzatorską bardzo cenię i którego zaliczyłbym do Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian, gdyby nie fakt, że się w ogóle nie znamy, i że nie ma on żadnych związków ze Starosłowiańską Świątynią Światła Świata, nawet tak nikłych, jak je miał swego czasu Zdzisław Beksiński.

Zamieszczam tutaj wszystkie te teksty – mój na samej górze – Wojciecha Jóźwiaka o książce profesora Danki i wreszcie pośrednio skomentowane bardzo sensownie przez Jóźwiaka sądy profesora Ignacego Danki, po to by im się dokładnie przyjrzeć i coś wam pokazać.

Wracając na chwilę do profesora Danki – jego już z całą pewnością powinienem nazwać Strażnikiem Wiary Przyrodzonej Słowian  za samo kultywowanie Klanu Ausran – gdyby nie to, że uważał on Pra-Indo-Europejczyków (w sensie językowym)  nie za Pra-Słowian, ani za Słowiano-Indo-Europejczyków, ale raczej za konglomerat, z którego wyłonili się wszyscy łącznie z Germanami i Italikami. W związku z tym odradzał on Wiarę Przyrodzoną jako przypisaną tak rozumianej grupie Pra-Indo-Europejczyków (PIE). Dzisiaj widać, że raczej należałoby zidentyfikować Język PIE (który trafniej nazywać Indo-Słowiańskim, lub Indo-Scyto-Słowiańskim, albo Indo-Irano-Słowiańskim, albo nawet Słowiano-Indo-Irańskim)  z haplogrupą odkrytą przez genetyków jako źródło prasłowiańskie: R1a1 – źródło wspólne, Słowian z Ariami (czyli Indo-Irańczykami).

Cytując artykuł Wojciecha Jóźwiaka, a w nim tezy profesora Ignacego Danki, a także mój przypis 77 do Taji 19, chcę wam pokazać w jak dziwnym czasie żyjemy – czasie błyskawicznych postępów wiedzy, który to postęp dokonuje się przede wszystkim dzięki informatyzacji i komputeryzacji. Dokonuje się dzięki coraz większym mocom obliczeniowym i analitycznym narzędzi, jakimi posługuje się współczesna nauka i jakimi dysponuje dzisiaj ludzkość. Jest to  czas tak szybkich zmian w stanie wiedzy, że książkę z 2007 roku trzeba nieco modyfikować analizą i komentarzem w roku 2008, i potem w 2009, a wreszcie cały artykuł należy opatrzyć aktualnym komentarzem z roku 2010, żeby pokazać co już w obu tych tekstach – dzięki postępowi wiedzy genetycznej – jest nieaktualne.

Chciałbym wam pokazać także jak powinien się zmienić przypis 77 – bo on też powstał w roku 2007 i wymaga modyfikacji. Sytuacja powyższa pokazuje też, jak trudną rzeczą jest opisywanie dziejów Słowiańszczyzny i jak bardzo w tej dziedzinie należy się wystrzegać sądów kategorycznych, bezwzględnie wszystkowiedzących.

Dzisiaj plemienne byty takie jak Goci i Wandale mogą się okazać całkiem słowiańskie, a obwołani kłamcami i zmyślaczami kronikarze poczynając od Kadłubka i Długosza, mogą się okazać jedynymi, którzy napisali prawdę o wandalskich korzeniach Polaków. Wszystko wskazuje dzisiaj, że Wandale to R1a1  – którzy poszli do Skandynawii, gdzie połączyli się z ludnością grupy I1, a potem wrócili na kontynent w jakiejś części – zatem możliwe, że Wandale to wcześniejsi Wenedowie – Słowianie + Staroeuropejczycy sprzęgnięci ze Słowianami, tworzący jeden żywioł i jedno królestwo – homogeniczne językowo  – prasłowiańskie – od Dunaju po Ural.

Także odsądzani od czci i wiary głosiciele polskiego Sarmatyzmu – wiemy to już na pewno – w jednym mają absolutną rację, że istniała Wspólnota Irano-Indo-Słowiańska a następnie Scyto-Słowiańska, i w końcu Słowiańsko-Sarmacka. I że Germanie nie należeli do niej. Więcej, że ich jeszcze  – jako wspólnoty językowej –  nie było, kiedy my już byliśmy – bo oni powstali ze zmieszania ludzi o haplogrupach R1a1 i I1 oraz później, po podbiciu Skandynawii przez ludzi o haplogrupie R1b1 (Celtów) – z tych trzech bytów plemiennych. Z tych trzech bowiem języków powstał dopiero  ich język germański – mocno skreolizowany – ale w dużej mierze zdominowany przez ludzi R1a1 – bo tzw. Indo-Europejski.

Genetyczne współczesne badania dają wskazówkę, że Pragermanie – jeżeli można tak nazwać ludność MIESZANĄ R1a1 + I1, czyli Słowiano-Staroeuropejczyków (Wenedów), których nie nazywamy Pragermanami gdy ich określami jako grupę nad Dunajem (gdzie R1a1 wchłonął niejako narzucając prawie niezmieniony swój język grupę ludności I2). Tam nazywani są Ilirami czy także Wenedami, bo I2 byli bardzo bliskimi krewnymi I1). Ale niech będzie –  na Północy to Pragermanie – więc ci Pragermanie, musieli na początku mówić językiem zbliżonym do tego znad Dunaju, Wisły i Dniepru, skoro składali się z ludności R1a1 i I1. Tak więc język ten zmienił się mocno dopiero po podboju dokonanym przez Celtów i w wyniku napływu ludności R1b1! Powstał wtedy dopiero jakiś nieiliryjski, czy niewenedyjski język, germański – staro-skandynawski, a potem znów mieszając się na kontynencie ze słowiańskim i celtyckim wytworzył się staroniemiecki i staroangielski.

Dzisiaj mamy dwie hipotezy  na temat indoeuropejskości bądź nieindoeuropejskości języka grupy ludzi o haplotypie R1b1:

- pierwsza,  że ani język ludzi  haplogrupy I1 ani R1b1, nie był Indoeuropejski,

- lub drugą hipotezę, że R1b1 był Indoeuropejski, ale musiałby wtedy być izolowany bardzo długo od grupy satemowej, Słowiano-Aryjskiej  – co z kolei jakoś trudno udokumentować ze względu na rozmieszczenie i kontakty kultur archeologicznych, które obie te grupy – R1a1 i R1b1  – reprezentowały).

Przejdźmy jednak do omówienia samego owego tekstu, rzecz bowiem w tym,  że obecnie Internet (Wikipedia, strony encyklopedyczne, strony takie jak „Zgapa”, „Wiem”,  czy inne szkolno-pomocowe, a także miłośników słowiańszczyzny, czy lokalnych kultur i regionów Polski) roi się, od niezmodyfikowanych, coraz bardziej przez to pozbawionych sensu i tworzących zamęt, tekstów w rodzaju :

„… Słowianie pojawili się nad Wisłą w V wieku n.e….”, albo  „….Słowianie pojawili się w Europie w V wieku n. e. dokąd przybyli znad górnego Dniepru…” itd, itp.

Oto sam tekst artykułu który poddamy analizie:

Wojciech Jóźwiak

Pelazgowie i praojczyzna Indoeuropejczyków

Jesienią 2007 znalazłem w Sieci, kupiłem, sprowadziłem i przeczytałem książkę (książeczkę – 94 strony) legendarnego dla mnie profesora Ignacego Ryszarda Danki pt. Pelazgowie, autochtoni Hellady. Pochodzenie, język, religia. Dowiedziałem się z niej, że niemal w całej Grecji półwyspowej i na wyspie Krecie zachowały się podania, iż przed Hellenami był tam inny lud mówiący swoim językiem. Herodot wspomina, że w dawnej Grecji „te bowiem były główne szczepy, mianowicie jeden pierwotnie pelazgijski, drugi helleński. Jeden nigdy nie opuszczał kraju, drugi był bardzo wędrowny.” Dziewiętnastowieczni językoznawcy odkryli w języku greckim obszerny zasób słów, które zdawały im się być nie-indoeuropejskiego – inaczej niż greka – pochodzenia; ten obcy substrat, nazywany także „egejskim” lub „azjanickim” utożsamiali z językiem Pelazgów, których przeto uznano za nie-Indoeuropejczyków. Jednak w ślad za bułgarskim uczonym Vladimirem Georgievem, Danka stwierdza dobitnie i stanowczo, iż „żadnej rodziny języków azjanickich nigdy nie było”. Pelazgowie mówili językiem indoeuropejskim, wprawdzie nie-greckim, ale niedaleko z nim spokrewnionym.

[Tutaj konieczna jest uwaga 1: wyciągnięty wniosek wydaje się być w tym miejscu błędny ze względu na nowe odkrycia genetyki. Otóż ludność Grecji składa się w dużej mierze z R1a1, I2 oraz E i G. E - to składnik nie azjanicki, ale afrykański. A wiec mamy tutaj nieindoeuropejski (staroeuropejski)  I2 - Wenetowie (Ilirowie?) i R1a1 - Pra-Słowianie (Połyskowie-Pelazgowie) oraz afrykański E, a potem także domieszkę R1b1. Nie było zatem w tym czasie, być może rodziny języków azjanickich, ale była zapewne rodzina języków afrykańskich. C.B.]

Zatem jak przy wszystkich ludach indoeuropejskich powstaje typowe pytanie: gdzie żyli wcześniej, skąd przybyli? Danka za Georgievem odpowiada: znikąd. Zawsze tam byli. Pelazgowie byli w Helladzie tubylcami, autochtonami! Zawsze, oznacza w tym przypadku: zapewne od początku istnienia kultur neolitycznych, więc uprawiających ziemię i mieszkających w stałych osiedlach. Ale to by oznaczało, że ludy indoeuropejskie nie przybyły, jak zwykle się sądzi, gdzieś z północy, najpewniej z ukraińsko-(dziś)-rosyjskich stepów, lecz rozwinęły się w regionie obejmującym Bałkany i Azję Mniejszą z Helladą jako centrum.

[uwaga 2: Ludy, które powinniśmy nazwać Słowiano-Wenedami (Prasłowianami, Pra-Słowianami) były nad Dunajem i Wisłą, a także nad Adriatykiem przez okres o którym tutaj mowa - więc tak były tutaj wieczne, od neolitu, ale jest także ludność haplogrupy E w Grecji lądowej i na Wyspach. Według mnie ona tutaj była wcześniej, ale kiedy przyszła? W każdym razie ma swój wkład w skreolizowaną grekę, lub jak powiedzą inni spowodowała to, że greka - jest kentum, podczas gdy albański jest satem. W każdym razie na pewno ludność Indo-Irano-Słowiańska  - Ariowie (R1a1) czy jak mówi się inaczej P(ra)I(ndo)E(uropejska), czyli pra-Słowiańska -  była nad środkowym i północnym Adriatykiem, w Macedonii i na Bałkanach, w Alpach, nad Łabą, Wisłą, Dunajem i Dnieprem aż po Ural, a także w skoncentrowanych grupach na wschód za Uralem, w Azji - np. nad jeziorem Aralskim, w dzisiejszej Kirgizji, Kazachstanie, itp. C.B.]

Teza ta kieruje nas do dyskutowanego także w „Tarace” sporu o model „pasikoników czy mrówek” , czyli o to, czy Indoeuropejczycy rozeszli się po Europie i Azji podbijając ją jako zbrojni, władczy i konni ewentualnie rydwanni najeźdźcy czyli jako pasikoniki – czy też zasiedlili te kraje w procesie pierwotnej kolonizacji rolniczej, neolitycznymi rolnikami będąc i biorąc pod uprawę ziemię przed nimi żywiącą tylko dzikie stada wraz z łowiącymi je mezolitycznymi (jak Indianie Ameryki Północnej) myśliwymi i wygrywając skuteczniejszą techniką aprowizacyjną i rozrodczością, nie orężem? Model pasikoników był do niedawna popularny, a paradoksalnie impetu dodała mu litewsko-amerykańska badaczka prahistorii i feministka Marija Gimbutas, solidaryzująca nie z drapieżnymi, jak mniemano, męsko-aryjskimi najeźdźcami, lecz z pokonanymi, łagodnymi jakoby, matriarchalnymi kulturami Wielkiej Matki Ziemi. Oczywiście nie nauka to, a nowoczesna mitologia! Skoro jednak urheimat Indoeuropejczyków był na Bałkanach i nad Egejskim Morzem, więc tamten spór upada jako bezprzedmiotowy.

[uwaga 3: najpewniej czynili to raz tak a raz tak, zależnie od wytwarzającej się sytuacji. Czasami podbijali, czasami zasiedlali, Generalnie pewnie zasiedlali, ale są ślady walk i wojen. Są też ślady późniejszych scytyjskich siłowych rozwiązań w Polsce przyjętych w stosunku do niektórych plemion Kultury Łużyckiej. Na pewno nie wybili do nogi Staroeuropejczyków i nie stłamsili ich genetycznie (czyli masą), lecz po prostu razem z neolitycznymi zdobyczami narzucili język własny - co im się w Skandynawii mniej udało.  A co do matriarchatu - mamy opowieści samych Greków o Amazonkach i etymologicznie możemy je związać z miejscami na Ziemi (Morze {a}M-Azowskie). Mamy opowieści Greków o wojnach z Amazonkami - oczywiście trzeba brać poprawki na "rodową dumę" która każe głosić że wszystkie wojny się wygrało, jak to Grecy czynili do końca, do Upadku całkowitego Rzymu i Bizancjum (wiemy że zawsze wygrywali i byli niezwyciężeni, ale Imperia upadły przecież nie od podmuchu stepowego wiatru). Znów możemy tutaj wygłaszać te mądre sądy tylko dzięki odkryciom ostatnim genetyki, bo wcześniej nie moglibyśmy się tak mądrzyć, a być może coś jeszcze się zmieni w naszych sądach pod wpływem nowszych odkryć - zawsze warto to sobie po stokroć uświadamiać. C.B.]

Bałkany jako środek Indoeuropejszczyzny przekonują! Tym bardziej, że Danka zwięźle przedstawia etno-geografię owej praojczyzny: zachodnią jej flankę stanowią ludy i języki illiryjskie, wenetyjski, Italikowie i Celtowie (obszar to od obecnej Bośni po Bawarię wraz z północą Italii); flankę północną, pewnie już poza łukiem Karpat, tworzą Germanie, Bałtowie i Słowianie, a także zagadkowi Tocharowie (o których nawet nie wiemy, jak sami się nazywali, nazwa T. jest sztuczna), których wywiało aż nad rzekę Tarym – mapa Chin potrzebna!

[uwaga 4: Ludy Iliryjskie - dla nas Jątowie i Dawianie-Drakowie i wendyjskie - dla nas słowiańscy z jakichś powodów, może mowy - Wędowie -  to haplogrupa I2,  albo I2 (na Bałkanach) + I1 (na Północy).

Italikowie i Celtowie - to ludność R1b1 - Celto-Etruskowie, Praceltowie? Nie sięgali absolutnie do Bośni bo już rejon Wenecji (Wenec) był obszarem Wenedów, a  Wenedowie to I2, a nie jacyś Celtowie, ani jacyś Romaje -to są Staroeuropejczycy, czyli Ilirowie lub Wenedowie. Sądząc po mianach, czyli etymologii zarówno I1 jak i I2 - musieli nosić jedną nazwę i żadnych Ilirów być może nigdy nie było, chyba że ich utożsamimy z Dawanami-Dachami-Drakami (Dakami-Trakami i Getami-Gotami).

Nie było takiej flanki północnej jak powyżej opisano - bo ludność R1a1 (Pra-Słowianie) i skonfederowani z nimi I2 - Wenedowie (Ilirowie) siedziała najprawdopodobniej, jak wskazują wyniki badań genetycznych, nad Dunajem i na Bałkanach, a także w samej Grecji Kontynentalnej i na  jej Wyspach, w tym na Krecie. Flanka północna to Wenedowie Północni (I1) i Słowianie Północni (R1a1), albo nazwijmy ich Pra-Skandynawowie i Bałtowie (dla nas Istowie - których język - jak powiadają - powstał z prasłowiańskiego z wpływem fino-ugryjskiego). Flankę północnowschodnią stanowili Pra-Słowianie: Scytowie oraz Sarmaci i Tocharowie, a także inni Pra-Irańczycy i Hindusi Indoeuropejscy. Germanie powstali najprawdopodobniej po wejściu do Skandynawii R1b1 - nie wcześniej niż w roku 500 p.n.e. - C.B. ]

Skrzydło południowe to Hetyci wraz z pozostałymi anatolijskimi krewnymi, czyli Azja Mniejsza. Grupa centralna jest najbardziej złożona i różnorodna: są tu Dako-Myzowie (z których współcześni Albańczycy), Frygowie i Ormianie, Indoirańczycy (sic!), Grecy – i blisko sobie, jak się okazuje, pokrewni Pelazgowie i Trakowie. I parę jeszcze mniej znanych grup językowych.

[uwaga 5: Trakowie i Połyskowie-Pelazgowie - byli blisko sprzężeni, ale orężnie a nie genetycznie, a też symbiotycznie współzamieszkiwali tworząc wspólne kultury, ale jeżeli nie było Ilirów, których musielibyśmy przedstawiać już jako konglomerat I2+R1a1, a taki nazywamy przecież Słowianami, to musimy uznać, że byli to Pra-Słowianie (R1a1) i Wenedowie (I2). Wymienieni powyżej Indo-Irańczycy to jak najbardziej Ariowie-Prasłowianie (Słowiano-Indo-Irańczycy) - R1a1 -  C.B.]

Razem dobrze określona kraina, zarazem zwarta i zróżnicowana, podzielona górami i cieśninami na drobniejsze ojczyzny. Przecież do tutejszego landschaft’u pasuje wspólne indoeuropejskie słownictwo: te wszystkie słowa oznaczające morze, górę, drzewo, śnieg, zimę i wiosnę, orła, niedźwiedzia, wilka, byka, konia i owcę. Żeby wszystko to znaleźć, nie trzeba szukać za Dnieprem… Ten rozkład przestrzenny języków zgadza się też z faktami archeologicznymi: rolnictwo, stałe osady, budowa miast i w ogóle cywilizacja miała swój wyraźny gradient: szła z Azji Mniejszej, Lewantu i Mezopotamii, przez Grecję i Bałkany, stąd dopiero do Italii, do Kotlin Naddunajskich, skąd dalej za Alpy, za Ren, poza Karpaty… i do dalszych, całkiem dzikich wówczas krain. Ruch Indoeuropejczyków z Bałkanów ku peryferiom zgodny byłby z tym gradientem. Z kolei Indo-irańczycy przesunęli się na wschód, aż do Indii, penetrując – zapewne – po drodze śródgórskie oazy dzisiejszego Iranu i Afganistanu, klimatem i krajobrazem mało różne od ich dawnej ojczyzny. Pelazgowie z Trakami w obecnej Grecji, Macedonii i Bułgarii byli w samym środku indoeuropejskiego matecznika.

[uwaga 6: Dzisiaj z wyżyn "dzisiejszych" odkryć widać, że zapewne neolit posuwał się wraz R1b1 rzeczywiście z Azji Mniejszej - ale jaką drogą nie wiem - bo nie stykali się  podobno z R1a1 przez długi czas! Więc jak to możliwe, że weszli na Bałkany? Może szli Afryką Północną do Iberii i stamtąd weszli do Europy - całkiem od zachodu? To by tłumaczyło rozłączność językową tych dwóch grup wyrosłych ze wspólnego haplotypu R1 (PIE - jeśli istniała w sensie językowym). W każdym razie neolityzacja szła też właśnie znad Dniepru nad Dunaj, jakby północną stroną Morza Czarnego, choć być może źródłem wiedzy o uprawie była i tak Azja Mniejsza. Może jednak wcale nie była tym źródłem, może uprawy również były znane Scytom, bo były prowadzone przez Scytów Oraczy - raczej na pewno były bo odnotowują to kronikarze greccy, więc ta droga północna rozpowszechniania upraw i rolnictwa,  jest równie dobra, przynajmniej dla połowy Białego Lądu (Europy). Te sprawy trzeba  jeszcze wyjaśnić. Co do Kotlin Naddunajskich i Adriatyku - w powyższym fragmencie tekstu  -  to wiemy że ta ziemia należała do ludności grupy R1a1+I2. - C.B.]

Danka lekką ręką obala też inne mity pokutujące w indoeuropeistyce, jak ten o rzekomo podstawowym znaczeniu podziału na języki kentum i satem. Wg niego ten podział nigdy się nie odbył, a wymowa miękkiego k’ jako s w jednych społecznościach, lub jako k w drugich, pojawiała się wielokrotnie i przy różnych okazjach. Języki Greków i Indo-Irańczyków traktuje jako bardzo sobie bliskie i dowodzi tego, pokazując ich wzajemne podobieństwa ważniejsze od owej różnicy, że pierwsze kentum, drugie satem. Gdyby stosować tamten podział, to język Pelazgów należałoby zaliczyć do satem. Znaczną część książki zajmuje rekonstrukcja języka Pelazgów – o tyle ciekawa, że będąca plonem istnej detektywistyki językoznawczej, jako że pelazgijski uchował się tylko w postaci zapożyczeń w greckim. Jego rekonstrukcja to tak, jakby chcieć odtworzyć zapomniany język niemiecki z zapożyczeń w polskim – z wszystkich tych rynków, rynien, obcąg, obcasów, wag, wagonów, szukania i trafiania. Ale w jakimś stopniu to się udało… I w ten sposób zagadkowe greckie nie-greckie słowa stają się kolejnym oknem, przez które wyraźniej prześwieca pra-indoeuropejszczyzna. Pelazgowie jawią się jako jeszcze jedno ogniwo dawnej wspólnoty wydarte czasowi-zapomnieniu. A naszą słowiańsko-polską dumę mile łechcą skrzętnie przez Autora pokazywane podobieństwa pelazgijsko-polskie, a właściwie wspólne obu indoeuropeizmy. Dwa zagadkowe z punktu widzenia etymologii słowiańskie nazwy zwierząt pojawiają się w pokrewnym pelazgijskiemu języku Traków – jako imiona: koza (Kodzas) i zając (Dzaika).

[uwaga 7: Dzisiaj - znowuż -  w związku z olbrzymim postępem wiedzy, wiemy dużo więcej na temat zapożyczeń, które znalazły się w starożytnej grece, a pochodzą od prasłowiańskiego. Jest o wiele więcej znaczących zapożyczeń w tak podstawowych obszarach, jak nazwa koła, wozu, słownictwo religijne i inne wyrazy, związane z rolnictwem i z życiem codziennym. Odsyłam do innych artykułów na tym blogu ("Czy Prasłowianie to Praindoeuropejczycy?"), a zwłaszcza do dyskusji na forum; http://forum.histmag.org/index.php?topic=8836.0. Jest też dzisiaj nowa teoria odmiennie tłumacząca satemizację, która mówi, że języki indoeuropejskie (to znaczy słowiano-indo-irańskie) popadały w kentumizm na peryferiach, gdzie mutowały się w połączeniu z językami nie-indoeuropejskimi. Zatem jeśli język grupy R1b1 - Celtowie -  uznajemy za indoeuropejski to zmienił się on w zetknięciu i po wchłonięciu grupy nie-indoeuropejczyków (Etrusków i Italików?). Dotyczy to także Tocharów i Skandynawów oraz wyłonionych z nich później Germanów.   C.B.]

Cenne są wreszcie wnioski wyciągane co do religii Pelazgów. Okazuje się, że od swych autochtonów Grecy wzięli tak ważnych bogów, jak Posejdon, Demeter, Dionizos, Semele, Atena i Selene. Ich imiona, po grecku nieczytelne, okazują się być znaczące w pelazgijskim: Demeter to „Matka Ziemia”, Posejdon to „Władca-mąż Ziemi”, Dionizos – „Dzeusowy Syn”, Atena to „Ojcowa” (córka mająca ojca bez matki, bo z dzeusowej głowy zrodzona); Selene zaś, słowo jawnie nie-greckie, choć równie jawnie indoeuropejskie, pokrewne np. naszemu „Słońce”, to po pelazgijsku „Świecąca”. R.I. Danka wyróżnia wśród starych indoeuropejskich religii dwa typy: rycerski i rolniczy, według tego, czy naczelne miejsce przyznawano w nich bóstwom nieba, patronującym ruchliwym wojownikom, czy bóstwom ziemi, w opiece mających wieś. Pelazgów miejsce jest wśród religii rolniczo-chtonicznych. Ale niezłe to towarzystwo, bo są w nim Rzymianie, których nad-bóg Mars był pierwotnie patronem ziarna, idealny zaś ich władca, Lucjusz Kwintus Cincinnatus, orał pole, kiedy ziomkowie obwołali go wodzem. U nas Słowian było podobnie, skoro nasi królowie wywodzili ród od Piasta Kołodzieja. Tymczasem, jak pisze Danka, „dla Indów i Greków, reprezentantów religii pierwszego typu, wódz i rolnik to pojęcia wykluczające się nawzajem.”

Cienka książka, a tyle z niej można się nauczyć. Chwała to dla Autora: widać, jak wielkiemu umysłowi nie potrzeba wielu słów. (Pisane 20 listopada 07)

[Uwaga 8: Jeszcze raz odsyłam do dyskusji na forum historycznym histmag.org, bo zapożyczenia opisane powyżej pochodzą z języka prasłowiańskiego, jako że Połyskowie-Pelazgowie byli po prostu Prasłowianami. Także i inne zwyczaje związane z wodzostwem, podziałami ról w plemieniu mają źródło mitologiczne i religijne - Indoeuropejskie. C.B.]


Indoeuropejczycy jako neolityczni autochtoni

Ryszard Ignacy Danka w swej książce „Pelazgowie” dzieli stare języki indoeuropejskie na:

  • centralne: grecki, pelazgijsko-tracko-myzyjsko-dacki, frygijsko-armeński i – uwaga – irańsko-indyjski
  • peryferię południową: anatolijskie z hetyckim
  • peryferię zachodnią: iliryjski (współczesny albański), italskie z wenetyjskim i łaciną, celtyckie
  • peryferię północną: germańskie, słowiańskie, bałtyjskie – i prawdopodobnie tocharski.

Kieruje się przy tym przesłankami takimi jak końcówki gramatyczne, używanie/nieużywanie reduplikacji, słownictwo. Palatalizację i skutkiem tego podział kentum/satem uważa za zjawisko powierzchowne, nieistotne i zachodzące lub nie w poprzek powyższych grup, więc bez większego znaczenia. (Grecki jest kentum, pelazgijski satem.) Kiedy się areały tych języków naniesie na mapę, wychodzą znamienne wnioski (już moje, nie Danki): Indoeuropejszczyzna była zjawiskiem bałkańsko-egejsko-anatolijskim! Centrum zróżnicowania tych języków to południowe Bałkany, wybrzeża i wyspy egejskie, zachodnia Azja Mniejsza. Na tym obszarze języki indoeuropejskie wyglądają na absolutnych autochtonów! Absolutnych, to znaczy przynajmniej od rewolucji neolitycznej. Migracje ludów indoeuropejskich wychodziły z TEGO centrum! – a nie celowały tu wychodząc skądinąd, np. ze stepów czarnomorskich. Zwłaszcza zwraca uwagę daleka droga jaką odbyły ludy używające języków irańsko-indyjskich czyli tzw. Ariowie: z rejonu egejskiego aż do Indii. Ale jest mocny argument ZA, mianowicie to, że najstarsze zapisy języka z grupy indyjskiej (imiona, terminologia wojskowa) są z kraju Mitanni czyli znad górnego Eufratu. Indowie TĘDY szli i zostali po drodze – a nie AŻ dotąd doszli. Ktoś może rzucić argument, ze Scytowie, mieszkańcy stepu, byli Irańczykami, a ich pobyt na Stepie jest argumentem na rzecz stepowego pochodzenia Ariów, a za nimi wszystkich Indoeuropejczyków. Odpowiedź: jedynym dowodem na irańskość Scytów jest pięć ich imion zapisanych przez Herodota! Nie można wykluczyć, że Scytowie (od Dunaju do Ałtaju, Tuwy i Gobi) byli kulturą wieloetniczną, jak późniejsi Indianie Prerii w Am.Pn.: niemal identyczni materialnie, ale używający języków z 6 różnych rodzin.

[Uwaga 9: Wiemy dzisiaj że R1a1 łączy się z tzw językami Indo-europejskimi, a raczej Indo-Słowiano-Irańskimi, a punkty wyjścia dla tej grupy znajdują się prawdopodobnie na Syberii i nad Jeziorem Aralskim, gdzie znajduje się najstarsze ślady i duże procentowo ilości haplogrupy R1a1 w populacjach tam dzisiaj żyjących. Potwierdzono, że Scytowie  z grobowców na stepach to R1a1. Ta część wywodu Wojciecha Jóźwiaka straciła zatem mocno na aktualności i należałoby zrewidować te poglądy. Nie będę uszczegóławiał tej myśli, bo trzeba by w tym miejscu napisać cały nowy artykuł na temat drogi stepowej, wędrówki z Syberii, tras wędrówek Indo-Irańczyków, a zwłaszcza Hindusów PIE (dla nas Windyjczyków) . Także poniższy fragment wymagałby zbyt głębokiej rewizji, więc nie będziemy się do niego szczegółowo odnosić, poza stwierdzeniem że jest zdezaktualizowany, bo step był w całości zajęty przez ten sam żywioł  - R1a1. Pokrewieństwo tracko-słowiańskie jest dzisiaj oczywiste i wielokrotnie powyżej było dokumentowane. - C.B.]

Indoeuropejczycy byliby więc „neolitycznymi tubylcami” – ale NIE w całej Europie, jak chciał Renfrew, tylko w rejonie bałkańsko-egejskim. Także schemat Renfrew’a, że przełamanie kolejnej geograficznej przeszkody skutkowało powstaniem nowej gałęzi językowej, tu się sprawdza: języki peryferii zachodniej wyodrębniły się przy okazji przekraczania Gór Dynarskich, Alp i Apeninów, peryferii północnej przy przekraczaniu Karpat. Ubocznym skutkiem tego schematu rozmieszczenia i wędrówek byłoby pokrewieństwo języków Słowian i Dako-Mezo-Traków, jako bezpośrednich sąsiadów, na co Danka znajduje potwierdzenie w postaci słów koza/kozas i zając/zaika. Indoeuropejczycy NIE rozprzestrzeniali się jako stepowcy (więc późniejsze migracje Turków i Madziarów NIE są dla nich modelem), step zajmowali wtórnie i obrzeżami; zapewne jedyną wędrówkę poprzez step na drugi jego koniec odbyli – jako wyjątek – Tocharowie, jeśli cokolwiek pewnego o tym tajemniczym ludzie można w ogóle powiedzieć.

Dalsza po-neolityczna ewolucja języków i-e. i ich rozmieszczenia odbywała się pod wpływem rośnięcia w siłę poszczególnych zarodków, czyli zrazu (przeważnie) małych grup, które skutkiem różnych kulturowych i politycznych przewag narzucały swój język na wielkich obszarach. Wtedy dochodziło do wielkoskalowych zrównań językowych. Było ich kilka i ONE zaważyły na obecnej mapie językowej Europy, niemal zupełnie zacierając starszą jej warstwę neolityczną. Były zrównania:

  • celtyckie (które wypromowało w prawie całej Europie cis-borealnej język – „celtycki” – drobnej grupy z obecnej Szwajcarii/Bawarii);
  • łacińskie (rzymskie), które wypromowało łacinę i z niej języki romańskie, wypierając trochę tylko starszy substrat celtycki (i inny, także bałkański)
  • greckie-koine we wschodnim basenie M. Śródz.
  • germańskie (mocno zwinięte w okresie Wędrówki Ludów, Germanowie wtedy zwinęli się na kontynencie, poszerzyli na Wyspach Bryt.)
  • słowiańskie – inflatowany został język jakiejś zapewne wcześniej marginalnej grupki z Wołynia, pozostającej w sąsiedztwie i kontakcie germańskim.
  • Po których poszły podobne i-e. zrównania poza Europą: hiszpańskie, portugalskie, rosyjskie i angielskie (i zwinięte już francuskie).

Wojciech Jóźwiak

[Uwaga ostatnia: Cały czas pamiętajmy, że łatwo dzisiaj wygłaszać krytyki i odsądzać autorów od czci i wiary podczas, gdy kiedy pisali co pisali nie było wiedzy, żeby wyciągać takie wnioski, jakie możemy wyciągnąć dzisiaj. Gdybyśmy nie mieli prawa do głoszenia teorii, które są w pewnym zakresie niepewne, a w pewnym zupełnie chybione, to nikt w ogóle nic by nie pisał, lękając się ośmieszenia. Obaj autorzy  – profesor Ignacy Danka i Wojciech Jóźwiak to, jak podkreślam, to osoby zasługujące w pełni na miano Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian, osoby które bardzo cenię za poglądy, odwagę stawiania hipotez, analityczne zdolności i wyobraźnię, która pozwala im przekraczać zaklęte rewiry, a także za to, że przyjmują konieczność dyskusji dla znalezienia PRAWDY, a nie pseudo-dyskusji dla narzucania „jedynie słusznej wizji” , choćby była KŁAMLIWA,  BYLE BYŁA WŁASNA.

Moje komentarze aktualne z roku 2010 są  na zielono w powyższym tekście, co mam nadzieję było od początku jasne. Na koniec nowe brzmienie przypisu 77 do Taji 19:

[77] Pelazgowie  –  Pyłozłotogłowi (Pyłożgłowie, Pąłożgłowie, Połyskowie, Połyskowice, Płajskowie, Pelazgowie) – drugie z trzech albo czterech plemion zasiedlających w starożytności przedminojskiej Kretę-Skrytę. Prócz Gelonów (pierwsze plemię) i Pelazgów-Pyłozłotogłowych(drugie) mieszkały tu zapewne tubylcze plemiona o pochodzeniu afrykańskim – nosiciele genetyczni haplotypów E i G. Indoeuropejczycy (R1a1 i zapewne R1b1) przybyli na wyspę później  i zdominowali tutejszą kulturę przekazując jej także nowy język, a raczej dwa języki: satemowy – pelazgijski (prasłowiański – połyskowicki-  R1a1) i kentumowy (grecki – R1b1). Pelazgowie to w  istocie skołocko-wenedzko-słowiańscy Połuczanie, którzy tu przyszli z Gór Pałuki – Świętogór-Łyskogór, gdzie Kronikarze obcy zanotowali ich jako Licikavici, co próbowano odczytywać: Listkowice, Lestkowice, a co my odczytujemy jako Łyskowice - czciciele Runów i Błyskawicy. Tu na Skrycie i podczas pobytu w Gelonii (Helladzie) zwani byli przez Romajów Pelazgami. Połączeni z Romajami i Czarnym Ludem miejscowym, i wzmocnieni kolejnym przypływem w dalszych wiekach Draków znad Morza Mora (Marmara) stworzyli następnie wspólną kulturę minojską. Miano Pelazgów,  niewytłumaczalne w językach romajskich, ma oczywiste znaczenie w skołockich, słowiańskich i istyjskich językach – Pałożgwiowie, czyli Połyskowice . Omówienie mian związanych z żgwić – płonąć, świecić, złocić, skrzyć (co także w nazwie wyspy – Skryta) i pał-pył – także płonąć, łyszczeć, łyskać, błyszczeć -  znajduje się w Księdze TURA, gdzie odsyłam wszystkich chcących się zagłębić w związki etymologiczne . Połyskowie-Połyskowice mieli zapewne włosy koloru czarno-złotego pyłu, albo nawet złote czy rude.

– C.B]


Paweł Szydłowski – Lechici – Popielidzi – Wikingowie

$
0
0

https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=yOQDs1HUciU&list=UUpdXoN2J3Irki8-9AWqtEsA

Opublikowany 27 lip 2014

Polanie byli Wikingami, według źródeł polskich, niemieckich, i greckich. Mapa Genów Wikingów http://pl.wikipedia.org/wiki/R1a1
Roczniki Długosza http://www.polona.pl/item/192557/4/
Kronika Marcina Bielskiego https://archive.org/details/kronikapo… Internetowe wydanie Kroniki Lechitów i Polaków Boguchwała https://www.youtube.com/redirect?q=ht…

 

Z czym się nie zgadzam do końca mimo, że generalnie się zgadzam

1. Języki Indoeuropejskie nie wywodzą się z sanskrytu lecz sanskryt wywodzi się z aryjskiego wspólnego języka Słowian, Scytów i Windyjczyków

2. Jak zwykle jeżeli używa się tylko jednego narzędzia/źródła, w sensie jednego rodzaju źródeł – jak powtarzam nieustanie – tutaj używa się tylko kronik  – można dowieść błędów rożnych dyscyplin w odtwarzaniu dziejów ale nie da się odtworzyć prawdy historycznej, dziejowej. Aby ją odtworzyć prawidłowo trzeba postępować holistycznie łącząc wiedzą wszystkich możliwych dyscyplin i źródeł.

3. Nordykowie – może to pochodzić od Nurów znad Nurca, mieszkańców półziemianek. Nazwa i rola Gwiazdy Polarnej jest potwierdzona w innych źródłach np. głagolicowych T. Mroziński).

4. Julia i Wolin-Julin – to bardzo, bardzo słabo uzasadnione, chociaż jest możliwe.

 

5. Wiking – wik – to także wikło, wić – uwijać, budować. Stąd zatoka wtórne – wygięty łuk

6. 840 rok jest Rokiem Zdrady Ideałów Sistańskich na rzecz feudalizmu Post-Rzymskiego, początkiem upadku Lechii.

 7. Owe myszy to mogło być plemię mścicielskich Mszczujów-Meszków, z rodu Piasta Koszki-Kotyszki, czyli Koszanie/Kociewianie. Mieszko to imię rodowe Kotyszków tak jak i imię Bolesław – Welesław czyli Świętosław – Swiatłopełk. Serbowie Łużyccy i Południowi pochodzą z Wielkopolski i Mazowsza, a  tworzyli chrześcijańskie odszczepieńcze Księstwo Wielkomorawskie.

 

8. Askomanowie, Aszermanowie, Uszerowie – Ciałopalni, Popielidzi.

 

 9. Lestek żył w roku 1 n.e.???



Sensacja archeologiczna na Wzgórzu Lasoty w Krakowie

$
0
0

Lasota 750px-KosciolswbenedyktaKościół Benedykta – na placu wokół niego i leżącego obok Fortu Benedykta odbywa się co roku największe Słowiańskie Święto , Świto Wielkiej Nocy Nowego Roku Słowian, czyli Wiosny (21 marca) zwane tutaj Rękawką.

Jak to opisałem w Księdze Ruty na wzgórzu Lasoty znajdował się w czasach starożytnych, albo nazwijmy je „w czasach mitycznych „, zamek i gródek Czarnej Królowej – Czarodany, zwany Czarnotynem, Caroduną lub Czarotynem, znajdowała się tutaj także kącina i zbór żerców Gromady Kruków, którym przewodził Biały Kruk. Właśnie w miejscu w którym spodziewano się od dawna istnienia starszych budowli, w tym rotundy przedchrześcijańskiej dokonano nowych odkryć. Być może powinno się przebadać nie tylko podziemia Kościoła Benedykta, ale także teren dookoła Fortu Benedykta i podziemia tego fortu, a także pozostałą część Wzgórza Lasoty. Gdyby takie badania poprowadzono, byłaby zapewne szansa odkrycia i Kopca Babki Kraka (Czarodany/Czarnej Królowej) jak i owych pogańskich kącin Bractwa Kruków.

Wzgórze Lasoty i Czarnotyn zarządzane były w pewnym okresie mitycznych czasów przez Harusów, Nurów i Mogilanów, sprzężonych z Keltami.Wokół Czarnotynu-Caroduny  i Krzemionek Krakowskich wyrosło miasto Podgórze, zaś po drugiej stronie Wisły, gdzie rzadzili Słowiańscy Wandalowie (Wędowie), wokół Wawelu/Wąwelu powstał gród Okół, który stał się Krakowem.

fort_31_sw_benedykt_wzgorze_lasoty_krakow_2Fort Benedykta – należałoby przeszukać całe wzgórze i podziemia fortu, który jest częścią gigantycznej, największej w Europie – Twierdzy Kraków, zbudowanej przez Austriaków. Inną jej częścią jest Srebrna Góra- Klasztor Bielany i tamtejsza Śmierdząca Skała (o czym zamieścimy niedługo artykuł).

Sensacyjne odkrycie archeologów na Wzgórzu Lasoty

Kiedy archeolog Jacek Czuszkiewicz rozpoczynał nadzór nad wymianą posadzki w najmniejszym i jednym z najstarszych krakowskich kościołów nie spodziewał się, że będzie tu prowadzić wykopaliska, o których już na wstępie można powiedzieć, że są prawdziwą sensacją.

Czaszka kobiety pochowanej przed ołtarzem głównym /Jacek Czuszkiewicz /INTERIA.PL
Czaszka kobiety pochowanej przed ołtarzem głównym
/Jacek Czuszkiewicz /INTERIA.PL

Sensacyjne odkrycie krakowskich archeologów

We wszystkich przewodnikach po Krakowie znajduje się choćby krótka wzmianka o położonym w sercu Starego Podgórza Wzgórzu Lasoty wraz z kościołem św. Benedykta, fortem św. Benedykta oraz o Kopcu legendarnego księcia Kraka. W każdym z nich można przeczytać, że kościółek stoi tu od XI wieku, pod nim znaleziono ponoć rotundę a tuż obok było palatium czyli siedziba księcia.
– Kiedy robotnicy skuli pierwsze fragmenty tynku, gdzieś na wysokości 1,7 metra zobaczyliśmy umieszczone wśród kamieni czaszki – opowiada Czuszkiewicz. Z rosnącym zdziwieniem ekipa odkrywała kolejne fragmenty czaszek i kości. W sumie w ten nietypowy sposób pochowano szczątki siedmiu osób.  Archeolodzy przypuszczają, że to robotnicy podczas wcześniejszych prac remontowych wokół kościółka w ten sposób zabezpieczyli przypadkowo znalezione kości. –  Opowieści o tym, że to groby kochanków złej księżniczki na pewno można włożyć między bajki – śmieje się archeolog.Jednak odkrycie tych nieco zagadkowych czaszek dało archeologom pretekst do poszerzenia zakresu  badań – trzeba było ustalić stan zachowania fundamentów kościółka. I właśnie podczas tych prac na zewnątrz świątyni dokonali oni kolejnych sensacyjnych odkryć.

Od końca lat 50. uważało się, że pod współczesnym kościółkiem znajdują się pozostałości  rotundy – owalnej budowli.  Dziś wiadomo, że miał on kształt zbliżony do kwadratu z półkolistą apsydą.

Bardzo ciekawego odkrycia dokonali badacze przy badaniu jednej z przypór – poniżej fundamentów, natrafili na wydrążony w litej skale grób. Złożono w nim (to wstępne ustalenia) chłopca w wieku około ośmiu lat. – Pochowany był na brzuchu, w skrzyżowanych na piersiach rękach trzymał toporek – opisuje Czuszkiewicz. –  Jeśli uda się ustalić chronologię tego przedmiotu, będziemy wiedzieć, kiedy pochowano  tego biedaka – dodaje.  Jedno wiadomo na pewno – to najstarszy z przykościelnych pochówków. Nie udało się ustalić, czy grób powstał podczas prac przy fundamentach świątyni  czy został wydrążony znacznie wcześniej. Co ciekawe, choć grób nie nosi śladów zniszczeń, nie było w nim czaszki. Czy znajduje się wśród tych, znalezionych w ścianie świątyni. Niestety, z powodu złego zachowania kości nie da się tego ustalić ponad wszelką wątpliwość.

We wszystkich wykopach dookoła świątyni archeolodzy natrafiają na mniej lub bardziej zniszczone szkielety – tak jak na innych średniowiecznych nekropoliach. Część jest mocno zniszczona – zarówno przez późniejsze pochówki jak przez remonty, które należało prowadzić wokół tej, blisko tysiącletniej, świątyni. – W tamtych czasach ceniono sobie miejsca tuż obok ściany. W pobliżu przypory odkryliśmy także późniejsze pochówki, między innymi sześć płodów, a nieco dalej groby z czasów jagiellońskich – opowiada. Prace na przykościelnym cmentarzu wciąż trwają i archeolodzy liczą na kolejne ciekawe odkrycia.

Oczekując na kolejne sensacje

Wykopy, które założono wewnątrz świątyni potwierdzają wcześniejsze wnioski.  Tuż pod ścianą odkryto fragmenty najstarszej posadzki. W murach widać także przedromańskie wątki.  Ale najciekawszego odkrycia archeolodzy dokonali w apsydzie. Przed ołtarzem głównym także odkryli grób. Ze wstępnych ustaleń wynika, że pogrzebano tu młodą kobietę. Niestety, nie zachowało się wyposażenie grobu, zatem przed analizą antropologiczną nic więcej nie da się o niej powiedzieć.  – Chcielibyśmy odkryć także grób fundatora kościoła – wyznacza ekipie kolejny cel Czuszkiewicz.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/historia/news-sensacyjne-odkrycie-archeologow-na-wzgorzu-lasoty,nId,1547984#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

kopiec z mostu  lączącego wzgórze LasotyMost pieszy łączący Wzgórze Lasoty  (Kopca Babki Kraka/Luny-Chorsiny) ze Wzgórzem Kraka  (Kopcem Kraka/Swaroga). Most przebiega nad wyrobiskiem Krzemionek którego dnem biegnie jedna z wielkich arterii komunikacyjnych miasta. Stąd pochodzi kamień na budowę połowy kościołów albo i 3/4 całego Starego Krakowa.

Kurdowie naród słowiańsko-skołocki. Pąg-pag Erbil, dwie potrawy kurdyjskie i przyprawa z sumaka.

$
0
0

uid_51531018e77bb8b58c6542c76241e9741412927903282_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_356

W marcu 2014 roku w Krakowie miały miejsce obchody Miesiąca Kurdyjskiego. Jakie są związki Kurdów ze Słowianami? Będziecie zdziwieni kiedy podam wam tylko cztery  fakty: Czy można świętować nowy rok w marcu? Gdzie leży Erbil i jak wygląda tamtejsza Cytadela? Co to jest dolma i fattusz? Na wszystkie pytania odpowiedź można było  znaleźć w trakcie „Kurdyjskiego Miesiąca w Krakowie”.

Kurdowie to największy na świecie naród bez własnego państwa. Kilkudziesięciomilionowy Kurdystan jest podzielony między cztery państwa Turcję, Irak, Iran i Syrię. Największą autonomię posiada Region Kurdystanu będący częścią federacji irackiej, a w jego skład wchodzą 3 gubernie: Erbil, Slemani i Duhok. Stolicą regionu jest Erbil, nazywany przez miejscowych „Hawler”. Obecnie toczą się ciężkie walki Kurdów w Kobane na terenie Syrii.
Dominującym elementem miasta Erbil jest niesamowita Cytadela – najdłużej nieprzerwanie zamieszkana osada na świecie.1451251.3
Cytadela w Erbilu –  ma kształt typowego słowiańskiego pagu-pągu, czyli okołu, opola, kolisty. Ten kształt wyróżniał wsie słowiańskie na Załabiu (dzisiejsze Niemcy) i do dzisiaj jest widoczny w tamtejszych odtworzonych grodach Słowian, czy też odkrywanych z nalotów powietrznych miejscach o znaczeniu archeologicznym. Zwracam wam uwagę że odsetek ludzi o haplogrupie R1a pośród Kurdów jest niesłychanie wysoki, prawie tak wysoki jak na Ukrainie czy w Rosji.
- Marzec to miesiąc wyjątkowy dla Kurdów. Pełen doniosłych wydarzeń, zarówno szczęśliwych, jak i dramatycznych. Od wieków radośnie obchodzony jest Newroz, czyli Kurdyjski Nowy Rok. Wtedy wspominamy też pierwszy traktat pokojowy z Irakiem zawarty 11 marca 1970 roku oraz powstanie z marca 1991, które było początkiem drogi do wolności. W marcu urodził się i zmarł legendarny przywódca Kurdów Mustafa Barzani. Jednocześnie w marcu upamiętniamy ofiary ataków chemicznych w Halabja oraz operację Anfal, w wyniku której zginęło ponad 180 tysięcy Kurdów.Tak więc zarówno czas i sposób obchodzenie Nowego Roku w marcu (21 marca) jak i sposób zamieszkiwania terenu były dla Kurdów i starożytnych Polaków wspólne. A co jeszcze? czym jest dolma? To nic innego jak gołąbki tyleże nie w liściu kapusty a w liściu winogrona.

Dolma – Gołąbki w liściach winogron

 

Gołąbki zawija się w liście kapusty, a dolmę w liście winogron. Jedynym powodem, dlaczego drugie danie nie przyjęło się u nas tak jak na południu jest ograniczony dostęp do świeżych liści winogron, które idealnie nadają się do zawijania.

Świetny przepis i tekst znajdziecie na stronie MagicznySkladnik.pl: TUTAJ

 

Ja tutaj zaprezentuję tylko z tejże strony internetowej świetny przykład twórczego zastosowania możliwości NETu i obróbki multimedialnej w przepisach na gotowanie, i w Internetowych Książkach Kucharskich:

Jak-zrobić-Dolma-gołąbki-liście-winogron

Farsz do tych gołąbków może być wegetariański (z soczewica, grilowanymi bakłażanem, papryką)  jak i klasyczny (z mieloną wieprzowiną). Liście winogron muszą być duże.

 

Fattusz

To nic innego jak warzywna sałatka z chlebem, z tym iż używa się do niej czerstwy chleb prażony, na grzankę lub placki w rodzaju znanych z polskiej wsi pieczonych na gorącej blasze podpłomyków . Najczęściej warzywny wkład do tego dania stanowią świeże pomidory i ogórki oraz zielona pietruszka i świeża cebula.  U nas dawniej sałatkę tą zaprawiało się octem, teraz stosuje się cytrynę, a Kurdowie mają swoją lokalną kwaśną zaprawę – sumak.

FattoushTak więc to ów sumak zamiast soku z cytryny czy octu oraz podpłomyk, prażone pieczywo typu grzanka jest jedyną różnicą – u nas podaje się do tego świeży chleb z masłem i wedliną.

 

Sumak – jako przyprawa (odurzający lub inaczej octowy)

ze strony: http://www.przyprawowy.pl/sumak.html

Sumak pochodzi z jagód (owoców) dziko rosnącego krzaka, który rośnie  na wszystkich obszarach śródziemnomorskich, zwłaszcza na Sycylii i południowych Włoszech oraz w części środkowej Bliskiego Wschodu głównie w Iranie.

Jest niezbędnym składnikiem w kuchni arabskiej i jest używany zamiast cytryny ze względu na swoją kwaskowatość i cierpkość.

Wiele innych odmian sumaka występuje w umiarkowanych regionach świata. W Ameryce Północnej odmianę „Rhus glabra” używa się  w przemyśle garbarskim oraz dla jej właściwości leczniczych.

 

sumak-roslina

Krzaczasty krzew z rodziny Anacardiaceae , osiągający do 3 m. Ma jasnoszare lub czerwonawe pędy, które podczas cięcia wydzielają żywicę. Młode gałęzie mają włoski. Liście są owłosione na spodzie. Jesienią liście zmieniają kolor na jasny czerwony. Białe kwiaty są w grupach i układają się w stożek, każdy zamknięty w czerwono-brązowe pokrycie z włoskami.

Jagody suszy się i rozdrabnia,  aby otrzymać grubo ziarnisty czerwono-bordowyy proszek. Owoce rosną w gęstych gromadach. Owoce są małe, okrągłe, ok. 10 mm średnicy, o rudym kolorze i pokryte są włoskami.

Bukiet: lekko aromatyczny

Smak: kwaśny, owocowy i cierpki

Skala ostrość: 1

Przygotowanie i przechowywanie Sumaku

Owoce mogą być suszone, mielone i w tej postaci używane do gotowania lub można je macerować w gorącej wodzie, aby uzyskać z nich sok. Otrzymaną ciecz można stosować zamiast soku z cytryny. Zmielony sumak trzyma się dobrze, jeśli jest przechowywany z dala od światła w szczelnie zamkniętym pojemniku.

suszony sumak

Zastosowanie kulinarne

Sumak jest szeroko stosowany w sztuce kulinarnej w krajach arabskich, Turcji i na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza w kuchni libańskiej. W tych rejonach jest głównym kwaśnym składnikiem kulinarnym, gdy inne regiony będą stosować tamarynd, cytryny lub ocet.
Sumak wciera się przed grilowaniem w kebaby, ryby i kurczaka.

Sok uzyskiwany z sumaka jest popularny w sałatkach i marynatach.  W postaci sproszkowanej używany jest w gulaszu z kurczaka oraz z warzywami i do zapiekanek. Mieszanka jogurtu z sumakiem jest często podawane jako sos do kebabu.

Za’atar jest mieszanką sumaka i tymianku, sumak dodaje smaku labni / labneh (kremowy ser zrobiony z arabskiego, tureckiego lub greckiego jogurtu przeciśniętego przez gazę).

Skórka z cytryny z odrobiną soli może zastąpić sumak w kuchni.

Sumak używa się w  „Jujeh al Sammak” i ormiańskim Manti. Sumak jest składnikiem w śródziemnomorskiej kolekcji przypraw.

Właściwości lecznicze sumaku

Jagody mają właściwości diuretyczne (moczopędne) i są stosowane w dolegliwościach jelitowych oraz zmniejszają gorączkę. Na Bliskim Wschodzie, kwaśny napój pity w celu łagodzenia dolegliwości żołądkowych.

Uprawa sumaku

Łatwo rozmnaża się z nasion, sumak najlepiej rośnie na glebach ubogich. Na Sycylii, gdzie jest powszechnie uprawiany rośnie też dziko w górach, jego jakość jest proporcjonalna do wysokości uprawy.

Inne nazwy: Elm-leafed Sumac, Sicilian Sumac, Sumach, Sumak, Summak, Tanner’s Sumach, sumac, sommacco, zumaque, sammak

 

Odkryto osadę sprzed 7 000 lat z Erbil w Kurdystanie!

Według Departamentu Archeologii w Erbil, miasto obfituje w stanowiska archeologiczne, z których jedynie niewielki procent został odpowiednio przebadany.

Po wstępnych badaniach na wzgórzu ulokowanym na wschodnich krańcach miasta Erbil, archeolog Nadir Babakir stwierdził iż jest to stanowisko o wartości historycznej. O swoim odkryciu powiadomił Departament Archeologii w Erbil oraz Ministerstwo Turystyki.

Departament Archeologii w Erbil wysłał na miejsce grupę badaczy, którzy potwierdzili, że jest to stanowisko archeologiczne. Natychmiast przerwano również trwające w okolicy prace inwestycyjne, związane z budową nowych budynków mieszkalnych. Władze wypłaciły właścicielom gruntów odszkodowania.

 

W dalszej kolejności podpisano zgodę na prowadzenie badań archeologicznych na nowo odkrytym stanowisku z Uniwersytetem w Atenach. Ekipa greckich archeologów prowadziła tu prace wykopaliskowe przez miesiąc. Po ich zakończeniu, stojący na czele grupy badaczy dr Kosta, poinformował na konferencji prasowej, że stanowisko pochodzi najprawdopodobniej sprzed 7 000 lat. Do tej pory udało się wydobyć ponad 1000 różnych artefaktów. Archeolodzy zamierzają powrócić tu jesienią. Badania archeologiczne na stanowisku mają być kontynuowane na przestrzeni najbliższych 5 lat.

Według Departamentu Archeologii w Erbil, miasto obfituje w stanowiska archeologiczne, z których jedynie niewielki procent został odpowiednio przebadany. Jednym z najbardziej znanych obiektów miasta jest położona w jego centrum cytadela, usytuowana na 32 metrowym nasypie ziemnym. Uważa się, że jej teren był zamieszkiwany i użytkowany na przestrzeni ostatnich siedmiu tysięcy lat.


Tadeusz Mroziński „Głagolica podstawą słowiańskiej kultury”, na Harmonii Kosmosu 2014

Jarek z Bielska – Koń a sprawa słowiańska.

$
0
0

© by Jarek z Bielska (http://www.half_science_non-fiction.blog.bielsko.pl/)

Stare przyłowie mówi „jaki jest koń, każdy widzi”, ale czy każdy wie, co koń oznacza?

konie 10644_końKoń jest chyba najbardziej charakterystycznym zwierzęciem, które przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o polskiej, a także szerzej-słowiańskiej tradycji. Do dzisiaj zajmuje chyba należne sobie miejsce w sercach wielu Polaków. Jako naród mamy przysłowiową rękę do koni. Nie jest to też przypadek, że konie z polskich hodowli osiągają na międzynarodowych aukcjach zawrotne sumy. Pisałem już o swoistym łączniku pomiędzy symboliką konia, a wierzeniami Słowian. Przypomnę jeszcze raz poniższy cytat z pracy „Средњовековне хумке на Сјеничко-пештерској висоравни”, której autorem jest Драгица Премовић-Алексић : „Један од локалитета са средњовековним хумкама назива се Кобиљка. На основу овог топонима могућа је и друга претпоставка о томе ком божанству су могле ту да се приносе жртве. Назив Кобиљка и Кобилица (врх изнад падине са хумкама), уско су повезани са култом коња код старих Словена. Са тог аспекта могуће да су на локалитету приношене жртве неком од соларних божанстава: Световиду, Перуну, Сварогу, Хорсу или Тројану, чији су атрибути коњ, кобила, вранац или копито.”. Możemy jednak zadać sobie pytanie, dlaczego tak ważny dla Słowian był koń, a nie dzik, czy niedźwiedź, które też pojawiają się w słowiańskiej mitologii. Odpowiedzi możemy poszukać w pacy „Od staroslovanskega Svarožiča/Radogosta do slovenskega Kresnika”, której autorem jest Zmago Šmitek: „Indoiranski mitološki junak *Wrtrahan, ubijalec kačjega htonskega demona, je imel v indijskem prostoru svojega dvojnika v vedskem bogu Indri. Med Skiti, na območju step severno od Črnega morja, pa je bil to *Waragan, zmagovalec nad demonom Waro (v indijski obliki Valo ali Vrtro). V izvirni skitski obliki je bil morebitna inkarnacija samega Waragana beli konj, *Aspa-waragan .

https://bialczynski.files.wordpress.com/2014/05/peryn.jpg

„Перынь”

Максим Сухарев, Irkuck -Rosja]

Na ta mitološki lik se je pozneje toliko lažje navezal krščanski kult svetega Jurija, jahajočega na belem konju, ki se je iz Bizanca hitro širil v Rusijo.

 

http://www.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/253/139914475802089800.jpg

half science non fiction blog

Pri baltskih Slovanih sta bila atributa Svarožiča konj bele barve in kopje, podobno kot v svetišču Sventovita v Arkoni. Bojevniško božanstvo skitskih plemen (primerljivo z Mitro) je bilo *Sparag ali *Sfarag, kar prav tako izhaja iz imena *Aspa-waragan. Od tod pa prihaja ime vladarske dinastije, ki se v grški transkribciji glasi Spargapeithes ali Spargapises. Kraljevski antroponim Spargapeithes ali Spargapises bi lahko – po Cornillotu – prevedli kot »sinovi boga na zmagujočem konju«. Ta oblika je v severnih skitskih narečjih prešla iz oblike *Sparag v *Sfarag. Slovanski odmev te besede je teonim Svarog, ki ga leta 1114 omenja Ruska kronika. Iz njegovega imena je bil izpeljan teonim Svarožič, »sin Svaroga«.

SVETOVID KAO MOTIV NA STECKU

https://bialczynski.files.wordpress.com/2014/11/ce068-427361_10150742281295269_1130911239_n.jpg

 

http://bosnabogumili.blogspot.com/2012/10/svetovid-kao-motiv-na-stecku.html

Kult Svarožiča torej pri Slovanih ne more biti sorazmerno nov in izoliran pojav, saj ima osnove v starejši plasti slovanske kulture.”.

Widzimy zatem, że kult jakim Słowianie otaczali konia jest głęboko zakorzeniony w słowiańskiej tradycji, o czym świadczy również jego obecność w słowiańskiej obrzędowości. Warto zatem zapoznać się z kolejną ciekawą pracą „The Horse as a Cosmological Creature in the Slovene Mythopoetic Heritage” , której autorką jest Monika Kropej. Poniżej ciekawy fragment z tej właśnie pracy „The Horse in the Yearly Cycle- All of the four yearly turning points – the midwinter and midsummer solstices, the beginning of spring and fall – are marked with the image of the horse in Slovenian heritage. Christmas, namely the birth of the young god, the foal, is announced by St. Stephen who assumed the role of the protector of horses in folk heritage. The Carnival, during which horse masks are frequently seen, forecasts the coming of spring when at last St. George, a hero on a white mare, defeats a terrifying dragon and casts winter from the country. Midsummer Day is announced by Kresnik who was born with horse hooves and who often assumes the image of the horse. Finally, when summer turns to fall, Jarnik, St. George with a gun, shoots a white horse, a goat or a chamois named Goldenhorn, symbol of the sun, but only to be reborn at Christmas as the young sun, or the foal.(…) The Slavs have preserved the image of the horse as a sacrificial animal in their mythopoetic heritage. Based on this, we can conclude that Perun, the highest Slavic deity, was closely connected with the horse, with fertility and the processes of renewal. His earthly incarnations, captured in the yearly cycle, were marked by important attributes of horses, his double nature – that of the earth and of the sun – clearly evident in them.”.

Powyższe rozważania znajdują ciekawe potwierdzenie w szeroko rozumianej kulturze ludowej. Dobry przykład stanowić tu mogą noworoczni przebierańcy zwani na Żywieczczyźnie Dziadami , którzy występują przebrani m.in. za konie http://zywiecinfo.pl/zwyczaje/. Widać tu zatem nawiązanie do tej części artykułu, w którym autorka napisała , iż „Rituals which tie horses to the renewal of nature are typical of the period of midwinter solstice when days are shortest and nights are longest. This is the time when the young sun is supposed to be born.(…)we could find a parallel in Perun and Veles fighting each other. Indra kills Vritra and sets the sun free. A similar case takes place during Christmas when the Christmas horse is set free and is born.”.

Kolejną ciekawostką jest fragment poświęcony Kresnikowi: „Summer solstice is announced by Kresnik. As is evident from the name, in people’s notions Kresnik was connected with fire, with striking fire, with the sun which attains its zenith on midsummer solstice. N. Kuret allowed for a comparison between the “goldenhaired and goldenarmed son of the heavenly ruler” – Kresnik – and the sun-god, the Old Slavic Sventovit. Stories about Kresnik say that he was born with horse’s hooves (Popotnik 5/1, Jan. 10., 1884; Slovenski gospodar 29/1895) and could change his appearance.”. Zwróćmy uwagę na podkreślone fragmenty. Rysuje się tutaj bardzo interesujące powiązanie między tymi właściwościami, a toponimami takimi jak choćby Kopytko opisne już na tym blogu https://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/swiatynie-wiary-przyrodzoney-slowian/dobczyce-swiete-wzgorze-dadzboga-i-dabogi-dany-oraz-kamien-kopytko-kult-swietowita-w-swiatnikach-gorce/

Istnieją przypuszczenia, że owe wgłębienia w kształcie kopyta miały służyć obrzędowemu niceniu ognia. Jeśli zatem połączymy tą teorię z twierdzeniami autorki ww. pracy , otwiera nam się całkiem ciekawa perspektywa, jeśli chodzi o możliwe wytłumaczenie funkcji takich właśnie miejsc. Piszę miejsc, bo takich kamieniu z wykuciami końskich podków jest więcej, o czym możemy się przekonać odwiedzając stronę http://bozestopki.pl/?cat=20 , http://www.archeologia.pl/index.php?n=15&m=4. Rysuje się tu bowiem możliwość powiązania tego typu miejsc z konkretnym obrzędem , reprezentowanym przez określone bóstwo, któremu przypisywane jest urodzenie się z końskimi kopytami.

Opisane powyżej dwa przykłady stanowią zapewne tylko mały fragment szerszej opowieści, a  jej rozwinięcia szukać należy chyba w źródłach dostępnych etnografom. „

 

 


Ouroboros – OR z bORu wyORAny, czyli dowody na starożytność Polski Słowiańskiej w Kronice Dzierzwy – prezent na Święto Niepodległości

$
0
0

Ouroboros

Co to jest Kronika Dzierzy (Dzierswy, Mierzwy)

 

Kronika Dzierzwy (Kronika Mierzwy, Kronika franciszkańska) – kronika historii Polski spisana po łacinie w początkach XIV wieku.

Zachowała się w czterech rękopisach z XV wieku oraz w jednym z XVI. Powstała najprawdopodobniej w Krakowie. Jej autorem mógł być franciszkanin związany z dworem Władysława Łokietka, opowiadający się za zjednoczeniem Polski po czasach rozbicia dzielnicowego.

Kronika jest kompilacją wcześniejszych utworów, takich jak Kronika Polski Wincentego Kadłubka, żywoty św. Stanisława Wincentego z Kielczy, Rocznik małopolski oraz innych źródeł. Mimo tego kronika ma dość jednolitą formę. Autor przejawia dobrą znajomość Biblii, wielokrotnie się do niej odwołując, a także znajomość kanonów stylistyki retorycznej, aczkolwiek język kroniki nie ma wybitnych walorów literackich.

dzierzwa 1

Czy posługując się Kroniką Dzierzwy napisaną w 14 wieku możemy dowieść, iż korzenie Polski i obyczaje intronizacji królów sięgają najgłębszej starożytności i świadczą nie tylko o starożytności Sławji-Polski (Lechii-Lugii), ale także o tym, że kasta kapłanów pogańskich Wiary Przyrodzoney Słowian, z wielką dbałością przekazywała z pokolenia na pokolenie wiedzę ezoteryczną, astronomiczną i magiczną (Wiedę), która swoją tradycją sięgała czasów starożytnego Egiptu, a właściwie głębiej i dalej niż sięga historyczny Egipt?

Tak. Aby takiego dowodu dokonać nie będziemy się w niniejszym artykule zajmowali całą Kroniką i wyszukiwaniem w niej starożytności, nie będziemy budować nie wiadomo jakich logicznych konstrukcji i przywoływać żadnych autorytetów. Powyżej przytoczyliśmy prosty opis Kroniki Dzierzwy z Wikipedii, gdzie uznaje się to dzieło za co najmniej 14-wieczny autentyk.  Wiemy, że ta Kronika cytuje różne wiadomości znane już z Kroniki Galla Anonima. Przytoczymy tutaj zatem tylko jedną stronicę Kroniki Dzierzwy, i na podstawie jednego zdania na tej stronicy zawartego przeprowadzimy błyskawiczny dowód. 

 

Oto ona:

Dzierzwa 2

 

Chodzi mi o przypis 11 i fragment zdania z tym przypisem, który brzmi: „… oborano blisko Skały Żarłoka (Smoka) wielkie Miasto, które dla uwiecznienia Imienia Jego (Gracca) Graccowem nazwano…”

Przypis mówi zaś, że chodziło tutaj o oboranie pługiem obwodu miasta od czego oborany pługiem obwód nazywano „…Urbs, od części Pługa zwaney Urbus”.

Oczywiście Franciszkanin zwany Dzierzwą, autor tej kroniki był człowiekiem zupełnie nieświadomym czym jest starożytna mistyczna wiedza Słowian i płynące z jej poszanowania obyczaje.  Nie wiedział też, że łacińskie i greckie nazwy mają w istocie słowiano-scytyjskie korzenie i to nie tylko w sensie brzmienia wyrazów, ale treści jakie w sobie niosą.  Są te wyrazy pewnym uproszczeniem słowiańskiego ich znaczenia, nie mniej zawierają w sobie logikę i sens czynności, którą oznaczały w swojej słowiańskiej przeszłości.

 

Zanim przystąpimy do ostatecznego wyjaśnienia znaczenia wykonywania obwodu jako czynności magicznej, przy pomocy pługa – który był traktowany w tym wypadku jako boskie narzędzie-symbol, następca radła ORAdła, OR-RA-Dzieł-ającego, który wciąż zachował w sobie tę część tnącą, ostrą zwaną ORO-Bor , przedstawimy inną definicję, która powszechnie odnosi się do najgłębszej starożytności, a która pokazuje w całej krasie magię symbolu i znaczenie „zamknięcia kręgu” (obwodu magicznego):

 

250px-Ouroboros

Uroboros – OUROBOROSKOSMICZNY WĄŻ

 

Wikipedia:

(stgr. οὐροβόρος; także urobor) – staroegipski i grecki symbol przedstawiający węża z ogonem w pysku, który bez przerwy pożera samego siebie i odradza się z siebie.

 

Jako symbol gnostyków urobor wyraża jedność duchową i fizyczną wszechrzeczy, która nigdy nie zaniknie i będzie trwać w nieskończoność w formie ciągłej destrukcji i odradzania się. Urobor pierwotnie był symbolem rzeki, jaka miała opływać Ziemię, nie mającej źródeł, ani ujścia, do której wlewały się wody wszystkich rzek i mórz na świecie.

Jest to symbol nieskończoności, wiecznego powrotu i zjednoczenia przeciwieństw (coincidentia oppositorum). Gryzący własny ogon wąż wskazuje, że koniec w procesie wiecznego powtarzania odpowiada początkowi. Mamy tu do czynienia z symboliką cyklicznego powtarzania – obiegu czasu, odnawiania się świata i światów, śmierci i odrodzenia, wieczności po prostu.

W symbolice alchemicznej urobor to symbol zamkniętego, stale się powtarzającego procesu przemiany materii – procesu, który w formie faz podgrzewania, parowania, chłodzenia i kondensacji cieczy ma prowadzić do sublimacji substancji. Urobor to odpowiednik kamienia filozoficznego.

W psychologii analitycznej Carla Gustava Junga urobor to metafora wczesnodziecięcej fazy rozwoju, w której jeszcze nie zaszedł proces różnicowania na świat zewnętrzny i wewnętrzny, a zatem fazy, w której nie uformowała się jeszcze tożsamość seksualna. Dopiero powstająca świadomość „ja” pozwoli przełamać fazę uroboralną, różnicując świat na matriarchalny i patriarchalny.

ouroboros-1-1

Vismaya:

http://www.vismaya-maitreya.pl/rok_2012_ouroboros_-_kosmiczny_waz.html

Wąż kiedy utworzył koło wziął swój ogon we własne usta, scalił cały kosmos. Stało się wszystko we wszystkim. Naturalny cykliczny ruch dający wszelkie życie. Kosmiczny wąż-smok scalony w jedno koło jest nazywany Ouroboros (uroborus)

Ouroborus jest mistycznym symbolem i jest bardzo ważny w wielu religiach. W języku koptyckim ouro – znaczy król, ob – wąż. Znany już był w Egipcie 1600 lat p.n.e. Stamtąd przeniósł się do Fenicjan i starożytnej Grecji Platon opisywał planetarny ruch scalony w jedność. Pierwszy opisał węża jedzącego własny ogon, kosmiczny cykl i ciągłość życia we Wszechświecie.

Ouroboros znaczy, życiowy konflikt, kiedy życie mija i przychodzi śmierć …, ale koniec znaczy też początek …

Kosmiczny cykl – koło, ukazuje się w połowie jako światło i w połowie jako ciemność – Yang i Yin.

We wszystkich mitologiach świata można spotkać ten symbol:
1. Wikingów (Norse)
2. Hinduskiej
3. przed kolumbijskiej w Środkowej Ameryce
4. w Zachodnio Afrykańskiej
5. Vodou (Vudu)
6. Greckiej
7. Egipskiej

Ouroboros – cykliczna Natura Wszechświata tworząca się poprzez zniszczenie życia i śmierć. Kiedy wąż ukąsi własny ogon, życie – odradza się.

Koło czasu, 12 potężnych dywizji w pełni manifestuje się poprzez doświadczenie człowieka. Następuje unia między materią i duszą.

Mijający czas – wczoraj i jutro, śmierć i zmartwychwstanie. Dwa bieguny – natura męska i żeńska splatają się w jedność – Androgenus, komplet, powrót do jedności. Ostatni dzień twojego życia jest też pierwszym dniem nowego.

Kogo ukąsi wąż i przejdzie śmiertelną agonię, cierpienie ciała i duszy wyzwala już nową naturę, która popycha do nowego życia …

12 spirali świadomości łączy się tworząc nowy ruch. Koło karmy zamyka się i otwiera kosmiczny zegar gwiezdną furtkę, uruchamia 12 nitek DNA.

ouroboros_freemasons

Z powyższych dwóch cytatów widać jak na dłoni, po pierwsze starożytność symboliczną Ouroborosa, jak również, po drugie magiczne powody praktyk Słowian, które nakazywały nowe miejsca osiedlenia nie tylko oborywać RA-dzieidłem (radłem/pługiem zaopatrzonym w część tnącą/ORRAJącą: or-rob (polskie)/urbus (łacińskie), ale także obchodzić z każdą nową porą roku owo miejsce osiedlenia w magicznych  pochodach świątecznych, które odnawiały ów czar Wiary Przyrodzonej i chroniły wnętrze kręgu przed Ciemnymi Siłami. Przytoczony z Vismayi opis dwukrotnie przekazuje informację o 12 Mocach, w sposób zupełnie nieświadomy  dla autora. Oczywiście nigdy i nikomu nie przychodzi też do głowy pokazać mitologiczne słowiańskie korzenie tego pojęcia. Słowian pomija się w przytoczeniach mitologicznych. Co za wstydliwy absurd, zwłaszcza dla Polaków mających udowodnione zakorzenienie w starożytności sięgające 10.000 lat p.n.e. nieprzerwanego bytowania w Europie, po dziś dzień!

 

Jak nieświadomie informację o 12 Mocach zawartych w Świętym Kręgu przekazał autor Vismayi w haśle o Ouroborosie, tak i Dzierzwa zupełnie nieświadomie przekazał sam obrządek słowiański, znany z pradziejów  jako czynność oraz jako towarzyszące jej nazwy przedmiotów Urbs (okręg-pag) i Urbus (część orząca pługa), które wprost nawiązują do symbolicznej postaci zjadającego własny ogon Węża-Okręgu. Co śmieszniejsze ani starożytny Egipt (widać to w wywodzeniu nazwy Oroborosa) ani starożytna Grecja, ani Rzym, nie zachowały wprost związku między nazwą czynności, okręgiem wyorywanym w ziemi, narzędziem jakim się tego dokonuje, oraz miejscem osiedlenia (posadowienia ludzkiego osiedla) i czynnością magiczną mającą temu miejscu zapewnić powodzenie oraz ochronę.Taki prosty związek między mianem a czynnościami i obiektami/narzędziami/symbolami magicznymi  nazwanymi owym mianem zachował się tylko i jedynie wśród Słowian.

 

To wszystko co powyżej napisaliśmy wskazuje jednoznacznie na miejsce pochodzenia owej magicznej czynności i na lud, który tę czynność/narzędzie/symbol nazwał.

 

Na koniec dodam tylko (żeby wszelkich wątpiących ostatecznie dobić i odebrać im chęć do jakiejkolwiek polemiki z przedstawionym tutaj dowodem), że:

Święte Narzędzia Boskie, które bogowie zrzucili Scytom/Prasłowianom z Nieba, a podjęcie których z Ziemi oznaczało objęcie przez króla władania Całą Ziemią Scytów/Prasłowian, były: Złote RA-dło (boga RAgła/ROgła/Rgła), Złota Cza-RA (boga RAda/ROda, Dzban Zerywanów), Złote J-AR-zmO (boga PRAwego/PROwego) i Złota SiekieRA (boga PeRAna/PiORuna/PieROna).

Oroboros – znaczy OR-ROB-BOR-OŚ – Orać, orzyć – ożywiać ziemię, nadawać jej czynem jaRA/jarus, czyli boskiego Światła Życia (ja-ruszać). Or-rob – ora/orz robić – czyli wykrajać z BORu część zasiedloną przez ludzi – pąg-pag -jasną,  okrągłą przestrzeń, którą oczyszczano z lasu, z drzew, i zabudowywano w kształcie okręgu. OŚ – końcówka tego wyrazu oznacza nie tylko czynność osadzenia/osiedlenia osiadłości tchu/ducha/duszy (znane też Celtom w tym nawet chyba Tolkienowi jako pojęcie najgłębszego ducha istoty „sidthu”), ale także Oś Świata  – Drzewo Zapisu – jedyne drzewo, które pozostawiano nieścięte, a wręcz czczono je jako święte, w samym środku OSADY, gdyż symbolizowało ono Drzewo Świata/Drzewo Kosmiczne Życia i Kosmiczną Oś/Jądro Galaktyki-Wszechświata, OKO Anu (Oce Anu, Okołonaszu, OKnO, W-Oklo, Wokół/Wogół – zwieńczenie Świata z jego Górą Gór, na której mieszkał Bóg Bogów, Światło Świata – Świętowit) .    

 

Tylko u Słowian, a najpełniej u Polaków znajdziecie te wszystkie znaczenia wywiedzione z jednego słowa-symbolu Oroboros, który jak wiadomo powszechnie ma charakter magiczny, ezoteryczny, mistyczny, i poświadczony od czasów starożytnego Egiptu, a nawet jeszcze dawniejszych.   Jak więc widzicie nawet takie zdawałoby się obce pojęcia jak urbanizacja, suburbium i inne mają pochodzenie odsłowiańskie, prapolskie. Dlatego też Polaka nie rażą te słowa i  nie drażnią jako obce wtręty – one są przez podświadomość każdego z nas akceptowane. To my Słowianie-Polacy jesteśmy nazywani przez Biblię Wężowym Plemieniem, gdyż jesteśmy dokładnie Plemieniem Żmijów/Smoków/Drakonów/ Węży – Scytami Jaszczurami. Proszę tylko by nie mylić tego z kosmicznymi Reptilami. Gadziną, która nie ma nic wspólnego z Wężowym Plemieniem. Na Wężowe/Smocze Plemię nie bez powodu zrzucono w Biblii winę za to że Ludzkość Posiadła Wiedę (Owoc z Drzewa Wiadomości). Pośrednicy kościelni chcieli zatrzymać tę wiedzę dla siebie i poniekąd długo się im to udawało.  Bowiem to my jesteśmy jednocześnie owym Wężem/Smokiem w Którego posiadaniu jest Owoc Wiedy – Owoc Dobrego i Złego. To Słowianie/Scyci byli owymi Nosicielami Światła Świata, czcicielami Łączy Zwory- Lucisferusa, czyli właśnie Światłoświata, inaczej Świętowita. To ich Słowian ideę boga, zamierzało nieudolnie i nieudanie uśmiercić judeo-chrześcijaństwo.  Ażadaha (Uż-Duch) Smok i Żmij Wielkiego Działu (Działu Działów) jest rozdwojeniem Światła Świata na dopełniające się In-Yang (Białoboga i Czarnogłów).

Jedyne co mnie   niepomiernie dziwi to fakt, że jezuicka „nauka” polska i polscy „naukowcy”, tak prostych dowodów nie są w stanie odnaleźć i wyszukać w dokumentach historycznych, które mają we własnych bibliotekach pod swoim przemądrzalskim nosem. Czyżby prosta dedukcja, albo łączenie wiedzy językoznawczej z historyczną było w Polsce, w tzw. III RP, narzędziem zapomnianym w dociekaniach naukowych? A może wiedza o głębokiej starożytności i odsłowiańskości znanych obecnie na świecie systemów magicznych i ezoterycznych oraz pochodzących z nich religii monoteistycznych była i jest nadal objęta jakimś tajemniczym, watykańskim ZAKAZem? Czy zatem polscy naukowcy są materialistami i racjonalistami, czy też może irracjonalnymi zwolennikami watykańskiego zabobonu?

entelechia

Że Oroboros, symbol głębokiej magii i wtajemniczenia ezoterycznego znany całemu światu ma odsłowiańskie pochodzenie to nie jest oczywiście żaden przypadek, na który teraz chętnie tzw. ateiści i judeo-katoliccy uczeni zepchnęli by owo odkrycie, aby je zdezawuować. Żeby ich całkiem dobić dodam tutaj inne znane pojęcie filozoficzne, wprowadzone przez Arystotelesa a tłumaczone od wieków z greki zamiast ze słowiańskiego. Jest to pojęcie Entelechii.

 entelechia1

Wikipedia:

Entelechia (gr. entelecheia od én télos échein – dosłownie ucelowienie) – termin Arystotelesa. Twierdził on, że każdy istniejący byt, dzięki swojej przybranej formie posiada własną entelechię, czyli ucelowioną duszę, nadającą rzeczy jedność.

 Zainteresowanych tym terminem głębiej odsyłam do pracy o energii przestrzeni Dariusza Szkutnika (pdf w Internecie) „ENTELECHIA I ZASADA ZACHOWANIA ENERGII W ROZUMIENIU HANSA DRIESCHA” (tutaj tylko jedna stronica i link entelechia):

entelechia22

i dużo głębszych definicji entelechii niż ta prostacka wikipedyczna, które można znaleźć w Internecie – Naszym Zbiorczym Rozumie Ludzkości.

 

A oto tłumaczenie terminu Entelechii słowiańskie, prostackie:

entelecheia od én télos échein   – Anu Tel Oś Lechein lub Anu Dał Oś Lecheiom czyli Anu W-tel-ił (wcielił) Oś w Lechitów, lub w Lechię. Nie zapominajmy też że Grecy to byli w dużej części przybyli z Północy Dorowie-Drzewidzi i (L)Achaje z Naddnieprzańskiej Hel-LAHAJI (Hylaji – Kałłużji, Błotnego Kraju Bagiennego). Można to określić „ucelowieniem” (Anu-Cel-Oś-Świeceniem), bowiem celowo ową Osią (OIO) obdarzono Lechitów, Czcicieli Światła Świata.

Kim byli Anu/Anunaki? Anu odpowiedzcie sobie sami, złodzieje naszej Słowiańskiej Tożsamości, którzy tak się lękacie Symbolu Węża i Smoka, a energię miast do nieba wysyłać tłumicie w betonowych katakumbach-grobowcach. Anu nie lękajcie się też tak bardzo ciałopalenia jako obrządku Przejścia bo Ogień Oczyszcza Raz na Zawsze.

Czyżby sięgające starożytności korzenie Słowiańszczyzny były rzeczą w tradycji Polski niemile widzianą? Każdy inny naród wszak chętnie by się do takiego pochodzenia i pozycji w dziejach przyznał?! Czy przewodzą nam, Narodowi Polskiemu, jacyś obcy – Obcy Pasażerowie Nostromo – Reptile?!

 ouroboros.nimrod

Czesław Białczyński – 10 sierpnia 2014,  z okazji słowiańskiego ślubu w Noc Pełni Księżyca (ANU-LUNY), Sawy Białczyńskiej z Piotrem Lipertem, jako prezent ślubny dla nich oraz jako prezent dla Polaków-Słowian na 11 listopada 2014 – Święto Niepodległości Polski.  

ouroboros_engulfing_the_tree_of_life__commission__by_ayatonyaa-d6pmehs


Paweł Szydłowski – Lechia część 1

$
0
0

00-wrubel-tamara-tomirysa+w+grobie_Michaił+WrubelMichał Wrubel – Tomirysa (Tamara) królowa Mazogątów w grobie. Tomirys była królową Massagetów i Saków, żoną sakijskiego króla Kusyka. Po jego śmierci Kirus zapragnął ją mieć za żonę i podbić Północne królestwo Ariów (SIStan – Lechistan-Rechina).

Część 1

https://www.youtube.com/watch?v=4Hq05Kvij3w&list=UUpdXoN2J3Irki8-9AWqtEsA&index=21

Być może wimany są echem poprzedniej cywilizacji, ale tylko jeśli uznamy, że rzeczywiście istniała cywilizacja poprzedzająca Naszą Cywilizację, tę którą opisuje nasza nauka.  Dowody materialne na to, moim zdaniem, są wciąż niewystarczające. Natomiast wystarczające są już zebrane dotychczas materialne dowody  na inny przebieg historii niż przedstawia to współczesna nauka historii starożytnej. Wykłady Pawła Szydłowskiego znacznie nas z tą nową wersją dziejów oswajają, chociaż nie ze wszystkimi głoszonymi przez niego tezami do końca należy się zgadzać. Jak zwykle kiedy odkrywamy i prowadzimy badania, w trakcie tych badań dochodzą nowe odkrycia które weryfikują dotychczasowy obraz Rzeczy Istności. Ponadto kazdy z nas dysponuje tylko własnym ograniczonym punktem widzenia. Nie mylą się jednak tylko ci którzy nic nie robią. Ci też słyną z tego że krytykują błędy innych, nie popełniając własnych.

1982.01.01 queen tomyrisTomirysa spełnia przyrzeczenie względem Kirusa (Kiryła-Cyrusa) Wielkiego.

Bardzo cenne są tutaj uwagi na temat Cyrusa Wielkiego i Dariusza Wielkiego, który rzeczywiście uszedł przez Dunaj tylko dlatego, iż Jonowie zdradzili Scytów i zbudowali przeprawę przez rzekę dla uciekających oddziałów króla Makodewijskiego. W czasach panowania Tomirysy (Tomirydy) władał Arią (Krolestwem SIS) Widan opisywany też jako Widan-tyrs. Tomirysa wzywała boga Pierona, na pomoc, a nie króla królów Północy.

1047px-Tomaso_di_calisto_(maestro_delle_eroiche_virtù),_morte_di_re_ciro_e_vendetta_della_regina_tomyris,_1470-1480_circaGłowa Kirusa (Kiryła) w saku wojowników Mężogackich i Saków-Sasów (Sokodawów).

Mężogątowie-Mezagatowie (Massagetowie) pokonali Persów samodzielnie. Prawidłowo opis wydarzeń dziejowych, z uwzględnieniem legend i podań Persów przedstawiono w Księdze Ruty – Taja 23 i inne.

 

rubens tomirys 2Tomirysa – według Rubensa


Wybory 16. 11 .2014 –„Kraków – Przeciw Igrzyskom!”– Zacznijmy obalać SYSTEM – już od jutra!

$
0
0

 Czy to ma sens? Nigdy więcej nie głosuj na PO!  – PSL! – SLD! Oni rządzili Polską przez ostatnie 23 lata! PIS rządził przez 2 lata! Czego dokonał? Samorozwiązania Sejmu! Głosujcie na Młodych!

10418229_1564942223740340_3027345702446032874_n

Czy warto? Zacznijmy obalać System już jutro, od Samorządów – 16 listopada 2014! W wyborach do Europarlamentu było nas 8% – ile będzie teraz?!

 

https://www.youtube.com/watch?v=yERSQefwzFE

 

Jak obalić system? Realny plan działania

https://www.facebook.com/obalamysystem
Dołącz do akcji Obalamy system!
Co zrobić, żeby wyrzucić wszystkie sejmowe partie? Zobacz prosty plan.

ostatnia aktualizacja 14.11. 2014

wizualizacja szkieletor10. 10. 2014

Skończmy wspólnie z niemocą tego MIASTA!!!

Zgodnie z deklaracją  złożoną na tym blogu nie poprzemy mentalnie ani w żaden inny sposób Nowej Prawicy w wyborach lokalnych do Samorządu w Krakowie. Młodzi, a także Starzy (tym bardziej!) powinni popierać Młodych Krakowian a nie starą sitwę!

Inaczej nie uwolnimy się od głupich pomysłów typu Igrzyska Olimpijskie w Krakowie, albo inne równie fajne ciekawostki, za które nasze wnuki będą jeszcze spłacać kredyty zaciągnięte przez Dętą Władzę.

Tak jak Kraków przez 25 lat nie dorobił się właściwej liczby żłobków, ścieżek rowerowych, wymiany palenisk węglowych na ekologiczne, odpowiedniej Karty Rodzinnej, czy Becikowego dla Krakowianek, ani nawet wymiany żarówek na energooszczędne w samym Ratuszu, tak starzy wyjadacze będą w każdym roku wyborczym serwować nam kawałek estakady tramwajowej czy kolejny stadion piłkarski zamiast tego co jest niezbędne do życia, np. przedszkola w zasięgu ręki i w zasięgu kieszeni młodych ludzi, czy kawałka zieleni za oknami domu, w którym mieszkamy na co dzień. 

4

Wystraszony Jacek Majchrowski rzucił tym razem na wyborczą tacę w formie kiełbachy i obwarzanka Park Łobzów przy Podchorążówce, dawnym letnim Pałacu Królewskim. Udaje wielkiego ekologa, zadeklarował nawet ścieżki rowerowe byle utrzymać stołek. Dosyć tego zaśniedziałego garnituru kabotynów! Z godziny na godzinę rośnie poparcie dla Tomka Leśniaka z Inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom. Zagłosujmy wszyscy na niego i jego Komitet – Niech Zwyciężą w Krakowie naprawdę Młodzi i niech nastąpi wymiana pokoleń w tym zgnuśniałym, zaściankowym Ratuszu, który przez 25 lat rządów nie wyprodukował żadnej godnej Krakowa wizji Miasta XXI wieku, potrafił jedynie wywalić kasę na mrzonkę w rodzaju Olimpiady i na niepotrzebne stadiony piłkarskie, a teraz omamia wyborców urojonym metrem.

browar_lubicz_w_krakowie_625x0_rozmiar-niestandardowy

Jeszcze w czerwcu pop-propagandowe media gorąco popierały Inicjatywę, ale teraz próżno szukać coś na temat Inicjatywy Leśniaka w TVP , TVN i gdzie indziej. Strach zajrzał w oczy starych konformistów! Już na samym starcie Tomek Leśniak ma 4,5% poparcia według sondaży, które oczywiście są nie do końca prawdziwe, zwłaszcza gdy chodzi o wyniki kontrkandydatów Jacka Majchrowskiego. Sprawmy niespodziankę Starej Władzy i poślijmy ich na Zieloną Trawkę.

Dajmy im popalić!!! Nawet jeżeli tym razem nie udałoby się wygrać to przynajmniej Policzymy Swoje Zielone Siły!!! Pokażemy im Zieloną Moc!!! Ale dlaczego miałoby się nie udać – Skoro chcemy wygrać, to wygramy! Zwizualizujcie to sobie i tak się stanie! „Wygraliśmy Wybory samorządowe w 2014 w Krakowie!!!” – to sobie powtarzajmy jak mantrę przed snem każdego dnia. No, ale jeszcze trzeba to oczywiście zrobić! Ani kruchta ani stadiony, tylko Miasto dla Młodych, Miasto w którym Młodzi chcieliby żyć!!!

Wszyscy studenci którzy chcieliby w przyszłości mieszkać w nowoczesnym, pełnym miejsc pracy, przyjaznym dla Młodych Krakowie, powinni się koniecznie zorganizować i zarejestrować do wyborów w Krakowie i tutaj oddać swój głos, na kogo chcą, ale najlepiej na Tomka Leśniaka, na WIELKĄ ZMIANĘ!!!

WIELKA ZMIANA W KRAKOWIE!!! Dajmy przykład całej Polsce!

krakow_zakopaneKraków – Zakopane?

Nikt nie da Młodym szansy jeśli nie dadzą jej sobie sami, nikt nie zadba o nich lepiej niż oni sami! Zrzeszenie Słowian i Ruch Wolnych Ludzi jest z WAMI! To Wy Jesteście WIELKĄ ZMIANĄ!

22664

Walczyli z igrzyskami, idą po władzę. Leśniak kandydatem na prezydenta Krakowa

Walczyli z igrzyskami, idą po władzę. Leśniak kandydatem na prezydenta Krakowa

 Foto: TVN 24 Kraków  Tomasz Leśniak chce, by Inicjatywa Kraków Przeciwko Igrzyskom przejęła stery w mieście

  Zachęceni storpedowaniem pomysłu organizacji igrzysk olimpijskich, działacze Inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom ogłosili, że wystawią swojego kandydata w wyborach na prezydenta miasta. Będzie nim zaledwie 28-letni socjolog Tomasz Leśniak.

- Zostaliśmy przy tej nazwie, bo sprzeciwiamy się uprawianej przez prezydenta Majchrowskiego i Platformę Obywatelską polityce igrzysk, czyli polityce efekciarstwa i arogancji – zapowiada Tomasz Leśniak. – Całe miasto jest dla nas kluczowe, dlatego chcemy zasiąść także w radzie miasta i radach dzielnic – dodaje.

 

Tomasz Leśniak przedstawił kandydatów do rady miasta

Swoich kandydatów do rady miasta przedstawił Tomasz Leśniak z komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom. To głównie ludzie młodzi.

- Wystartuje 31 kobiet i 33 mężczyzn, średnia wieku to 32 lata – zachwala swoich kandydatów Leśniak, lider KPI. Sam wierzy w to, że zmierzy się z faworytem rywalizacji – Jackiem Majchrowskim, w drugiej turze wyborów prezydenckich.Do rady liczy wprowadzić co najmniej pięciu radnych. – Mieszkańcy dobrze przyjmują nasz program. Mam nadzieję na drugą turę wyborów – mówi Tomasz Leśniak. – Licze też na dobry wynik do rady miasta, bo nasi kandydaci od lat angażują się w sprawy lokalne i są rozpoznawalni – dodaje. To m.in. ludzie, którzy protestują przeciw budowie trasy wolbromskiej, stawianiu bloków obok fortu Bronowice, czy też zabudowie w okolicy Zakrzówka.

Młodzi nie dajcie się zahukać staruchom! Głosujcie na Tomka Leśniaka i Kraków Przeciw Igrzyskom!!!

 

DLOKR

http://wiadomosci.onet.pl/krakow/sondaz-majchrowski-liderem-ciekawie-dalej/hpbrm

Sondaż: Majchrowski liderem, ciekawie dalej

Piotr Ogórek, Dziennikarz Onetu

W naj­now­szym son­da­żu wy­bor­czym do­ty­czą­cym kan­dy­da­tów na pre­zy­den­ta Kra­ko­wa li­de­rem wciąż jest Jacek Maj­chrow­ski. Dru­gie miej­sce zaj­mu­je kan­dy­dat PiS Marek La­so­ta, a trze­ci jest Łu­kasz Gi­ba­ła. Na czwar­tym miej­scu znaj­du­je się kan­dy­dat­ka PO Marta Pa­te­na. Za­ska­ki­wać może w szcze­gól­no­ści wynik Pa­te­ny, który może zwia­sto­wać zde­cy­do­wa­ną po­raż­kę PO w wy­bo­rach sa­mo­rzą­do­wych.

 Ba­da­nie zre­ali­zo­wał kra­kow­ski CEM In­sty­tut Badań Rynku w dniach 2-4 paź­dzier­ni­ka na re­pre­zen­ta­tyw­nej gru­pie 1015 miesz­kań­ców me­to­dą bez­po­śred­nią. W son­da­żu brały udział osoby, które gło­so­wa­ły przy­naj­mniej raz w wy­bo­rach w ciągu ostat­nich czte­rech lat lub za­mie­rza­ją za­gło­so­wać w naj­bliż­szych.

 Jak przed­sta­wia­ją się wy­ni­ki? Po­dob­nie jak w po­przed­nich son­da­żach li­de­rem jest Jacek Maj­chrow­ski, który uzy­skał 32,2 proc. gło­sów. Dru­gie miej­sce, po­dob­nie jak w ostat­nim son­da­żu dla RMF FM, ma Marek La­so­ta. Kan­dy­dat PiS uzy­skał 21,8 proc. gło­sów.

Cie­ka­wie jest dalej, bo­wiem kan­dy­dat­kę Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej Martę Pa­te­nę wy­prze­dził Łu­kasz Gi­ba­ła z wy­ni­kiem 13,1 proc. gło­sów. Pa­te­na może li­czyć na 11,1 proc. gło­sów po­par­cia. Taki wynik to ewi­dent­na po­raż­ka PO, któ­rej kan­dy­dat­ka zo­sta­ła wy­prze­dzo­na przez by­łe­go po­li­ty­ka tej par­tii.

Na ko­lej­nych miej­scach znaj­du­ją się: Kon­rad Ber­ko­wicz z Nowej Pra­wi­cy Ja­nu­sza Kor­win-Mik­ke­go (8 proc.), To­masz Le­śniak z ko­mi­te­tu Kra­ków Prze­ciw Igrzy­skom (4,5 proc.) oraz Sła­wo­mir Ptasz­kiewcz (2,8 proc). 2,1 proc. an­kie­to­wa­nych stwier­dzi­ło, że na ich głos nie za­słu­gu­je żaden z po­wyż­szych kan­dy­da­tów, a 4,2 proc. nie wie, na kogo odda głos w nad­cho­dzą­cych wy­bo­rach.

Son­daż CEM jest więc cie­ka­wy zwłasz­cza w jego dal­szej czę­ści – zwra­ca uwagę przede wszyst­kim słaby wynik Marty Pa­te­ny, którą wy­prze­dził Gi­ba­ła, a także dość wy­so­ki (4,5 proc.) wynik To­ma­sza Le­śnia­ka, który do tej pory oscy­lo­wał ra­czej wokół jed­ne­go pro­cen­ta.

112125.forumW Londynie potrafią rewitalizować – A co z Nową Hutą?! My nie potrafimy?!

13-VIEW-OF-ATMOSPHERIC-TOWERS-635x295Możemy WSZYSTKO!!!

 

 

15. 10 . 2014

http://lovekrakow.pl/aktualnosci/wiecej-przedszkoli-i-walka-z-prochnica-w-szkolach_7085.html

Więcej przedszkoli i walka z próchnicą w szkołach

Kandydaci KPI do rady miastafot. Krzysztof Kalinowski

Przedstawiciele komitetu wyborczego Kraków Przeciw Igrzyskom zaprezentowali program dotyczący polityki edukacyjnej. Główne założenia komitetu Tomasza Leśniaka to budowa przedszkoli publicznych, zmniejszenie liczby uczniów w klasach czy wdrożenie „dentobusów”, które pomogłyby w walce z próchnicą w krakowskich szkołach.

– Drobne, ale istotne zmiany w krakowskiej edukacji będą w najbliższych latach kluczowe – powiedział podczas wtorkowej konferencji prasowej przewodniczący KPI Tomasz Leśniak przekonując, że polskie nakłady na edukację utrzymują się na bardzo niskim poziomie. – 2,5% PKB to bardzo mało, mimo że średnia unijna wynosi około 5% – wyjaśniał.

Zdaniem przedstawicieli KPI ostatnie lata, oprócz konfliktów prowadzonych wokół zieleni miejskiej czy igrzysk, to czas największych sporów dotyczących edukacji. – Widzieliśmy politykę cięć, która była wspierana przez radnych Platformy Obywatelskiej. Pamiętamy likwidację szkół i publicznych stołówek szkolnych, komercjalizację żywienia w szkołach, masowe zwolnienia czy pomysł likwidacji młodzieżowych domów kultury – wymieniał Leśniak.

Uczniowie nie korzystają ze stołówek

Wśród najważniejszych problemów, z jakimi boryka się krakowska edukacja, znajduje się także rosnące rozwarstwienie poziomu nauczania w szkołach. – Powoli tworzą się getta edukacyjne, do których uczęszczają uczniowie osiągający słabe wyniki w nauce. Mamy podział na szkoły elitarne i pozostałe. Miasto na to nie reaguje – mówił Tomasz Leśniak.

Według KPI, problemem pozostaje spadek uczniów korzystających z obiadów po prywatyzacji stołówek. – Od 25% do nawet połowy mniej uczniów korzysta ze stołówek – informował przewodniczący KPI. – Trzeba wrócić do publicznych stołówek – przekonywał natomiast Marcin Szewczyk, kandydat okręgu 4.

„Dentobus” w walce z próchnicą

Jak przedstawił Tomasz Leśniak, Małopolska to rejon najbardziej zaniedbany pod względem dentystycznym. 90% uczniów w wieku 12 lat cierpi na próchnicę zębów. – W Szwecji ten odsetek wynosi 3% – mówił. Dlatego wzorem edukacji, według członków komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom, są kraje nordyckie, gdzie dbanie o zdrowie jest obszarem priorytetowym. – Mam nadzieję, że rozwiązania prezentowane przez nas zbliżą Kraków do modelu fińskiego – dodał Leśniak.

„Dentobusy” to propozycja pilotażowa, która miałaby pozwolić określić potrzeby zdrowotne dzieci. – Nie będzie tak, że z dnia na dzień pojawi się 27 takich autobusów, ale chcemy, aby profilaktyka zdrowotna była rzeczywistym działaniem również Urzędu Miasta Krakowa – wyjaśniał Szewczyk.

25 osób w klasie i nowe przedszkola

– Uważamy, że likwidacja szkół w okresie niżu demograficznego jest rozwiązaniem krótkowzrocznym i ukierunkowanym na oszczędności – tłumaczyła z kolei Marta Dębosz-Warchoł. Według KPI, tego rodzaju cięcia sprawiają, że dostęp do dobrej edukacji staje się przywilejem, a rodzice uczniów muszą uzupełniać szkolne budżety. – Proponujemy podnieść jakość pracy wychowawczej i edukacyjnej. Chcemy zmniejszyć liczebność klas do 25 osób – sugerowała.

Z danych przedstawionych przez Dębosz-Warchoł wynika, że w tym roku około 1 900 krakowskich dzieci nie zostało przydzielonych do przedszkoli wybranych przez rodziców. – 32% dzieci korzysta z przedszkoli niesamorządowych – przedstawiła. Konieczna jest więc budowa nowych placówek publicznych oraz przywrócenie dwóch nauczycieli opiekujących się grupą, co poprawi bezpieczeństwo najmłodszych. – Chcemy, aby przedszkola powstały w Dębnikach, na Podgórzu Duchackim, w Łagiewnikach i Borku Fałęckim – wymieniała przedstawicielka KPI startująca z okręgu 5.

 

24 10 2014 – Dentobusy w kampanii wyborczej

 I to ma sens, a nie antyrosyjski jazgot PISu w kampanii Samorządowej, czy jakieś tam Igrzyska Olimpijskie Majchrowskiego! Miejmy nadzieję, że na tych igrzyskach profesor się wreszcie przejdzie! Tak na uboczu – redaktorzy lovekrakow.pl (bo to ich tekst jest pod tym zdjęciem) zapominają „przypadkiem”, że Tomasz Leśniak kandyduje również na Prezydenta Miasta.  Rozumiemy, że wygodniej jest tego nie przypominać.

CB

 

Kraków: dentobusy w kampanii przed wyborami samorządowymi
Na zdjęciu dentobus z USA
„Kraków Przeciw Igrzyskom”, kiedyś ruch obywatelski bojkotujący ideę organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w Krakowie, dziś komitet, który wystawia kandydatów do wyborów samorządowych, domaga się zakupu dentobusów przez władze miasta.

Przedstawiciele komitetu wyborczego „Kraków Przeciw Igrzyskom” zaprezentowali program dotyczący polityki edukacyjnej. Przypominają w nim m.in., że Małopolska to rejon wyjątkowo zaniedbany pod względem dentystycznym. – 90 proc. uczniów w wieku 12 lat cierpi na próchnicę zębów. W Szwecji ten odsetek wynosi 3 proc. – mówi Tomasz Leśniak lider KPI.

I to właśnie kraje nordyckie Komitet wskazuje jako wzór do naśladowania w kwestii profilaktyki i opieki stomatologicznej. Zakup dentobusów członkowie KPI nazywają propozycją pilotażową, która pozwoliłaby określić potrzeby zdrowotne dzieci z regionu. Autorzy pomysłu są świadomi kosztów związanych z organizacją mobilnych centrów dentystycznych, przekonują, że pomysł ma przede wszystkim zwrócić uwagę na problem.

- Chcemy, aby profilaktyka zdrowotna była rzeczywistym działaniem również Urzędu Miasta Krakowa – apelują.

Więcej: lovekrakow.pl

 

30 10 2014

 4. dzień mgły i smogu w Krakowie. Nic nie widać panie Prezydencie Majchrowski!

Panie prezydencie Majchrowski – Czwarty dzień w Krakowie trwa Smog Wawelski. Końca nosa nie widać kiedy człowiek wpada na ulicy pod czyjś rower albo samochód!  Normy zagazowania są przekroczone 2,5 raza w stosunku do tych z Auschwitz! Tam stosowano Cyklon tutaj stosuje się Benzopiren.

Piszę do Pana bo to pan rządzi w Krakowie już 20 lat niemal i wciąż nie udało się panu załatwić tej sprawy.

Zamiast tego w ramach Igrzysk dla Ludu zbudował pan dwa potężne stadiony i Arenę Sportową które zieją pustką. Czy te miejsca są przygotowywane przez pana ekipę jako lazarety dla zagazowanych Krakowian?!

 Czy uważa pan, benzopiren za humanitarne narzędzie, które  Ostatecznie Rozwiąże Problem Ledwie Zipiących Krakowian?

Panie prezydencie, a idź pan już do Diabła i oddaj władzę Młodym z Komitetu „Kraków – Przeciw Igrzyskom!”

z Braterskim Pozdrowieniem w ramach KAMPANII – Na wpół uduszony już Autor Nowych Przygód Smoga Wawelskiego i Baltazara Gąbki oraz Jego Kompanii

 nowe przygody okładkaKsiążka jest do nabycia tutaj: Slovianski Sklepik

27 paź, 16:10

Mgła w Krakowie? To „smoke and fog”, czyli smog

Od nie­dzie­li w Kra­ko­wie nie­wie­le widać, bo wszyst­ko prze­sła­nia gęsta mgła. Choć jak się oka­zu­je, nie do końca cho­dzi tylko o mgłę. – To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog – wy­ja­śnia An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

Mgła Smog Kraków
Foto: Norbert Litwiński / Onet Mgła Smog Kraków

Je­sien­na słota i coraz niż­sza tem­pe­ra­tu­ra to wy­raź­ne znaki po­cząt­ku se­zo­nu grzew­cze­go w Kra­ko­wie. A pod Wa­we­lem ozna­cza to jedno – po­wrót smogu. Przy ta­kiej po­go­dzie jaką mamy obec­nie, smog staje się nie tylko wy­czu­wal­ny, ale i wi­dzial­ny.

- To co mamy za okna­mi, to w dużej mie­rze smog. To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog. To taki nie­przy­jem­ny kok­tajl – mamy złe wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne, do tego lu­dzie od­pa­li­li piece i efekt jest jaki jest – mówi An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

KAS już od dłuż­sze­go czasu wal­czy o czy­ste po­wie­trze w Kra­ko­wie, a także stara się uświa­da­miać miesz­kań­ców na temat za­gro­że­nia dla życia i zdro­wia, jakie nie­sie ze sobą smog. Kra­ków jest bo­wiem jed­nym z miast z naj­bar­dziej za­nie­czysz­czo­nym po­wie­trzem na świe­cie. Wpływ ma na to głów­nie niska emi­sja, bę­dą­ca efek­tem pa­le­nia wę­glem czy śmie­cia­mi w pie­cach do ogrze­wa­nia.

Głów­nym skład­ni­kiem smogu są pyły za­wie­szo­ne PM10 i 2.5, czyli benzo(a)piren. Norma śred­nio­do­bo­wa to 50 mi­kro­gram (µg) na metr sze­ścien­ny. Tej je­sie­ni w Kra­ko­wie jest ona już nie­raz prze­kra­cza­na dwu­krot­nie. – Ponad 100 µg/m3 PM10 śred­nio­do­bo­wo w in­nych mia­stach by­ło­by już po­wo­dem do ogło­sze­nia alar­mu smo­go­we­go. A u nas cie­szy­my się, że norma jest tylko dwu­krot­nie prze­kro­czo­na. To marne po­cie­sze­nie, bo to war­to­ści po­wo­du­ją­ce re­al­ne za­gro­że­nie dla życia i zdro­wia – do­da­je An­drzej Guła.

Żeby po­czuć po­pra­wę w ja­ko­ści po­wie­trza, cał­ko­wi­cie mu­sia­ły­by być wy­eli­mi­no­wać źró­dła ni­skiej emi­sji smogu. – Je­że­li mamy ok. 50 tys. pa­le­nisk wę­glo­wych we­dług sza­cun­ków mia­sta, a w ciągu ostat­nich dwóch lat wy­mie­nio­no 1,5-2 tys. pa­le­nisk, to wciąż je­ste­śmy na po­cząt­ku drogi. Nie spo­dzie­waj­my się więc, że bę­dzie le­piej od razu. Trze­ba jed­nak za­chę­cać do ko­rzy­sta­nia miej­skie­go pro­gra­mu do­płat na wy­mia­nę pie­ców. Zwłasz­cza, że jest on jak na razie bar­dzo atrak­cyj­ny – mówi pre­zes KAS.

Po­mi­mo uchy­le­nia przez sąd ad­mi­ni­stra­cyj­ny uchwa­ły sej­mi­ku wo­je­wódz­kie­go o za­ka­zie pa­le­nia wę­glem w Kra­ko­wie, wła­dze mia­sta nie re­zy­gnu­ją z pro­gra­mu wy­mia­ny pie­ców w Kra­ko­wie. Jest on cały czas roz­bu­do­wy­wa­ny, a miesz­kań­cy są za­chę­ca­ni do prze­cho­dze­nia na eko­lo­gicz­ne sys­te­my grzew­cze. W nie­któ­rych przy­pad­kach można uzy­skać nawet 100 proc. do­pła­ty na wy­mia­nę pa­le­ni­ska.

Warto przy­po­mnieć, jak smog ne­ga­tyw­nie wpły­wa na nasze zdro­wie. Co roku miesz­ka­niec Kra­ko­wa przyj­mu­je z po­wie­trzem ra­ko­twór­cze sub­stan­cje, któ­rych ilość od­po­wia­da wy­pa­le­niu 2,5 tys. pa­pie­ro­sów. Przez za­tru­te po­wie­trze zwięk­sza się także za­cho­ro­wal­ność na no­wo­two­ry zło­śli­we.

Na­ra­że­ni są wszy­scy, ale przede wszyst­kim osoby z cho­ro­ba­mi ukła­du od­de­cho­we­go, osoby z astmą, aler­gi­cy, a także ko­bie­ty w ciąży, dzie­ci oraz osoby star­sze. W skali ogól­no­pol­skiej na astmę oskrze­lo­wą cho­ru­je 6 proc. dzie­ci. W Kra­ko­wie pra­wie trzy razy tyle – aż 16 proc.

(NZ)

10418229_1564942223740340_3027345702446032874_n



O książce Piotra Makucha „Od Ariów do Sarmatów. Nieznane 2500 lat historii Polaków”

$
0
0

mp 12 SSS

Od Ariów do Sarmatów. Nieznane 2500 lat historii Polaków

Autor: Piotr Makuch
Wydawnictwo: Księgarnia Akademicka
Seria: nd
Rok wydania: 2013
Wydanie: I
Nakład: bd
ISBN: 978-83-7638-242-5
Format: 170 x 245 mm
Oprawa: twarda
Liczba stron: 288

Cena:48.00
produkt chwilowo niedostępny

Wreszcie doczekałem się książki, której myślałem, że nie dożyję. Wraz z publikacją pracy doktorskiej Piotra Makucha z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie ” Od Ariów do Sarmatów. Nieznane 2500 lat historii Polaków.” (Księgarnia Akademicka Kraków 2013 – rok wydania jest mylący bo chyba wyszła teraz, ja otrzymałem PDF kilka dni temu) , przekroczony został wreszcie Rubikon niemocy w myśleniu naukowym o przeszłości i dziejach Słowian Starożytnych.

Fragment tego doktoratu poświęcony pokrewieństwom słowiańsko-irańskim w legendzie i postaci Kraka oraz Cyrusa Wielkiego oraz podaniu o Wieży/Wierzy Babel i Szklanej Górze Welskiej – Wawel, publikowaliśmy u nas tutaj: TUTAJ  w roku 2013.


Przytaczam fragment opisu książki z internetu i pozwalam sobie zamieścić spis treści oraz Autorski Wstęp doktora Piotra Makucha i kilka ważnych z mojego punktu widzenia stron książki z otrzymanego  PDFa. Zwłaszcza mam tutaj na myśli tę stronicę, która potwierdza naukowo wywód miana grodu Kraków – od Karakou – Caracou – czyli nawiązuje bezpośrednio do podawanych przez starożytnych nazw Krakowa: Caroduna, Carodunon.

Nareszcie został zrobiony odważny krok w kierunku rewizji myślenia o Polakach jako tworach zrodzonych z Daty 966. Jestem przekonany, że ten właśnie milowy krok otworzy wyobraźnię zbiorową Polaków na ich Starożytne Korzenie i przeobrazi ich myślenie nie tylko o własnej tradycji starożytnej ale także o źródłach ich wiary i religii pierwotnej Przyrodzonej Słowiańskiej.

Kilka słów o książce

W czasach szkolnych nabyłem przeświadczenia, że Polacy są pewnym ewenementem w historii świata, a ich odrębność polegać miałaby głównie na tym, że – w przeciwieństwie do wielu innych nacji, takich jak choćby Włosi, Grecy czy Niemcy – w czasach przedpaństwowych nie rozwinęli żadnych wysublimowanych form kultury. Ucząc się o początkach państwa polskiego odniosłem wrażenie, że Polska i Polacy pojawili się na arenie dziejów w roku 966 mocą jakiegoś cudownego aktu stwórczego, swoistego creatio ex nihilo, zaś Mieszko I przyjmując chrzest powołał Polskę, a z nią Polaków, do życia. […] Warto jednak zauważyć, że – począwszy od XV, a na XVIII i XIX wieku kończąc – funkcjonował zupełnie inny obraz Polaka-szlachcica, potomka starożytnych Sarmatów, będącego ucieleśnieniem wszystkich cnót, które charakteryzowały ten wyjątkowo dzielny i szlachetny lud.
Ze „Wstępu”

Dokonując rewizji dotychczasowych odczytań najdawniejszych zapisów dziejów Polski przedpiastowskiej (kronika Kadłubka, ale też Galla Anonima, Mierzwy, Długosza) i uzupełniając je równoległymi przekazami kronik czeskich, Pan Piotr Makuch zauważa uderzające analogie pomiędzy mitem założycielskim państw zachodniosłowiańskich (Polski i Czech) a historią starożytną ludów irańskich i tą częścią ich mitologii epickiej, którą w dużym uproszczeniu określa się jako „kejanidzką”. Stwierdza, że zbieżności te nie ograniczają się do pojedynczych faktów zauważanych przez wcześniejszych badaczy (przede wszystkim Plezię), lecz mają charakter kompleksowy, poparty licznymi szczegółami.
Z recenzji prof. Anny Krasnowolskiej

 

 

Oddajmy głos samemu Autorowi

mp1

mp3

mp4

mp5

mp6

mp7

 

mp10Oczywiście, że wymienione próby wyjaśnienia tego imienia są niewystarczające ponieważ ma ono ciąg powiązanych znaczeń które prowadzą do najgłębszych pokładów Wiary Przyrodzonej Słowian.

mp11

 

Tutaj o Karakoa – Caracoa – Carodunie

mp8

Przedstawiamy tutaj fragment historyczny dotyczący Dariusza Wielkiego, Cyrusa Wielkiego, Filipa Macedońskiego i Aleksandra Macedońskiego , gdyż ten watek wiąże się z kolei z pewnym artykułem który już niedługo , o Srebrnej Górze i Śmierdzącej Górze na krakowskich Bielanach

….

mp9

Gdybyśmy poszli o krok dalej to ustalilibyśmy, że oczywiście jest to ta sama idea leżąca u podstawy i że ta idea ma głęboki podkład wierzeniowy, nie legendarny tylko lecz  mitologiczny. W takim układzie zaraz wyjaśniłaby nam się sama nazwa Wawel i Babel – Wieża/Wierza i Góra szklana po której dusze ludzkie wspinaja się do Nieba – Na Welę. Zwłaszcza że u Litwinów znaleźlibyśmy opowieść o strzegącym Welskiej Góry Szklanej Smoku – WIZUNASIE, który przepuszcza „na tamten świata” tylko tych którzy rozwiążą zadaną im zagadkę.


Myśl i Słowo z Polski płynie w Słowiańszczyznę !

$
0
0

Poproszono mnie o wykonanie pewnego podsumowania, które rozwiązałoby problem czy „Myśl i Słowo” rzeczywiście płynie z Polski w Słowiańszczyznę i czy to prawda, że z Polski są przez Słowian, „myśl” owa i „słowo”, podejmowane. Tak więc zebrałem parę faktów w jednym miejscu, bo rzeczywiście od 1989 roku minęło 25 lat i dla młodszych uczestników tego procesu rzecz może być niejasna historycznie. Co i skąd się wzięło w Chorwacji, Słowenii, Białorusi i Rosji?

Na początek przypomnę, że to Polska była pierwszym krajem z obozu socjalistycznego, który się wyzwolił i zaprowadził demokrację, choć ograniczoną – jak widać, ale w dziedzinie religijnej w zasadzie nieograniczoną. W okresie PRLu Polska była też tym krajem tzw „obozu”, który dopuszczał największą swobodę obrotu sztuką i ideami, w tym dziełami na temat filozofii, zachodnich prądów umysłowych i myśli religioznawczych. Mimo tego „Słownik etymologiczny języka polskiego” Aleksandra Brucknera (q927) wyszedł jako reprint po raz pierwszy po  II wojnie światowej w roku 1970, a słownik Franciszka Sławskiego nigdy nie został ukończony, także w III RP. Także religioznawcze książki Aleksandra Brucknera, „Starożytna Litwa Ludy i Bogi” – 1904, „Mitologia Słowiańska i Polska” – 1918-1924,  zostały wydane w PRL dopiero w latach 1980-1985 na skutek Rewolucji Solidarności. Wcześniej z trudem udawało się te książki pożyczyć z Biblioteki Jagiellońskiej – takie były realia PRLu , do którego niektórzy idioci tęsknią i wskazują jego liczne „lepsze” strony.  III RP pod względem reglamentacji tego rodzaju wiedzy też nie jest lepsza – wydanie kolejne  „Starożytnej Litwy…” 2014. Mimo wszystko Polska uchodziła po II wojnie za oazę wolności i wolnomyślicielstwa wśród Demoludów.

 aa 20Wydawnictwo Kraina Księżyca powołane do życia w 1991 roku, jedna z książek, wydana 1993. Wydawnictwo zamknięte w roku 2010.  Od 2010 działa Studio KK.

Myśl i Słowo z Polski płynie w Słowiańszczyznę od 1989 i 1990 roku w sposób zupełnie swobodny. Płynęła i wcześniej bo:

W 1945 roku odrodziło się Święte Koło Czcicieli Światowida z Krakowa (ŚKCŚ – 1921, 1945), znane później jako Lechickie Koło Czcicieli Światowida Władysława Kołodzieja, po czym działało w podziemiu do 1989 roku, co jest udokumentowane przez Służbę Bezpieczeństwa w Polsce (podziemna drukarnia została rozbita przez SB w Krakowie w roku 1971, Czesław Białczyński był wtedy aresztowany – świadkowie żyją do dzisiaj).

To tutaj odrodziły się pierwsze Związki Rodzimowiercze w III RP i w całym Obozie Socjalistycznym:

wylotek_rogaty_szczep

Szczep Rogate Serce (1986),

SSSSS s-1553

Starosłowiańska Świątynia Światła Świata (półoficjalnie 1989, jako Kraina Księżyca 1991, Portal Krainy Księżyca od 1999), oficjalnie jako SSŚŚŚ od 2004-2010 portal Fundacji Turleja i od 2009 portal Bialczynski.wordpress.com),

 

Rodzimy Kościół Polski (RKP – 1995),

Związek Rodzima Wiara (1996),

Zachodniosłowiański Związek Słowiańska Wiara(2009)

Stąd popłynęła Wieda w pierwszych książkach:

-ywio-001_thumb

1991 – czasopismo „Żywioł” – Szczep Rogate Serce,

aa 21

1993 – „Stworze i Zdusze” (Wyd. Kraina Księżyca, Kraków – SSŚŚŚ)]. W tamtym czasie Jugosławia była pogrążona w wojnie i nikt nie myślał tam o organizowaniu się, a raczej myślano, bo myśl i słowo poszło z Polski.

aa 22

1993 Lech Emfazy Stefański Wyrocznia Słowiańska- Magiczny Krąg Świętowita” (Wyd. ATHANOR Warszawa – RKP),

 

aa 23

W 2012 roku Nowy Świętowit z Nowym Rytem został przekazany ze Ślęży do Słowenii i tam został osadzony (co opisano w pierwszym numerze kwartalnika „Słowianić” (1/2013).

okład slowianic nr 1

swiatoNowy Ryt Świętowita 2012 Ślęża

https://www.youtube.com/watch?v=B4PthWGm8MI

 

Opublikowany 2 lip 2013

http://bialczynski.wordpress.com/2014/07/28/oficjalne-zzniesienie-palwanu-peruna-na-chorwacji-nadeslala-katarzyna/#comments

Mamy efekty tego kroku w postaci posadowienia palwanu Peruna na Chorwacji i innych działań w Słowenii, Serbii i gdzie indziej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

2014 Wrocław – 1 rocznica działania Wydawnictwa Slovianskie Slovo : http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/kultura/2014-okragle-rocznice-ntv-i-swiatyni-swiatla-swiata/

 

http://bialczynski.wordpress.com/2014/07/27/piotr-kudrycki-geneza-slovianskiego-slova-slowianszczyzna-nowa-swiadomosc-wiara-przyrody-piekno-zycia/#respond

Ukraina, Białoruś i Rosja także obudziły się na skutek Słowa z Polski – nastąpiło to w roku 2000.

ASoV 2 ASoV 3 ASoV 4

ASoV 1

W 2001 Aleksander Asov wydał swoje książki poświęcone Mitologii Rusi w Moskwie, a w 2002 roku przyjechał do mnie i podarował mi te książki ze swoim autografem, a ja dałem mu, A RACZEJ PODPISAŁEM AUTOGRAFEM swoją mitologię „Księgę Tura” wydanie 1 Z ROKU 2000, KTÓRĄ MIAŁ ZE SOBĄ ORAZ „STWORZE I ZDUSZE” (1993), które także przywiózł do Krakowa. Odbyliśmy długą rozmowę na temat Odnowienia Wiary Słowian i zaczęło się. Była też mowa o tłumaczeniu mojej mitologii na rosyjski, ale nasze drogi się rozeszły, bo każdy powinien podążać swoją drogą. To wtedy nastąpił wybuch ruchu słowiańskiego w Rosji, po książkach wydanych w Moskwie przez Asova, a jeszcze później nastąpił wysyp filmów internetowych, Trechlebova, i innych ruchów ekologicznych w Rosji. Tak wygląda ta historia.

 

ASoV 8

ASoV 7

ASoV 6

ASoV 5

Od nas się to wszystko odradza – nie inaczej – od nas i z Litwy.

Być może przydałby się jakiś artykuł historyczny, bo faktycznie to jest już po 1989 roku 25 lat, a od tamtego czasu trwa „Odrodzenie Wiary Przyrody Słowiańskiej” w Polsce.

Od odrodzenia w Polsce zaczyna się odrodzenie w całej Słowiańszczyźnie. Także ruchy w Ukrainie i Litwie przed II Wojną zaczynają się od Polski i od Szukalskiego i Stachniuka – Zadruga.

Polskie:

szuk Toporzel.svg

Szczep Rogate Serce 1929,

 

nnst_srodek

Zadruga (1935, odnowiona 2006),

indeksczasopismo Żywioł Andrzeja Wylotka (Anidrżej z Parczewa – Szczep Rogate Serce, z wizytą u S. Szukalskiego w Los Angeles 1986, Niklot, SSŚŚŚ, 1991, posiadam NR1, razem z listem Andrzeja Wylotka o jego wyjściu z Rodzimego Kościoła Polskiego),

portal NAJMICI.net 1990,

Toporzeł Wydawnictwo myśli Zadrugi – pana Zdzisława Słowińskiego – 1991,

znak-2Wydawnictwo Kraina Księżyca, Kraków 1991

Trygaw_13

Stowarzyszenie Niklot (1998) i kwartalnik „Trygław” (jesień 1997) to również lata 90-te XX wieku.

 

 

Ciągłość Słowa płynącego z Polski przedstawiamy na Czarnym Pasie – od Średniowiecza, po dziś dzień – także Słowa płynącego na Śląsk i Łużyce, na Pomorze i do Słowian Niemieckich oraz Niemców.

TAK TO WYGLĄDA.  Rosyjski WKŁAD W POLSKĄ MYŚL Wiary Przyrodzonej Słowian to ANASTAZJA.

Warto zauważyć, choć to niezbyt chlubne że KGB/GRU wykorzystało dla swoich celów Ruch Słowiański, że NIE BYŁOBY W OGÓLE KONCEPCJI DUGINA I POLITYKI EUROAZJATYCKIEJ PUTINA GDYBY NIE SŁOWO I MYŚL, KTÓRA POPŁYNĘŁA W 1990 ROKU Z POLSKI DO MOSKWY.

OPOWIEŚCI ŻE MOSKWA NIE SŁUCHA POLSKI proponuję WŁOŻYĆ MIĘDZY BAJKI. SŁUCHA I TO BARDZO UWAŻNIE.

 

 

Ω

 

Na koniec  przypomnę tutaj tekst który jest fragmentem artykułu zamieszczonego przeze mnie na blogu w roku 2012:

Wielka Droga Smoka a Linia Arkona-Piramida Cheopsa oraz o otrutym Adamie Mickiewiczu i Watykanie, czyli Zbiorowa Świadomość i Matka Ziemia

[kliknij w tytuł  i przeczytaj całość]

 

FRAGMENT

Złota Era choć Mała potrwa 10.000 lat. Przed nami długi wspaniały okres harmoniczny i wiele pomyślnych chwil. Warto mieć dzieci, warto utrwalać i powielać myśl o Wielkiej Zmianie, warto patrzeć w przyszłość z wielkim optymizmem – samo myślenie w tych kategoriach – BEZ TRWOGI a Z UFNOŚCIĄ we własną MOC, ewokuje pozytywny Ruch RzeczyIstności.

Tym wszystkim, którzy boleją nad Upadkiem Rzeczpospolitej chcę powiedzieć jedno: Bolejecie słusznie. Rzeczpospolita wymaga naprawy i zostanie naprawiona. Rzeczpospolita i jej obywatele zasługują na inną pozycję w świecie niż mają. Prawda zwycięży i zwycięży Myśl Polska, Myśl Słowiańska, Słowiańska Wizja Przyszłości Świata. Musimy mieć wiele wiary w sobie, że tak się właśnie stanie i tę wiarę cierpliwie budować w innych. I stanie się!

W chwili obecnej Polska nie wygląda być może ciekawie, ale co mają powiedzieć  na Białorusi, na Ukrainie, w Kazachstanie, w Kirgizji i w Rosji? Jakąż oni mają jeszcze daleką drogę. Wykonamy ją wszyscy RAZEM, jestem o to spokojny.

Urodziłem się w 1952 roku, w 7 lat od zakończenia II Wojny Światowej, cztery lata po tym jak ZSRS zakończył rękami “polskich patriotów” pacyfikację polskiej armii podziemnej. Najniższe szacunki mówią o 50.000 zamordowanych Polakach i Polkach, potencjalnych ojcach i matkach, czyichś ojcach i matkach, czyichś dzieciach. To nie uchodzi jakoś za komunistyczne ludobójstwo. W trwającej 4 lata wojnie w Bośni zginęło łącznie 100.000 ludzi i USA zrównało Serbię z Ziemią. Mówi się że w Syrii zginęło obecnie 70.000 ludzi i USA “interweniuje” przy pomocy swojej V kolumny. 50.000 zabitych przez komunistów Polaków nie uważa się jednocześnie za ofiary ludobójstwa, a ze zbrodniarzami pije się bruderszaft.

Jednak to małe piwko w porównaniu do danych z II Wojny Światowej. Są naprawdę szokujące. W II Wojnie Polska, Litwa, Łotwa, Węgry, Rumunia i ZSRS straciły ponad 30 milionów obywateli. Ukraina w 1933 straciła dodatkowo 4 miliony ludzi. Według najniższych obecnych szacunków Wikipedii: Polska 16% całej ludności nie licząc tego co po Wypędzeniu z Ziem Wschodnich, ani tych zakatowanych przez ZSRS. A ZSRS, Litwa i Łotwa straciły po 13% całej populacji. To oznacza, że dzisiaj po 2 pokoleniach, jest o 150-180 milionów Słowian mniej niż by ich było, gdyby nie ów HOLOCAUST. Nie ma narodu na Ziemi, który mógłby się równać liczbą zabitych z Polską. Ale to jeszcze nie koniec strat słowiańskich. Niemcy straciły 10% ludności. Zastanówmy się kogo posyłali na front? Czy nie lechickich Słowian ze wschodnich landów?! Czy wiemy ilu zginęło Łużyczan, Ślązaków, Pomorzan i Kaszubów, po niemieckiej stronie? Śląsk był praktycznie opustoszały, Pomorze i Mazury też. A kim byli według was Berlińczycy czy Drezdeńczycy? W 75% Słowianami!

Pozostawiam każdemu do rozstrzygnięcia we własnym umyśle, na podstawie posiadanej wiedzy, kto naprawdę jest tym “Złym” w bajce o II Wojnie Światowej, o Jałcie, albo w bajce o Serbii, albo w bajce o Iraku, Afganistanie, Syrii, czy o Iranie. We wszystkich filmach szlachetny Bond walczy z Agentami ze Wschodu (ZSRS, Rosji, Iranu, Tajlandii). Śmiem twierdzić, że to jest kompletna bajka – nie ta walka, lecz jego szlachetność. To najczarniejszy charakter wszechczasów. Ten ciągnący się latami cykl filmowy to propagandowe uzasadnienie konieczności eliminacji Wschodu. Zakamuflowana w cukierkowym opakowaniu wojna psychologiczna pod płaszczykiem rozrywki. Urabianie opinii publicznej dla uzasadnienia ewentualnej inwazji i rasizm. Czysta propaganda wojny, zbrodni i dywersji.

Gdyby nie II Wojna, dzisiaj Polska licząca 120 milionów ludzi, byłaby WIODĄCA SIŁĄ EUROPY. Europy Hegemona, Europy Suwerena, a nie amerykańskiego Protektoratu! A co gdyby Polska weszła w unię z Rosją?! Uruchommy wreszcie w pełni wyobraźnię i przestańmy wierzyć w baśniuszki Dobrego Wuja Sama oraz w inne bajdy z Placu Świętego Piotra, znad Tamizy, czy Sekwany. Świat trąbi nieustannie o Holocauście Żydów – to był HOLOCAUST SŁOWIAN! To była pacyfikacja Europy wykonana z USA, za pieniądze sefardyjskich banksterów, rękami Niemców! Czy myślicie że oni tam, jak jeden mąż (od USA przez Wielką Brytanię po Niemcy), “przypadkiem” uprawiają od 50 lat  propagandę o “polskich obozach śmierci”?!

Czy to uzmysławia nam dostatecznie JASNO na czym polegało amerykańsko-anglosasko-sefardyjskie uderzenie w Serce Świata?! W Ośrodek Wielkiej Zmiany?! W Serce Cywilizacji?!

W wyniku tego uderzenia Europa przestała być wiodącą siłą cywilizacyjną i nie jest nią aż do dzisiaj. Ale Serce Świata i Duch Świata nadal biją pod Ślężą i na Wawelskiej Górze. I nie przestaną bić i emanować na Świat!

Zwróćcie uwagę, że chociaż do teraźniejszości gospodarczej i politycznej możemy mieć wiele słusznych zastrzeżeń, to moje pokolenie jest pierwszym pokoleniem Polaków, które przeszło przez życie bez wielkich strat demograficznych, bez wojny i bez hekatomby polskiej inteligencji. Jak ktoś gdzieś ładnie napisał: “to pierwsze pokolenie dziadków i babć, które jest wykształcone lepiej lub gorzej, ale jest i może przekazać wnukom swoją wiedzę w stanie nienaruszonym. Niezdziesiątkowane i niezakneblowane, mimo usilnych starań”.

Nie czuję się dziadkiem i jeszcze nim nie jestem, nasze życie ulega wydłużeniu, dzieci rodzą się później, a sprawność intelektualna dopisuje nam do późnej starości. Planuję starość na lata 2052 – 2072, kiedy to, biorąc przykład ze Stopana II Uboga, mam zamiar sam o własnych siłach wstąpić na Dach Świata (patrz Taja 23). Póki co przed nami WIOSNA.

Na początek zatem jak to na wiosnę, wielkie porządki. Jak zauważyliście powyżej, już je zaczęliśmy!

Będzie to jednak 90 lat (do roku 2102) gruntownego oczyszczania Śmietnika po Kalijudze. Jest to czas, kiedy każdy ruch łopatą będzie przejaśniał horyzonty myśli i czynił ład na naszej planecie. Każdy gram materii światła kładziony na szali Wagi Prawdy, będzie polepszał byt setek tysięcy Świadomych Istot. I za to się od razu zabieramy. TO TUTAJ WYKONUJEMY!

Każdy z nas ma do zrobienia swoją Wielką Małą Rzecz – na swoją wielką-małą miarę. Więc zaczynamy wielkie czyszczenie. Po nim każda “rzecz” w naszym domu nabierze nowego blasku, Błysku Novego, zaświeci czystym Światłem Świata. Przyjdzie czas, że wydamy pierwszy “novy podręcznik historii”.

Logiczny, prosty i niepodważalny dowód  na to że z Polski myśl popłynęla na Ukrainę, Białoruś i do Rosji wygląda następująco:

 

Wikipedia:

Rozpad Związku Radzieckiego – proces trwający w latach 1988-1991, podczas którego wszystkie republiki związkowe uzyskały autonomię w obrębie państwa radzieckiego, a następnie oderwały się od ZSRR i stały się niepodległymi państwami. W ten sposób Związek Radziecki zniknął z mapy świata, a za datę jego upadku oficjalnie uważa się 26 grudnia 1991 roku.”

(koniec cytatu)

 

Mam nadzieję, że dla każdego normalnego człowieka który posiada pamięć i wiedzę historyczną jest oczywiste, że w 1992 roku, kiedy w Polsce działały już wydawnictwa takie jak Kraina Księżyca, Toporzeł, Athanor i inne, choćby Żywioł, w ZSRR ludziom groziło za organizowanie się religijne 20 lat łagru na Syberii, a wydawanie czegokolwiek było możliwe jako tzw „samizdat” na powielaczu spirytusowym, co robili wyłącznie dysydenci płacąc za to cenę wieloletniego sybiractwa w łagrach opisanych przez Sołżenicyna. Ani im się śniła jakakolwiek myśl rodzimowiercza, czy odrodzenie słowiańskiej mitologii na serio. W ZSRR w latach 1917 – 1992 było to absolutnie niemożliwe!

 

Kiedy powstał w Rosji Euroazjatycki Związek Młodzieży a ideologia Dugina weszła do szkół wojskowych – Moskwa 2005 – 2008

 

http://gniazdo.rodzimowiercy.pl/tekst.php?tekstid=146

dugin i związek euroazjatycki

Pamiętajcie także dzisiaj na przełomie 2015 roku, że ta myśl słowiańska wypływa ciągle z Polski, w formie rzeczywiście nowoczesnej, nośnej idei, a nie z Rosji Putina, w postaci niszczycielskiej ideologii niewolenia narodów. Płynie z Polskiego Ruchu Wolnych Ludzi a nie z Kremla i kazamat KGB na Łubiance. Tylko Rosja Wolnych Rosjan może zawrzeć z Polską Wolnych Ludzi Unię Równych. Nie stanie się to wcześniej, bo nikt inny nie jest w stanie tej myśli zrealizować. Dowodem niech będzie fakt, że nikt poza nami, poza Ruchem Wolnych Ludzi Wolnej Polski i SSŚŚŚ, jak dotychczas, ani w Polsce ani w Rosji  nie deklaruje ani też nie promuje tej jakże prostej i oczywistej filozofii „unii w równości”.


Niesamowite zagadki: Gunung Padang, Syberia i Cywilizacja X!

$
0
0

800px-Gunung_Padang_SiteGunun Padang

Przesunięcie wieku Naszej Cywilizacji czy Upadła Cywilizacja X!

Czy Nasza Cywilizacja jest starsza niż się wydawało, czy też istniała jakaś odrębna cywilizacja, którą można nazwać Cywilizacją X, a o której twórcach nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic pewnego – nawet czy byli Homo Sapiens?

Pytanie jest trudne ponieważ nauka otrzymuje coraz więcej dowodów na to, że już 12-15.000 lat temu (a niektóre dowody wskazują na czas jeszcze dawniejszy) istniała cywilizacja, której wytwory są dziełami architektury i sztuki zadziwiającej jakości, jednak nijak nie przystają do dotychczasowych ustaleń na temat stadium rozwoju Naszej Cywilizacji w tamtych tysiącleciach. Jest trochę tak jak w książce Isaaka Asimova „Koniec Wieczności”. Tyle, że u nas można jakby mówić o procesie odwrotnym, następuje Początek Wieczności. Jednak tak samo jak w jego powieści w pewnym miejscu Wieczności postawiono przed ludźmi Barierę Czasu, a za nią rozciągają się nieodgadnione Ukryte Tysiąclecia. W Wieczności Asimova są one ukryte w Przyszłości. W naszej rzeczywistości Bariera Czasu otoczyła nie tylko Przyszłość lecz także Przeszłość – tam ulokowały się ukryte przed nami obszary. Ostatnimi czasy obszary Z Przeszłości wyłaniają się raz po raz poprzez rozmaite artefakty, czasem malutkie jak Figurki z Nomoli, jak Statuetki Prilwitzkie, a czasem olbrzymie jak Posąg Kobiety z Mali, Świątynie Pępka na Wzgórzu Brzucha Ziemi (Gobekli Tepe), gigantyczne megality na Syberii czy piramida Gunung Padang na wyspie Jawa.

jawa 3

Nie byłbym sobą gdybym nie powiązał tych ostatnich elementów w odkrywanej mozaice i nie wkomponował Syberii i Jawy w aryjską starożytną układankę zwaną Wiarą Przyrody.

876px-Indonesia_main_islands_PL.svg

Syberię odłóżmy na chwilę, bo sprawa zdaje się być trochę naciągana, ale z Jawy, to co innego. Trudno chyba znaleźć na świecie bardziej oczywisty związek niż pojęcie „jawy” z języka polskiego, religijne pojęcie z wiary przyrodzoney Słowian – Jawi (Świata Widzialnego), oraz wyspy Jawa w Indonezji. 1280px-Java_TopographyTrudno też nie powiązać, bo to narzucające się wprost, biało-czerwonej flagi Polski i Indonezji, które są identyczne lecz odwrócone. Jawa leży po drugiej stronie Równika, a więc po odwrotnej stronie Ziemi, ale jaki to ma związek z pojęciem Jawa i odwróceniem kolorów herbowych? Jawa leży też dokładnie na przeciwległym krańcu kontynentu Euroazji. Przyznam się że odbieram to jak jakiś, znak, wręcz sygnał dla Ludzkości, a może „kosmiczny”, albo „wiecznościowy” (jak u Asimova) żart Figlarnej Nadistoty. gunung padang jawa 1To właśnie na Jawie ujawniono najbardziej zagadkową budowlę, do której Piramida Visoko nawet się nie umywa (chociaż jest jednym z tych gigantów poświadczających nieadekwatność kultury wytwórczej Naszej Cywilizacji towarzyszącej czasowi powstania obiektu. Oto jak kiepsko wygląda wikipedyczna próba wyjaśnienia nazwy wysyp: Jawa.

Pochodzenie nazwy wyspy jest niejasne. Jedna możliwość zakłada, że wcześni podróżnicy z Indii nazwali tak wyspę z powodu gęsto niegdyś tu rosnącej jáwa-wut, natomiast do tego czasu wyspa otrzymywała różne nazwy[2]. Istnieją też inne możliwości: słowo jaú i jego wariacje oznaczają nieznany, odległy. Natomiast w sanskrycie słowo yava oznacza jęczmień, z którego niegdyś słynęła wyspa.

Niesłychanie cieniutkie i głupawe jest to wytłumaczenie nazwy, chociaż powiązanie z Indiamiw których jak wiadomo ludność haplogrupy R a w tym R1a i R2 wiedzie prym, a braminami są prawie wyłącznie R1a stwarza ciekawy pomost pomiędzy Indonezją a Polską (kolebką europejskiej R1a, która ją wyeksportowała do Indii około roku 1600 p.n.e.).

 

02To wszystko jest bardzo ciekawe i obiecujące, jednakże tylko do momentu kiedy nie zaczyna wychodzić na jaw, że budowle takie jak piramida w Gunung Padang nie mogły zostać zbudowane przez prymitywne społeczności rolników neolitycznych, a nawet przez mocno ucywilizowanych i wyprzedzających z zdobyczach technicznych regiony południowe Północnoeuropejskich Scytów – twórców koła, rydwanu i łuku refleksyjnego, czy żelaznych mieczy i sztyletów. Tych budowli jest na świecie odkrytych już tyle, że poważnie trzeba się zastanowić czy przypadkiem nie są artefaktem po jakiejś innej cywilizacji , którą roboczo możemy sobie nazwać Cywilizacją X. Istniała by ona pomiędzy 30.000 a 12.000 lat temu, po czym musiałaby upaść, zniknąć, być może w wyniku katastrof naturalnych lub katastrof wywołanych przez nią samą. Spuścizną tajemniczej „cywilizacji X” mogą być uniwersalne wierzenia i symbole religijno-magiczne, a także istniejące do dziś megalityczne budowle. Te o których przed chwilą wspomnieliśmy jak świątynia Göbekli Tepe, a także Sfinks z Gizy, czy Piramida z Gunung Padang na Jawie.

03

Podobnego zdania jest brytyjski naukowiec z Uniwersytetu Bostońskiego doktor Robert M. Schoch, który wydał ostatnimi czasy na ten temat książkę. Skoro naukowiec uniwersytecki wypowiada się w tym samym tonie co my mali sensaci i wielbiciele przygód oraz fantasmagorycznych teorii to sprawa zaczyna wyglądać zgoła poważnie.

http://www.bisnis.com/videos/view/20140417/859/gunung-padang-piramida-indonesia-situs-megalitikum-cianjur-

 

A pan doktor wcale nie gryzie się w język i opowiada rzeczy, za które jeszcze niedawno wyrzucali ludzi z poważnych uczelni i skazywali na banicję w środowisku „poważnych naukowców”. Pan Schoch nie obcyndala się jednym słowem, i wali z grubej rury twierdząc że Nasza Cywilizacja miała poprzedniczkę, która upadła w wyniku serii kataklizmów. W ostatnich latach przybyło odkryć, które zmuszają historyków do cofnięcia daty narodzin pierwszych cywilizacji na co najmniej 12-15.000 lat temu. Chodzi nie tylko o słynne Göbekli Tepe, ale wynika to również z nowych ustaleń w sprawie znanych budowli, które mogą być starsze niż się przyjmuje.

01

Sfinks

Doktor Schoch – geolog, geofizyk i antropolog najwyraźniej również jest zwolennikiem naszej ulubionej teorii o „zaginionej cywilizacji”. I cóż takiego pan doktor twierdzi? Jego zdaniem narodziła się ona u schyłku ostatniej epoki lodowej – kilka tysięcy lat przed pojawieniem się Sumerów w Mezopotamii, ale upadła w wyniku katastrofalnych zmian klimatu. Ludzkość została wówczas „cofnięta” do jaskiń, a cywilizacyjny regres trwał kilka tysiącleci. Choć z tamtego okresu nie zachowały się żadne źródła pisane, budowle wzniesione przez „cywilizację X” mogły przetrwać do naszych czasów. Według Schocha jedną z nich jest Wielki Sfinks.

Na początku lat 90. doktor Schoch wywołał już jedną sensację, więc nie jest w tych sprawach nowicjuszem. Chodzi tutaj o wyniki badań nad Sfinksem, który oficjalnie powstał ok. 2500 r. p.n.e.: „Kluczem do ustalenia wieku Sfinksa była interpretacja śladów erozji deszczowej zaobserwowanych na jego korpusie i okalających go ścianach. Nie mogły one powstać w skrajnie suchych warunkach, jakie od 4-5 tysięcy lat panują w tamtym regionie. Są one wynikiem opadów i przepływu wody. Pozwalający na to klimat panował tam przed 3000 rokiem przed naszą erą, a więc ponad 5000 lat temu. Inni geolodzy, jak Colin Reader oraz David Coxill (niezależnie od siebie), potwierdzili moje wnioski” - napisał w książce „Forgotten Civilization” („Zapomniana cywilizacja”, 2012).

 

06

Dodatkowe badania śladów erozji wokół podstawy monumentu przeprowadzone z sejsmologiem Tomaszem Dobeckim (górą Polska!) doprowadziły Schocha do wniosku, że Sfinks powstał prawdopodobnie jeszcze wcześniej, w okresie od VIII do VI tysiąclecia p.n.e., choć istnieją dodatkowe przesłanki, że mógł być wtedy po prostu przerabiany. „Możliwość nierównomiernego wietrzenia sugeruje, że najstarsze części Sfinksa mogą pochodzić sprzed końca VIII lub nawet końca XI millenium p.n.e” – pisał. Czyli znów dochodzimy tutaj do okresu około 14.000 lat p.n.e, tak jak ocenia się to w wypadku Piramidy w Visoko.

 

gunung-padang

Dzisiejszy Sfinks jest inny niż wszystkie inne wyobrażenia Sfinksa znajdowane w Egipcie. Tamte zachowują idealnie proporcję miedzy głową a tułowiem, w wypadku tej olbrzymiej rzeźby te relacje są zachwiane. Proporcje się nie zgadzają. Głowa jest za duża! Do tego obelisk jest nierównomiernie zerodowany. W naturalny zatem sposób narzuca się hipoteza, że pierwotnie był to posąg lwa i dopiero za panowania Chefrena w połowie III tysiąclecia p.n.e. (choć i to nie jest pewne) nadano mu obecną formę. Oznacza to, że kiedy nad Nilem pojawili się Egipcjanie, mogli zastać tam pomnik „bez głowy” pozostawiony przez wcześniejszą cywilizację. Lecz dlaczego lwu dano ludzką głowę? Nie wydaje się by była to głowa warana eonów czasu (reptiliańskiego faraona) Chefrena.

Penampang Gn Pdang_

Göbekli Tepe

Spór o wiek Wielkiego Sfinksa jest w toku i wymaga przeprowadzenia dodatkowych badań. Ostatnia dekada dostarczyła jednak więcej potwierdzeń tego, że Nasza Cywilizacja, bądź też jakaś inna poprzedniczka naszej cywilizacji rozwinęła się do formy wysoko-technologicznej kilka tysięcy lat wcześniej, niż uczą podręczniki, a potem w tajemniczy sposób uległa regresowi. Źródłem tych odkryć są między innymi stanowiska archeologiczne w Południowej Anatolii, gdzie w latach 60. ub. wieku dokonano kilku przełomowych odkryć. O jednym z nich pisaliśmy już wielokrotnie, była to neolityczna „osada” znana dzisiaj jako Çatalhöyük, której pełnia rozkwitu przypadła na rok 7000 p.n.e. i którą zamieszkiwało w szczytowym okresie ok. 10 tysięcy ludzi. W 1964 r. dokonano też innego odkrycia, które – trzeba to powiedzieć wprost – było tak kłopotliwe, ze archeolodzy przerzucali je sobie z uniwersytetu na uniwersytet niczym parzący palce starożytny kawałek żywej magmy. Były to ruiny na wzgórzu Göbekli Tepe, które w czasach, gdy kwitło Çatalhöyük, od kilkuset lat leżały już pogrzebane w ziemi…

Jak wiemy dzisiaj, w 50 lat po odkryciu, gdy wreszcie solidnie zabrano się do tej „brudnej” archeologicznej roboty Göbekli Tepe (tur. „góra-brzuch”) w pobliżu miasta Şanlıurfa, niedaleko granicy turecko-syryjskiej, kryje najstarsze na świecie sanktuarium, wzniesione przed ponad 12.000 lat. Jego stworzenie wymagało gigantycznego i skoordynowanego nakładu pracy. Dzięki trwającym od 1996 r. pracom ekipy dr. Klausa Schmidta (1953-2014), na stanowisku znaleziono ok. 200 masywnych kamiennych filarów w kształcie litery „T”, zdobionych przedstawieniami zwierząt i otoczonych kamiennymi murami, a także liczne kości (ludzkie oraz zwierzęce).

Detail

Nie wiadomo, kim byli twórcy kompleksu, którego najstarsze warstwy pochodzą sprzed ponad 12.000 lat. Archeolodzy sugerują, że była to nekropolia albo centrum pielgrzymkowe ściągające ludzi z różnych części wschodniego basenu Morza Śródziemnego. Najstarsze filary noszą także ślady piktograficznych znaków, które są zatem rodzajem protopisma. Samo stanowisko jest zaś tak wielkie, że badania nad nim mogą zająć nawet pół wieku. Wszystko to zbudowano mniej więcej 6 tysięcy lat przed czasami, na które wyznacza się wynalezienie koła i pisma. Twierdzenie o centrum pielgrzymkowym nie ma żadnego sensu jeśli popatrzymy na tę budowlę z punktu widzenia antropologów. Bo jakaż była wtedy według wyliczeń populacja ludzka w Starym Świecie. Kto miałby tutaj pielgrzymkować, Neandertalczycy, który nie znali jeszcze uprawy roli dysponowali narzędziami z kamienia? Do epoki brązu mamy wszak spory kawałek czasu! Za początek epoki brązu przyjmuje się umownie rok 3400 p.n.e., w Europie Południowej 2800 p.n.e., na terenach dzisiejszych wschodnich Niemiec i zachodniej Polski 2200 p.n.e. Koniec epoki brązu przypada na lata 1000–700 p.n.e. Zatem mówimy tutaj o okresie 5400 lat temu, kiedy brąz w ogóle wchodzi do użycia jako lokalny wynalazek. Jak powoli się upowszechnia widać po datach przyjmowanych dla terenów Polski i Niemiec, to ponad tysiąc lat wędrówki przez 3000 kilometrów, a więc 3 kilometry rocznie, od źródła.

04a

Göbekli Tepe jest istnym sezamem zagadek. Dlaczego na przykład po około 20 wiekach użytkowania, zostało nagle porzucone: „Dlaczego święte obszary tak nagle zakończyły swój życiowy cykl?” – pyta Schoch. „Czy miejsce to zostało zbezczeszczone? Może lud z Göbekli Tepe porzucił zbieractwo, łowiectwo i stary styl życia, a wraz z nim dawnych bogów? A może raczej teren ten został dotknięty katastrofami naturalnymi? 12-10 tysięcy lat temu nadszedł koniec epoki lodowej, podniósł się poziom mórz, a klimat zmienił się. Niektórzy są zdania, że doszło wówczas do przebiegunowania albo że w planetę uderzyła kometa. Istnieją także dowody, że w tamtym okresie Ziemia doświadczyła skutków działania słonecznych rozbłysków. Czy w obliczu zagłady twórcy Göbekli Tepe najpierw próbowali ufortyfikować swą budowlę, a potem zwyczajnie uciekli? Być może mieli jeszcze nadzieje na powrót” – dodaje.

No, nieźle. Tonący brzytwy się chwyta, można rzec. Rozbłyski nie na Słońcu tylko w ciemnościach ludzkiego rozumu. Meteoryty i Epoka Lodowcowa. Czego tutaj nie mamy. Zmiana trybu życia ze zbieractwa na uprawę. Ależ do tego jeszcze brak 5000 lat – według oficjalnej nauki. Kurczę blade, co tu jest grane. To są opowieści dla małych dzieciaków na dobranoc, czy co? Sprawa najstarszego sanktuarium świata pozostaje ledwo rozpoznana bo odsłonięto dopiero ułamek stanowiska (ok. 5 procent). Schmidt był zdania, że część kompleksu powinna pozostać pod ziemią do czasu, aż w archeologii pojawią się doskonalsze metody badawcze. Samo Göbekli Tepe tak bardzo wystraszyło towarzystwo uniwersyteckie ze trzymali temat pod dywanem z piachu przez 50 lat. Nic dziwnego skoro to jednio jedyne wykopalisko powoduje że trzeba zmienić wszystkie podręczniki archeologiczne i wyrzucić wszystkie teoryjki na których zbudowano tysiące doktoratów i ustanowiono tysiące autorytetów profesorskich. Żebyż to rozwalało tylko archeologię, ale to przecież jest jak szrapnel, granat rozpryskowy, który wali Gmach Świątyni zwanej Nauka Materialistyczna i po prostu rozkurza ją po pustyni niczym domek z kart. To prawdziwy Wiat Dziejów, a nie jakiś tam podmuch lokalny. Katastrofa na skalę planety Ziemia! Czyż to nie Wielka Zmiana???

1077661_20130701055517

Gunung Padang

Ale to nic. To dopiero przygrywka. Teraz będzie jak przystało na dobrego scenarzystę filmowego od thrillerów. Trudno dostępną i przez to mało znaną na Zachodzie budowlą, jest Gunung Padang – megalityczne stanowisko koło wioski Karjamukti w prowincji Jawa Zachodnia (Indonezja). Składa się ono z kilku tarasów, na których wzniesiono „zagrody” z andezytowych słupów. Gunung Padang odkryto na początku XX wieku. Ponieważ od razu było widać że to jest jeszcze większa petarda niż jakiś tam Sfinks, na wszelki wypadek nie brano się do badań ani nie rozpowszechniano informacji o piramidzie przez 80 lat – do roku 1979, kiedy przeprowadzono w ogóle pierwsze wstępne badania. Co ustalono doo dzisiaj. Niewiele, ale już za dużo, grubo za dużo, jak na nerwową wytrzymałość profesorów archeologii na świecie. Nowsze ustalenia wskazują, że jest to struktura wielopoziomowa, a warstwy leżące 4 metry pod powierzchnią pochodzą sprzed ok. 12,5 tysiąc lat. Ustalenia Indonezyjskiego Centrum Badań Geologicznych, lokują najstarsze warstwy budowli w okresie sprzed 22 tysięcy lat!!! Twierdzi się przy tym, ze samo wzgórze wzgórze może ukrywać w sobie (tak wykazują przyrządy) mieścić w sobie schodkową piramidę.

- Gunung Padang nie jest naturalnym wzgórzem – oświadczył koordynujący badania geolog, dr Danny Natawidjaja. – To piramida, której konstrukcja pochodzi sprzed końca epoki lodowej. Jest ona masywna, nawet na najgłębszych poziomach i nosi podobieństwo do rozwiązań stosowanych w piramidach egipskich oraz wielkich budowlach megalitycznych Europy. Mogę tylko powiedzieć, że mamy do czynienia z dziełem rozwiniętej zaginionej cywilizacji. Otóż to. W tym czasie bowiem ludzkość miała być bandą zbieraczy korzonków i małpoludów rzucających kamieniami w orangutany.

Oczekiwanie na potwierdzenie wniosków uczonego może zająć kilka lat. Jeśli okaże się, że Gunung Padang jest odkryciem na miarę Göbekli Tepe, to będzie to prawdziwy klops, o którym głośno nikt nie próbuje nawet mówić. Okaże się, że istniała grupa wysoko rozwiniętych kultur, których rozwój został niespodziewanie przerwany.

Nasz doktor z Bostonu Schoch twierdzi, że jedyne co mu przychodzi do głowy to kataklizmy naturalne i zmiany klimatyczne wywołane przez kosmiczną katastrofę lub katastrofy. Pierwszą mógł być wybuch komety nad Ameryką Północną ok. 10500 r. p.n.e., ale najdotkliwsze w skutkach mogło być nagłe ocieplenie klimatu (odnotowane w oparciu o analizy lodowych rdzeni) ok. 9700 r. p.n.e., wywołane być może przez hiperaktywne słońce wyrzucające w stronę Ziemi obłoki plazmy, czyli to co nam się akurat bardzo w Polsce podoba ponieważ uczyniło ją zdatną do zamieszkania.

gunung-padang23

Co mówi doktor?: „Mogło to spowodować upadek zaawansowanych kultur tamtego okresu, zaś towarzyszące temu promieniowanie mogło znacznie wpłynąć na mentalne i fizyczne zdolności ludzi. Wydarzenia te mogą być podstawą niemal uniwersalnego mitu o ‘złotej erze’ w dziejach ludzkości. […] Zdarzenie z 9700 r. p.n.e. mogło nawet stać się źródłem mitu o Atlantydzie”.

Szok po zagładzie pierwszej cywilizacji pozostał w świadomości ludzi na zawsze. Jego echem może być biblijna opowieść o utraconym raju czy upadku pierwszych mieszkańców Ziemi (Adama i Ewy, tytanów, nefilim itp.). Na „regenerację” cywilizacji trzeba było czekać do około V tysiąclecia p.n.e., jednak dr Schoch twierdzi, że Sumerowie, a także późniejsza europejska kultura budowniczych megalitów byli już czymś wtórnym wobec „cywilizacji X”.

 

Bardzo mi się podoba ta konkluzja doktora z Bostonu. Cóż innego można wymyślić dzisiaj na prędce żeby zatuszować wrażenie, że tzw. nauka i tzw. materializm naukowy to stek bredni którymi się karmiło niepiśmienne tłumy dokąd pozostawały one niepiśmienne. Dzisiaj w czasach powszechnego wykształcenia, przynajmniej w sztuce czytania i pisania, jeśli już nie w rachunkach, ani w wiedzy astronomicznej, byle bredni, takiej jak Biblia, ale też i takiej jak teorie doktora z Bostonu już się wciskać ludziom nie da. Oczywiście ponieważ wiedza astronomiczna jest kiepska można nadal ogłupiać tłum podobnymi teoriami o lodowcu, albo rozbłyskach na Słońcu , albo uderzeniu komety w „mrowisko ludzkie” które pielgrzymowało sobie do Gunung Padang, albo do Gobekli Tepe, tak jak dzisiaj do Watykanu. Czy jednak doktor z Bostonu zadał sobie pytanie – co ze szczątkami tejże genialnej ludzkości sprzed epoki Adama i Ewy, sprzed czasu „powszechnego napromieniowani” i „ogłupienia”??? Gdzie oni są, ci pielgrzymkowicze do Gobekli Tepe. Jak się ubierali, co jedli, jakie są ich inne ślady, poza rzecz jasna megalitycznymi budowlami, które jak na razie SA jedynym namacalnym śladem „zaawansowanej cywilizacji – zdolnej postawić coś takiego”. Zdolnej postawić, ale przy pomocy czego, panie doktorze? Dźwigów panie doktorze czy magii???

 

Za chwilę jednak moi drodzy może być już całkiem cienko z tymi teoryjkami ponieważ jak wspomniałem sypią się doniesienia z Syberii. Póki co niedowierzam im bo za słowami nie idą dowody, które byłyby wystarczająco twarde. Jak to w Rosji, mówi się o budowlach a na zdjęciach widać naturalne utwory skalne, które rzeczywiście miejscami są dziwne, mówi się o kilometrach podziemnych korytarzy, ale na zdjęciach pokazuje się jedną szczelinę, mówi się o gigantycznych obiektach i domostwach, ale potem nie można ich znaleźć w tym samym miejscu w którym niby je opisano… Za dużo jak na razie znaków zapytania na Syberii, ale warto poczekać. Może ktoś się wypowie kategorycznie na temat obrazków jakie tutaj przedstawiam – budowle to czy twory naturalne – zdjęcia pochodzą z kwietnia 2014. Jeżeli to okazałoby się sztuczne to żadne gadki szmatki z Bostonu nie uratują już sytuacji, choć i teraz są już wystarczająco śmieszne i żałosne.

_________________________

Cytaty pochodzą m.in. z R. M. Schoch, „Forgotten Civilization”, Inner Traditions 2012.

htmlimage57

htmlimage1

htmlimage2

htmlimage3

htmlimage7

htmlimage8

htmlimage13

htmlimage14

htmlimage15

htmlimage17

htmlimage19

htmlimage21

htmlimage22

htmlimage24

htmlimage25

htmlimage26

Akurat ta jedna góra w okolicy, w promieniu dziesiątek kilometrów miałaby być jedyną zwietrzałą skałą. Znamy takie sytuacje choćby z Sudetów, ale to nie dotyczy pojedynczej góry, tylko całych np. Gór Stołowych.  Przecież całe pasmo tutaj ma jednakową budowę geologiczną?.  htmlimage28

 

htmlimage30

Pasóweczka?

htmlimage31

htmlimage36

Wygląda na zwykłą skałę tutaj!htmlimage39

Ale tutaj nie!htmlimage43

htmlimage44

htmlimage48

htmlimage50

htmlimage51

htmlimage52

htmlimage56


Trywid Ślężański – Część 2: Wyniesienie (Joanna Maciejowska i Marek Wójtowicz – 12. 12. 2012) Edytuj

$
0
0

znak Copyright-_all_rights_reservedby Joanna Maciejowska i Marek Wójtowicz

Trywid jest dostępny w całości w kolejnych numerach kwartalnika „Słowianić” – NR 1 , NR 2, NR3.

b01

b12kompr

b14kompr

b16kompr

b18kompr

b20kompr

b22kompr

B26


Wystawa Jerzego Przybyła w Norrkoeping! (29. 11 – 14. 12 2014)

Viewing all 2512 articles
Browse latest View live